UK - Danger Money

Przemysław Stochmal,

ImageAktywność UK przypadła na niełatwy dla rocka progresywnego czas, gdy punkowa rewolta głośno i bezlitośnie pieczętowała schyłek zwanego później klasycznym okresu w historii gatunku. Tworzenie nowych formacji bądź supergrup o prog-rockowym podłożu wydawało się więc ryzykowne. Wydanym w 1978 roku debiutem grupa jednak z interesującym skutkiem spróbowała pokazać, że formuła rocka progresywnego wcale się nie wyczerpała i takie zabiegi, jak choćby wyraźne skierowanie go w kierunku jazzu, mogą tchnąć w niego nieco świeżości. Po zmianie składu i konfiguracji instrumentalnej (odejście od gitary), wraz z kolejną płytą zespół UK, pojmowany jako grupa prog-rockowa, zrobił jednak błądzący krok do tyłu, niejako poddając się temu, co nieuchronne – kresowi pewnego etapu historii rocka. „Danger Money” – druga i ostatnia studyjna płyta UK okazała się być znacznie bliższa klasycznemu prog-rockowi, aniżeli debiut.

Próby stworzenia „po staremu” progresywnego materiału są na albumie ewidentnie słyszalne, mimo że jeden z trzech jego kwadransów zajmują kompozycje o zwięzłej, piosenkowej formie. Pojawia się na „Danger Money” ślad koncepcyjnego podejścia do płyt jako jednej całości, tutaj manifestowanej właściwie ukradkiem, dzięki słyszalnym dla wprawnego ucha, pojawiającym się kilkakrotnie na płycie parafrazom uderzającej sekwencji ściany dźwięków, która otwiera album. Pojawiają się również i silne nawiązania, które nietrudno odczytać – o ile jednak wyraźne echa Emerson Lake & Palmer w instrumentalnej części mini-suity „Carrying No Cross”, eksponującej parady fortepianu i organów Hammonda, nie musiały być bezpośrednim zamierzeniem twórców, o tyle charakterystyczny środek utworu tytułowego wydaje się być jak najbardziej zamierzonym odwołaniem Wettona i spółki do Crimsonowego „Red”.

Mimo obecnych wyraźnych aluzji do prog-rocka pierwszej połowy dziesięciolecia, należy przyznać, że poza wspomnianym „Carrying No Cross” kompleksowość dłuższych nagrań na tej pukającej już do lat 80. płycie oparta jest na zdecydowanie prostszych i czytelniejszych środkach, aniżeli mogłoby to mieć miejsce jeszcze pół dekady wcześniej. Nie epickość, czy „fabularność” muzyki jest tu wytyczną, rozmiary kompozycji pęcznieją raczej dzięki czysto instrumentalnym przesłankom – co zresztą od samego początku formacji wydawało się mieć znaczenie dominujące. A faktycznie jest czym się zachwycać – John Wetton i Eddie Jobson oraz zaciągnięty z szeregów zespołu Franka Zappy Terry Bozzio stanowią trio instrumentalnie doprawdy mocarne.

„Danger Money” zamknął niewielki studyjny dorobek UK. Dla wielu sympatyków prog-rocka to właśnie ten album, wydany na sam koniec lat 70., może być swoistym zamknięciem, czy raczej epilogiem klasycznej ery rocka progresywnego. Mimo że konkurować z najważniejszymi dla gatunku, wydanymi zaledwie kilka lat wcześniej płytami byłoby mu trudno, to jednak do dziś brzmi dobrze, zachwyca dynamiką, a powroty do niego potrafią satysfakcjonować.  

MLWZ album na 15-lecie