Solstice - Clann

Kev Rowland

Jestem przekonany, że gdyby ktoś jakiś czas temu zwrócił się do Andy'ego Glassa i powiedział mu, że cała jego mozolna praca w ciągu ostatnich 40+ lat w końcu zostanie należycie doceniona, że jego zespół, on sam i wokalistka zostaną wybrani numerami 1 w najnowszych ankietach magazynu Prog Reader, trzej inni muzycy Solstice znajdą się w pierwszej dziesiątce w swoich kategoriach, a najnowsze albumy zostaną wysoko ocenione zarówno przez fanów, jak i krytyków, to naprawdę by się uśmiał. To, co wydarzyło się w obozie grupy Solstice w trakcie ostatniej dekady, było tyleż niezwykłe, co w pełni zasłużone.

Debiutancki krążek zespołu (album „Silent Dance” – przyp. tłum.) ukazał się w 1984 roku, drugi album („New Life” – przyp. tłum.) w 1992 roku, a trzeci („Circles” – przyp. tłu.) pięć lat później, po czym zrobili sobie przerwę. Dopiero w 2010 roku ukazał się czwarty album („Spirit” – przyp. tłum.), a Solstice zyskiwało już wtedy pewną ciągłość dzięki pojawieniu się w składzie Jenny Newman (skrzypce), Pete'a Hemsleya (perkusja), Robina Phillipsa (gitara basowa) i Stevena McDaniela (instrumenty klawiszowe, wokal). Następnie ukazał się album „Prophecy” nagrany w 2013 roku w tym samym składzie personalnym (na obu tych płytach śpiewała Emma Brown), ale potem nastąpiła ponowna przerwa aż do 2020 roku i płyty „Sia”.

Śpiewała już na niej nowa wokalistka - Jess Holland. Świat wtedy zatrzymał się i zwrócił wreszcie na nią baczną uwagę, jak i na sam zespół. Drugi album z trylogii „Sia”, „Light Up”, został wydany w 2022 roku, a teraz dochodzimy do ostatniej jej części - „Clann”. Harmonijne warstwowe wokale stały się niesamowicie ważną częścią występów zespołu na żywo, do tego stopnia, że ​​Solstice jest obecnie jednym z niewielu zespołów progresywnych, które ruszają w trasę z trzema wokalistkami, bo do Jess dołączyły teraz Ebony Buckle i Dyanne Crutcher (a także Nick Burns, który również gościnnie śpiewa na nowej płycie w jednym utworze).

Solstice zawsze byli kojarzeni ze sceną neoprogresywną, byli jednym z najważniejszych zespołów podtrzymujących progresywne światło w latach osiemdziesiątych, a ich intensywne eksponowanie brzmienia skrzypiec zawsze dodawało ich muzyce nowej jakości. Myślę, że obecnie Solstice znajduje się bardziej w nurcie crossover, zarówno w samym podgatunku, jak i w sposobie, w jaki podchodzą do muzyki. Odnoszę wrażenie, że zespół znalazł wreszcie swoją własną niszę i ich brzmienie wydaje się równocześnie ekscytujące, jak i nowatorskie, mimo że mają przecież długą historię i wieloletnie doświadczenie. I w pewnym sensie nie odżegnują się od przeszłości, ponieważ na płycie „Clann” znajduje się bonus, będący przearanżowaną wersją kompozycji „Earthsong”, która pierwotnie znajdowała się na debiutanckim krążku.

Solstice to zespół, który miesza folk, rock, progres, a nawet dance i przemienia to wszystko w coś, co zawsze wydaje się lekkie, zwiewne i po prostu niezwykłe. Same harmonijne wokale dają grupie Solstice możliwość zupełnie innego spojrzenia na rock progresywny, podczas gdy Andy, jako lider, często czai się gdzieś w tle (zapewne ze szczerym uśmiechem na twarzy), rzadko przejmując główną rolę (chociaż potrafi wraz ze swoją gitarą być dynamiczny i energetyczny, gdy tylko zajdzie taka potrzeba). Jenny zapewnia tyleż magiczny, co delikatny dotyk na skrzypcach, wie, kiedy poprowadzić melodię, kiedy ją spowolnić, a kiedy sprawić, by zostawić przestrzeń dla wokalu, podczas gdy Steven albo zapewnia prawdziwą syntezatorową ścianę dźwięku, albo sam prowadzi główne linie melodyczne. Jeśli chodzi o Pete'a Hemsleya i Robina Philippsa, to obaj demonstrują mistrzowski pokaz pracy sekcji rytmicznej, wiedząc kiedy zapewnić dużo przestrzeni, a także kiedy nieco się wycofać i budować solidny brzmieniowy fundament, a nawet dostarczając kontrmelodie.

No i wreszcie Jess. Posiada ona ten rodzaj głosu, który jest świeży, naturalny i łagodny. Śpiewa bez żadnego wysiłku i potrafi przy pomocy odpowiedniej ekspresji zrobić z nim, co jej się podoba. Jest frontmanką z prawdziwego zdarzenia jednego z najbardziej imponujących i odważnie grających wspólczesnych zespołów progresywnych.

Nie mam wątpliwości, że Solstice w postaci „Clann” wyprodukowali najbardziej niezwykły, intrygujący i zachwycający album w swojej karierze i osobiście niezmiernie cieszę się na widok rozlicznych ankiet i plebiscytów, w których wszyscy w końcu dostrzegli, jaki to niesamowity zespół.

Pierwszy raz recenzowałem ich muzykę jakieś 30 lat temu i od zawsze byłem ich wielkim fanem, ale „Clann” wynosi ich na jeszcze wyższy poziom i zapewnia wyjątkowe wrażenia w trakcie słuchania.

 

Tłumaczenie Artur Chachlowski

MLWZ album na 15-lecie Wishbone Ash powraca do Polski 22 listopada 9. edycja Festiwalu Rocka Progresywnego w Legionowie