Rutherford, Mike - Smallcreep's Day

Andrzej Barwicki,

ImageMichaela Johna Cleote Crawforda Rutherforda, znanego bardziej jako Mike Rutherford, grającego w zespołach Genesis, Mike and The Mechanics i Red 7 nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. To on drugiej połowie lat 60. był jednym z założycieli grupy Genesis, lecz dopiero w lutym 1980 roku ukazał się pierwszy solowy album tego gitarzysty i basisty zatytułowany „Smallcreep’s Day”.

Na program płyty składa się z sześć utworów, w tym prawie 25-ciominutowa tytułowa suita. Inspiracją do jej napisania była nowela Petera Currella Browna. Ta siedmioczęściowa kompozycja rozpoczyna się stonowanym brzmieniem klawiszy, jak również odpowiednim do tego nastrojowym wokalem Noela McCalli (znanego m.in. ze współpracy z zespołem Manfreda Manna). „Between the Tick & the Tock” jest tajemniczy i jednocześnie intrygujący w swym przekazie. Część druga - „Working In Line” – zagrana bardziej żywiołowo, z równie pięknymi partiami akustycznej i elektrycznej gitary tworzy w całości zgrabną melodię, która pod koniec przechodzi w kolejną część, czyli instrumentalny „After Hours”. Z kolei „Cats And Rats (In This Neighbourhood)” pulsuje swym rytmem, na pierwszy plan intensywnie wybija się perkusja, co nie pomniejsza syntezatorowych dokonań Anthony’ego Phillipsa. Krótki instrumentalny „Smallcreep Alone” jest wstępem do „Out Into The Daylight” nakreślającego pełen obraz progresywnych, technicznych możliwości poszczególnych muzyków. Zakończeniem tej tytułowej kompozycji jest „At the End of the Day” - to kompozytorski majstersztyk Mike’a Rutherforda. Emocje, których doświadczamy w pełni potwierdzają talent tego muzyka. Może nie osiągnął on w tamtych czasach komercyjnego sukcesu, na co pewnie miała wpływ silna konkurencja kolegów z Genesis, ale nie sposób odmówić mu talentu i muzycznej pomysłowości.

Wracając jednak do pozostałych utworów z tego krążka, to już jakby odrobinę inna muzyka. „Moonshine” i „Time And Time Again” stylistycznie nawiązują do komercyjnego, przebojowego rockowego grania, które w latach 80. cieszyło się sporą popularnością. Nie tylko Mike Rutherford skłaniał się do tego rodzaju melodyjnego wizerunku, wystarczy chociażby posłuchać np. późniejszych solowych nagrań Phila Collinsa. Kolejne sympatycznie brzmiące piosenki: „Romani” i „Every Road” łatwo wpadają w ucho, tylko czy coś po nich pozostało w naszej pamięci? Chyba nie do końca.

Jest na tym albumie wiele pięknie wykonanych partii zarówno instrumentalnych, jak i wokalnych, dla których warto powtórnie przysłuchać się temu obchodzącemu właśnie swoje 35-lecie wydawnictwu. Sentymentalne wspomnienia zabarwione muzycznym podkładem „Smallcrep’s Day” kiedyś kształtowały nasze muzyczne upodobania, a dzisiaj są chwilą westchnień dla pokolenia rosnącego wraz z muzyką tworzoną przez Genesis, jak i solowych projektów jej poszczególnych muzyków.

Do studia podczas nagrywania płyty Mike zaprosił następujących muzyków: Ant Phillips (instrumenty klawiszowe), Noel McCalla (śpiew), Simon Phillips (perkusja) i Morris Pert (instrumenty perkusyjne). Słuchając tego albumu da się wyczuć pewne powiązania z tym, co Rutherford grał wraz z macierzystym zespołem. Starał się on zrealizować swoje autorskie przemyślenia, jakie miał, będąc częścią wtedy już wielkiej grupy, co spotkało się w chwili ukazania się płyty „Smallcreep’s Day” z nie do końca przychylną opinią krytyków. Odrzucając jednak wszelkie uprzedzenia, prezentowana tutaj muzyka posiada wiele interesujących motywów, dających słuchaczowi wypośrodkowane, subtelno-progrockowe przebojowe utwory. I klimat, jakiego na próżno szukać na późniejszych płytach Mike’a Rutherforda.

MLWZ album na 15-lecie