Final Conflict - Quest

Maciej Stwora,

ImageAlbum “Quest” ukazał się w 1992 roku i przyniósł grupie Final Conflict sporą popularność w świecie neoprogresywnego rocka. Trudno się temu dziwić – jest to rzecz niezwykle pomysłowa zarówno w warstwie tekstowej (koncept płyty dotyczy kwestii rozwiązywania krzyżówek), jak i w sferze samej muzyki. Płyta aż kipi od pięknych melodii, świetnych partii instrumentalnych czy też ciekawych harmonii wokalnych.

Przyjrzyjmy się poszczególnym utworom:

The Quest. Stanowi wprowadzenie do całej historii i intryguje słuchacza zmianami nastroju w obrębie zaledwie pięciu minut. Kończy się piękną partią klawiszową, której towarzyszy głos wokalisty.

Old Lady. Podstawę utworu ponownie stanowią instrumenty klawiszowe, które razem z głosem wprowadzają nas w klimat tego utworu. Początkowo jest to bardzo leniwa kompozycja, szybko się to jednak zmienia i dostajemy soczysty rockowy „kawałek”, który na końcu powraca do swego początkowego, spokojnego nastroju.

Mirror of Lies. Początek utworu przywodzi mi na myśl brzmienia Pendragonu. Kompozycja bardzo ładnie się rozwija, następują zmiany tempa, podkreślane przez wokalistę i solówki gitarowe. Trzeba też wspomnieć o pięknej partii saksofonu w okolicach piątej minuty. Złożony i bardzo ciekawy utwór.

A Look at Life. Czwarta kompozycja na płycie jest bardzo przebojowa, momentami wręcz przypomina muzykę grupy Asia, zwłaszcza w refrenach. Jest swego rodzaju przerywnikiem między bardziej ambitnymi utworami na albumie „Quest”.

Waiting for a Chance. Dynamiczna i energetyczna piosenka. Momentem, który mnie osobiście najbardziej w niej ujmuje jest sam refren. Odznacza się on cudowną harmonią wokalną, a jego tekst jeszcze długo po wysłuchaniu płyty „chodzi” nam po głowie. Na samym końcu utwór urywa się i słyszymy jedynie delikatną partię klawiszy.

Last Act. Cudowny, podniosły początek szóstej kompozycji pozwala sądzić, że będzie to bardzo udany utwór. Tak też jest w rzeczywistości, liczne zmiany nastrojów, momenty spokojne przeplatają się z dynamicznymi. Natomiast sam koniec Last Act to jakby osobna miniaturka, jeszcze bardziej wzbogacająca ten utwór.

All Alone. Interesująca i zróżnicowana kompozycja, charakteryzująca się kilkoma zmianami tempa w trakcie jej trwania. Utwór ten zapada mi w pamięć głównie dzięki świetnym partiom gitary solowej w drugiej części kompozycji. Ciekawostką jest fakt, że All Alone zostało ponownie nagrane przez Final Conflict na płytę „Simple” w 2006 roku, którą wydano z okazji 20-lecia działalności zespołu.

Betrial. Najważniejszy i najdłuższy utwór na płycie, przekraczający swymi rozmiarami 10 minut. Zaczyna się w sposób niezwykle podniosły, zaraz potem przechodząc w swoją bardziej dynamiczną i rockową część. W okolicy czwartej minuty następuje partia, która bardzo kojarzy się z zespołem Marillion z okresu, gdy śpiewał w nim Fish. Nie trwa to jednak długo i Betrial podąża już swoją ścieżką, zaskakując w siódmej minucie piękną choć krótką solówką na klawiszach. Na sam koniec powraca „marillionowy” motyw i towarzyszy nam aż do ostatnich sekund tej niezwykle udanej kompozycji. Całość kończy się odgłosem wybuchu.

Podsumowując, album „Quest” jest bardzo udanym wydawnictwem, stanowiąc już w tej chwili klasykę rocka neoprogresywnego. Jeśli ktoś lubi Pendragon czy Marillion, a nie słyszał nigdy tej płyty zespołu Final Conflict to polecam nadrobić tę zaległość. Satysfakcja gwarantowana.

MLWZ album na 15-lecie