Moody Blues, The - Live At The Isle Of Wight Festival 1970

Paweł Świrek,

ImageW 2008 roku nakładem wytwórni Eagle Records ukazała się płyta dokumentująca występ zespołu The Moody Blues na najsłynniejszym z festiwali na wyspie Wight. Występ ten zarejestrowano w 1970 roku.

Jak większość nagrań koncertowych z tego okresu jakość dźwięku nie powala. Całość brzmi trochę brudno. Jest za dużo niskich tonów, a wysokie są dość mocno przytłumione. W porównaniu do płyty „Caught Live +5”, zawierającej koncert z poprzedniej trasy, otrzymaliśmy trochę większy zakres dynamiki, lecz brzmieniowo wcale nie jest lepiej. Można też zauważyć niezbyt duże zmiany w repertuarze koncertowym zespołu. Wyłączono co prawda parę starszych kompozycji, a zamiast nich pojawiły się utwory z albumu „Question Of Balance”, jednak nagrania z „On The Threshold Of A Dream” pozostały w tym samym miejscu, podobnie jak „Nights In White Satin”, „Legend Of A Mind” i „Ride My See Saw”. Oprócz płyty CD koncert ten ukazał się także na krążkach DVD i Blu-Ray.

Już pierwsze dźwięki utworu „Gypsy” brzmią zbyt hałaśliwie. Kolejnym niepotrzebnym zabiegiem jest pousuwanie zapowiedzi poszczególnych kompozycji. Materiał video zawiera niektóre zapowiedzi, lecz na płycie CD na próżno tego szukać. W przypadku koncertu trwającego nieco ponad godzinę taki zabieg jest zupełnie bezsensowny. Płyta CD mieści do 80 minut muzyki, zaś po wycięciu zapowiedzi otrzymaliśmy raptem niecałe 65 minut zapisu koncertu. Drobnym zgrzytem jest utwór „Tuesday Afternoon”. Na początku plączą się palce gitarzysty na strunach gitary, a potem jeszcze momentami łamie się głos wokalisty. Ponieważ koncert miał miejsce w niedzielę, to Justin Hayward zmienił we fragmencie tekst, śpiewając „Sunday Afternoon” zamiast „Tuesday Afternoon”. Drażnić może też jego lekkie zawodzenie w „Minstrel’s Song”. Środek „Never Comes The Day” jest moim zdaniem zbyt hałaśliwy. „Tortoise And The Hare” brzmi trochę bardziej żywiołowo w stosunku do wersji studyjnej, podobnie jak „Question” (bodajże największy przebój z płyty „Question of Balance”). Potem już mamy nieco spokojniej za sprawą „Melancholy Man” oraz większego bloku z płyty „On The Threshold Of A Dream”. W tej części swoje miejsce za mikrofonem znalazł perkusista Graeme Edge recytując wiersz własnego autorstwa „The Dream”. Zakończenie tejże płyty potraktowano na tym wydawnictwie jako jeden utwór „Have You Heard (Parts 1 and 2)”. Zapomniano natomiast wymienić zagranego pomiędzy dwiema częściami instrumentalnego „The Voyage” ze wspaniałymi popisami gry na melotronie i flecie.

Najsłynniejszy przebój zespołu z tamtego okresu, „Nights In White Satin”, został przyjęty brawami już przy pierwszej linijce tekstu. Pod koniec partii fletu Ray Thomas zaczyna grąć nierówno, co psuje ten piękny utwór. Podobnie jak zawodzenie Haywarda pod sam jego koniec. O ile Ray nie popisał się grą na flecie w największym przeboju zespołu, o tyle lepiej sprawdził się jako wokalista w swojej kompozycji „Legend Of A Mind”. Pozostali muzycy niepotrzebnie podkręcili tempo w niektórych fragmentach tego utworu. Chyba za bardzo im się spieszyło do zejścia ze sceny (tym utworem kończyła się główna część koncertu). Pod sam koniec utworu Ray zaczyna znowu nieco zawodzić. Czyżby zmęczenie? Potem niestety wycięto zapowiedź bisu przez organizatorów (można ją zobaczyć tylko na DVD/Blu Ray). Płytę i zarazem koncert kończy zagrany na bis „Ride My See Saw”. Ten utwór można spokojnie sobie odpuścić ze względu na bardzo słabą formę wokalną muzyków. Śpiewanie wielogłosowe wychodzi im nierówno, co chwilę któryś z nich się spóźnia. Na szczęście nieco lepiej jest od strony instrumentalnej.

Tą kompozycją kończy się występ zespołu na ostatnim, na długie lata, festiwalu na wyspie Wight. Pomimo bardzo licznej publiczności na nagraniach zbytnio tego nie słychać. Wydawnictwo to powinno się jednak traktować bardziej jako ciekawostkę ze względu na dużą ilość niedociągnięć. Można odnieść wrażenie, że zespół The Moody Blues, podobnie jak wiele innych, równie długo istniejących grup, próbuje wyciągać pieniądze od swych fanów wydając co jakiś czas różne archiwalia, zamiast nowej studyjnej płyty.

MLWZ album na 15-lecie