Squire, Chris - Fish Out Of Water

Przemysław Stochmal,

ImageW 1975 roku zespół Yes zrobił sobie krótki oddech i każdy z jego członków zabrał się do pracy nad solowym albumem. Dla Jona Andersona, Steve’a Howe’a i Patricka Moraza debiutanckie płyty stanowiły początek długich solowych karier, Alan White miał wrócić do własnego nazwiska na albumie po wielu latach (w ramach formacji White), natomiast dla Chrisa Squire’a, siły napędowej i jednego z głównych kompozytorów muzyki Yes, solowa płyta „Fish Out Of Water” stała się jedynym jak dotąd dziełem solowym z prawdziwego zdarzenia (w 2007 roku nagrał on płytę z kolędami).

Po wydanych nieco wcześniej dwóch okazałych płytach grupy Yes, które ze względu na swoją wybujałą formę spotkały się z wieloma krytycznym głosami, Squire na swoim solowym dziele zaprezentował znacznie bardziej konkretny przekaz muzyczny. Utwory, których długość trwania rozplanował na kilka do kilkunastu minut, stanowią znacznie łatwiejszą w odbiorze dawkę muzyki, aniżeli tematy z „Tales From Topographic Oceans” czy „Relayer”, jednak ciężko zarzucić ich twórcy pójście na łatwiznę czy zwyczajne artystyczne niedbalstwo. Trzy najbardziej „piosenkowe” spośród utworów wypełniających program albumu to starannie dopracowane, pełne interesujących aranżacji kompozycje. Wplecenie w energiczny, rockowy utwór „Hold Out Your Hand” sola na organach kościelnych (motyw później powtórzony w Squire’owskim „Parallels” z płyty „Going For The One” Yes) czy zdefiniowanie brzmienia znakomitego „Lucky Seven” przez jazzujące elektryczne pianino i saksofon Mela Collinsa, to świetne pomysły, dzięki którym proste w formie piosenki zyskały ciekawy charakter. Mniej przekonująco jednak wypadło okraszenie kompozycji orkiestracjami, które miejscami okazały się niepotrzebne, a wręcz nachalne (co naturalnie nasuwa skojarzenia z podobnym, niezbyt przekonującym zabiegiem, jakiemu podległa cała płyta „Time And A Word” macierzystej formacji basisty). Straciła na tym zwłaszcza ckliwa ballada „You By My Side”, której prawdziwą ozdobą (szkoda, że nie najbardziej wyraźną) jest ładna partia fletu.

Powracający pociąg Squire’a do brzmień orkiestrowych sprowadził się do wykorzystania ich na całym albumie, a więc również i w bardziej rozbudowanych kompozycjach. W znakomitym „Silently Falling” są one bardziej subtelne, tutaj głównie zapada w pamięć fascynująca rockowa część instrumentalna, w której szalone solo organowe Patricka Moraza prześciga się z galopującą, wyśmienicie brzmiącą zresztą na całym albumie sekcją Chris Squire - Bill Bruford. Natomiast epickiemu, zamykającemu płytę „Safe (Canon Song)”, orkiestracje nie tylko nie wyrządziły szkody, ale wręcz stały się niezbędnym środkiem jego przenikliwego wyrazu. To jedyny na albumie utwór, w którym Squire przypomina sobie artystyczne szaleństwo i abstrakcyjną wrażliwość, z jakich zrodziły się dwa wybitne, poprzedzające solowy debiut albumy Yes. Ta rozwijająca się powoli kompozycja wciąż wzrasta w napięciu, mistrzowsko kreowanym dzięki charakterystycznym „ciętym” partiom basu, w finale pozostawiając słuchacza w obliczu nie do końca kontrolowanej, ociężałej basowo-orkiestrowej kaskady dźwięków.

Chris Squire tworząc muzykę na własną rękę, miał możliwość jeszcze wyraźniejszego wyeksponowania swojego rozpoznawalnego stylu gry, tu nieskrępowanego przez solowe instrumenty: gitarę elektryczną oraz klawisze - w Yes dominujące, tutaj niemal nieobecne. Wszechobecnemu basowi znalazł jednakże nowe „towarzystwo”, wykorzystując różnorodne, w większości nowe dla siebie instrumenty, dzięki którym udało się stworzyć interesujące i bardzo różne od poprzedzających album dokonań macierzystej formacji kompozycje. Szkoda zatem, że „Fish Out Of Water” okazał się być jedynym „prawdziwym” solowym albumem Squire’a, bo pośród całego mnóstwa autorskich płyt innych członków Yes, stanowi jedno ze zdecydowanie najciekawszych dzieł. 

MLWZ album na 15-lecie