Hackett, Steve - Wild Orchids (Special Edition)

Artur Chachlowski,

ImageZgodnie z obietnicą, którą dałem podczas recenzowania podstawowej wersji nowej płyty Steve’a Hacketta chciałbym teraz, tytułem uzupełnienia, napisać kilka słów o specjalnej edycji tego albumu. Poszerzona jest ona o cztery dodatkowe nagrania, które nie znalazły się w zasadniczym programie. Nie dość, że teraz najnowsze dzieło Hacketta rozrosło się aż do 17 utworów i 72 minut muzyki, to na specjalnej edycji zmieniono nieco kolejność poszczególnych nagrań. Otwierający tamtą wersję utwór „A Dark Night In Toyland” wylądował teraz pod sam koniec płyty, bezpośrednio po zamykającym całość podstawowej wersji „Howl”. Specjalną edycję płyty „Wild Orchids” otwiera teraz instrumentalny utwór pt. „Transylvanian Express”, który wykorzystuje mnóstwo melodycznych elementów „A Dark Night In Toyland”. Można nawet powiedzieć, że jest to instrumentalne wydanie tamtego nagrania. W obu wyraźnie słychać motywy operowych kompozycji słynnego XVIII-wiecznego niemieckiego kompozytora Christopha Willibalda Glücka.

Drugie z dodatkowych nagrań, to także utwór instrumentalny. „Blue Child” oznaczony jest na specjalnej edycji płyty „Wild Orchids” cyferką 6 i ulokowany jest pomiędzy nastrojowymi piosenkami „A Girl Called Linda” oraz „To A Close”. Nie można wyobrazić sobie lepszego miejsca dla tego nagrania. Bo co można o nim powiedzieć? Chyba tyle, że gdyby istniał taki gatunek jak „progresywny blues”, to śmiało mogłoby ono uchodzić za jego sztandarowy wzór. Przyznam szczerze, że to mój ulubiony utwór spośród tych czterech dodatkowych.

Trzecim nagraniem dołożonym do specjalnej edycji płyty „Wild Orchids” jest „Cedars Of Lebanon”. To czterominutowa piosenka z dość mocno zarysowanym rytmem, dodającym jej posmaku etniczności. Grane przez „The Underwold Orchestra” azjatyckie motywy wraz z tekstem mówiącym o tragedii Bejrutu dają dość mroczny i przygnębiający efekt. Nic dodać, nic ująć. Nagranie to można potraktować jako głos Steve’a w sprawie sytuacji na Bliskim Wschodzie. Umieszczenie „Cedars Of Lebanon” bezpośrednio przez sielankowym początkiem następującego po nim „Wolfwork”, jeszcze bardziej potęguje dramatyczny wydźwięk tego utworu.

No i wreszcie czwarte z dodatkowych nagrań to „Until The Last Butterfly”. Steve umieścił je na samym końcu płyty. Na zamknięcie swego nowego dzieła. Na pożegnanie ze słuchaczami. Jakby na do widzenia chciał zaprezentować muzyczne piękno swojej muzyki w najczystszej z możliwych postaci. „Until The Last Butterfly” to wyłącznie Steve oraz nylonowe struny jego akustycznej gitary. To 150 sekund magii, uduchowienia i muzycznej ekstazy.

Muszę przyznać, że specjalna edycja płyty „Wild Orchids” sprawia jeszcze lepsze, jeszcze pełniejsze i jeszcze doskonalsze wrażenie. Bo tak cudownie wykonanej muzyki nigdy dosyć. Gdyby tylko Steve wymyślił coś na kształt „super ekstra special edition”, nie z czterema, a na przykład z dziesięcioma dodatkowymi nagraniami, to wciąż byłoby mi mało i mało… Bo takie jest to najnowsze dzieło tego wspaniałego gitarzysty. Siedemnaście dzikich orchidei we flakonie prezentuje się o wiele piękniej niż trzynaście. I zapach mocniejszy, i aromat słodszy...

MLWZ album na 15-lecie