Eno, Brian - Another Green World

Mateusz Zawada,

ImageOstatnio zostałem poproszony o napisanie recenzji wybranej pozycji z twórczości solowej jednego z trzech członków Genesis. Postanowiłem jednak nieco poszerzyć ten zakres, by lepiej przedstawić ich poczynania poza legendarną formacją. Pomyślałem o Philu Collinsie, który kojarzony jest głownie z okresem, w którym Genesis odszedł od progresywnego brzmienia oraz solową twórczością, którą wielu fanów brytyjskiej kapeli odrzuca, ze względu na jej popowy charakter. Nie wszyscy zapewne wiedzą, że Phil tworzył też sountracki (nagrodzono go zresztą Oscarem za najlepszą piosenkę), oraz był wiodącą postacią w grającej fusion grupie Brand X. By podkreślić jego wszechstronność jako perkusisty napiszę o albumie muzycznego giganta Briana Eno „Another Green World” z 1975 roku, na której zagrał wprawdzie tylko w trzech utworach („Sky Saw”, „Over Fire Island” i „Zavinul/Lava”), ale za to z wielką klasą.

Prócz wspomnianych już muzyków, na płycie przewija się kilka znanych nazwisk, między innymi Robert Fripp, Percy Jones oraz John Cale. Czwarta w dorobku Briana Eno płyta składa się z 14 krótkich, w większości eksperymentalnch instrumentali. Stanowiły one zapowiedź zmiany stylu artysty, z rocka ku ambientowi. Tylko pięć utworów: “Sky Saw”, „St Elmo’s Fire”, „I’ll Come Running”, „Golden Hours”, „Everything Merges With The Night” to piosenki. Co ciekawe teksty powstały w dość nietypowy, choć już wcześniej praktykowany przez Briana sposób. Najpierw były nagrane jako nic nie znaczące zlepki sylab, by po przesłuchaniu ich, przekształcić je w słowa i ostatecznie w tekst.

Wchodząc do studia Eno nie miał podobno gotowego żadnego utworu i początki nagrywania nie były zbyt owocne. Mimo to, efekt końcowy jest fantastyczny. Muzyka jest eksperymentalna, choć w pełni świadomie wykonana. Sposób grania i dobór instrumentarium nie są przypadkowe, a utwory które słyszymy świetnie oddają klimatem tytuły piosenek. Pierwszy utwór „Sky Saw” rzeczywiście przywodzi na myśl odgłos piłowania, przede wszystkim dzięki świetnie pracującej sekcji rytmicznej oraz dzięki użyciu gitary cyfrowej. Przy utworze „St. Elmo’s Fire” Eno zwrócił się z prośbą do Roberta Frippa, by ten zagrał solówkę, która miałaby przywodzić na myśl dźwięk wydawany przez maszynę elektrostatyczną. Inne utwory również zrobione są ze szczególną dbałością oraz przy wykorzystaniu wielu różnych instrumentów i syntezatorów, niejednokrotnie w innowacyjny sposób.

Phil Collins na płycie wypadł bardzo dobrze, co dowodzi, że Eno dobierał muzyków równie pieczołowicie i świadomie, jak instrumenty i efekty. Praca perkusji jest stonowana, ani razu nie wychodzi na pierwszy plan, choć jest różnorodna. Jej zadaniem nie jest imponowanie indywidualnością perkusisty, lecz umiejętnością współpracy z innymi instrumentami oraz wyczuciem przy graniu. I z tego zadania muzyk Genesis wywiązuje się świetnie, po raz kolejny dowodząc swej wielkości.

„Another Green World” to płyta zdecydowanie genialna, godna polecenia każdemu miłośnikowi progresywnego rocka, bez względu na to, który podgatunek lubi. Jest w pełni artystyczna oraz różnorodna. Potwierdza, że wielki muzyk wcale nie musi siedzieć godzinami nad swoimi pomysłami. Eno to po prostu ma: wchodzi do studia i nagrywa jedną z najlepszych płyt lat siedemdziesiątych. Jest malarzem, który nie używa farb, tylko dźwięków.

MLWZ album na 15-lecie