Omega - Élő Omega

Paweł Świrek, Omega - Élő Omega

Po trzech pierwszych studyjnych albumach grupy Omega nastąpiła zmiana składu. Odeszli Gábor Presser i József Laux, by założyć Locomotiv GT. Nowym perkusistą został były muzyk grupy Neoton, Ferenc Debreceni, zaś László Benkő na dobre zasiadł za instrumentami klawiszowymi.

Powstały po tej zmianie personalnej materiał został pierwotnie nagrany w studio, lecz kontrowersyjne teksty utworów „Szex apó” i „200 évvel az utolsó háború után” spowodowały, że ówczesne węgierskie władze kulturalne nie zezwoliły na wydanie tegoż materiału (który w efekcie wylądował na półce aż do 1998 roku). W zamian za to powstał album koncertowy zawierający nagrane rzekomo na żywo wersje pozostałych kompozycji z niewydanego studyjnego albumu. Słowo ‘rzekomo’ jest tu jak najbardziej na miejscu, gdyż materiał ten prezentuje się co najmniej dziwnie. Część instrumentów brzmi za dobrze jak na ówczesne nagrania koncertowe, wokal jest zbyt czysty, a reakcje publiczności to już zupełnie rzecz jakby z innej bajki. Kolejnym mankamentem tego albumu jest fatalne brzmienie perkusji (bębny chwilami brzmią niczym tekturowe pudła). Płytę winylową zapakowano w bardzo okazałą, jak na tamte czasy, metalową okładkę z nadrukiem w kolorze czerwonym, względnie niebieskim (tak wyglądały pierwsze dwa wydania; obecnie trudno stwierdzić, czy pierwsze było to z czerwonym czy z niebieskim nadrukiem). Późniejsze wydania winylowe były już bardziej oszczędne, gdyż w trzecim wydaniu okładkę blaszaną zastąpiono tekturową, zaś na czwartym zmniejszono nieco nadruk na przodzie okładki i zrezygnowano z wkładki zawierającej zdjęcie zespołu, a informacje znajdujące się na odwrocie wkładki wydrukowano z tyłu okładki.

A muzycznie? Otrzymaliśmy dość ciekawy, aczkolwiek nierówny album. Już na poprzednich dwóch płytach dawało się zauważyć kompozytorskie ciągotki wszystkich muzyków zespołu i zaobserwować jak różne mają oni pomysły muzyczne. Z dziennikarskiego obowiązku można powiedzieć, że w postaci „Élő Omega” otrzymaliśmy wypadkową różnorodnej twórczości muzyków tworzących najdłużej istniejący skład Omegi. Na płycie przeważają brzmienia hardrockowe, dużo tu gitarowych riffów, ale też swoje robią majestatycznie brzmiące organy.

Płytę otwiera sarkastyczny utwór „Hűtlen barátók” („Niewierni przyjaciele”) będący reakcją na niedawną zmianę personalną w zespole. Ten wybitnie hardrockowy numer przechodzi potem w instrumentalny „Blues”. Po nim mamy jeden z piękniejszych momentów płyty, czyli balladowy „Egy nehéz év után”. Kolejne dwa numery są nieco słabsze. Mowa o „Törékeny lendület”, który wprawdzie zachwyca, ale tylko solówkami gitarowymi w swoich środkowych i końcowych fragmentach, oraz niewiele wnoszący do całości „Omegaauto”.

Stronę B płyty winylowej rozpoczyna skoczny „Régvárt kedvesem”. Utwór ten to jakby kwintesencja gitarowego brzmienia Omegi tamtych czasów, zaś klawisze, a raczej organy pojawiają się tylko epizodycznie w środku utworu. Potem słyszymy dłuższe oklaski i przed nami kolejna przepiękna ballada – „Emlék”. Po niej następuje sprawiająca wrażenie improwizowanej, kompozycja „Eltakart világ”, a płytę kończy prawdziwe magnum opus, czyli kompozycja „Varázslatos, fehér kő” („Czarodziejski biały kamień”). Rozpoczyna się ona mrocznym brzmieniem organów, a wraz z wejściem gitary robi się w niej wręcz magicznie. Tekst jest wzorowany na opowieści „Kwiat paproci” Józefa Ignacego Kraszewskiego. Jest to też zarazem jeden z flagowych utworów zespołu, czasem grywany na koncertach po dziś dzień.

Skoro była już mowa o wersji winylowej, warto wspomnieć o późniejszych wydaniach CD tej płyty. Pierwsze dwa wydania kompaktowe miały ten minus, że wydawcy zechciało się nieco skrócić oklaski publiczności odchudzając płytę o przeszło minutę. Do tego dochodzi kolejny mankament – całkiem spory poziom szumu. Staje się to wyraźnie zauważalne na drugim wydaniu (pierwsza część boxu koncertowego nr 1), gdzie dodatkowo muzykę poddano procesowi kompresji. Drugie wydanie uzupełniono ponadto o koncertową wersję utworu „Nem tilthatom meg” zarejestrowaną w 1968 roku. Niestety bonusowy kawałek niepotrzebnie został okraszony wywiadami, przez co prawie połowę tracka stanowi trudne do zniesienia węgierskie gadanie, zaś samej muzyki jest tu niecałe 3 minuty. Za to słychać bardzo żywiołową reakcję publiczności. Dopiero późniejsze wydanie CD zawiera oryginalny mix albumu wzbogacony o sześć dodatkowych utworów. Są nimi dostępne na wydanym wreszcie w 1998 roku, a pierwotnie odłożonym na półkę, albumie studyjnym, dwie wspomniane wcześniej kontrowersyjne kompozycje oraz zawartość singli poprzedzających wydanie tejże płyty. To miły dodatek, ale w gruncie rzeczy wydaje mi się, że bonusy te nie wnoszą za wiele do obrazu płyty „Élő Omega”, gdyż wcześniej zostały one wydane już na innych oficjalnych wydawnictwach zespołu.

MLWZ album na 15-lecie