Isgaard - The Water In You

Rysiek Puciato

Isgaard Marke (bardziej znana jako Isgaard) powraca z nowym albumem pt. „The Water In You” w towarzystwie Jensa Luecka (Single Celled Organism). Nowe wydawnictwo utrzymane jest w progresywno-atmosferycznym nastroju, który zdominowany jest przez intymny wokal, ambientową muzykę i gitarowe wstawki, które wahają się od sielankowej akustyki do zdecydowanego, rockowego brzmienia podczas solówek Johnny'ego Becka czy Kaya Soehla (Sylvan/Vlyes).

„The Water In You” – tytuł płyty jest pewną zagadką, bo nawet najlepsze tłumaczenie chyba nie byłoby w stanie oddać jego istoty. Pójdźmy zatem na skróty, oddajmy głos autorce: „(…) Chcieliśmy podsumować wiele rzeczy jedną terminologią. Przede wszystkim woda jest symbolem tego, co łączy nas wszystkich – ludzi, zwierzęta, rośliny – bez wody nie moglibyśmy żyć, a woda jest niezbędną częścią nas samych. Chcemy również skupić się na tym, co najważniejsze. Nie jesteśmy na dobrej drodze jako społeczeństwo i jako planeta. Czas na refleksję”. Wydaje mi się, że jest to zgrabna odpowiedź na pytanie o wyjaśnienie jak należy rozumieć tytuł, ale można zinterpretować motyw wody nieco bardziej metaforycznie. Wszystkie dziewięć utworów na płycie brzmi otulająco i szemrząco. Otulają słuchacza dźwiękiem, utrzymanym w niskich rejestrach wokalem (nieco zapatrzonym w Kate Bush, czy wykonawców z wytwórni 4AD), spokojną, lekko ambientowo-balladową aranżacją i podążają niczym strumień wody w pilnie strzeżone otchłanie intymnego związku autora i słuchacza. Jednocześnie niczym wodny wir wciągają w świat przedstawiony w kolejnych kompozycjach mamiąc i przywołując, niczym syreni śpiew, do wkroczenia w nieco szare, lecz kojące nastrojem dźwiękowe wizje kreujące muzyczną rzeczywistość jakoś tak oddaloną od tej codziennej, a jednocześnie będącą mocno z nią związaną. Nie jest to płyta do przesłuchania „na raz”. Jest niczym pudełko z nadziewanymi cukierkami, które leży obok i kusi opakowaniem, przewidywanym smakiem, wyglądem. I tylko do nas należy decyzja, którego cukierka spróbujemy najpierw, a który będzie musiał poczekać na sam koniec. Jedno jest pewne: każdy z tych muzycznych cukierków jest smaczny i nie sposób wskazać na lepsze lub gorsze „smaki”, choć jest możliwe, że nie wszystkie zaspokoją Państwa gusta.

Dwie pierwsze kompozycje z płyty – „See Red Light” i „Cocoon” – to cukierki nadziewane melancholią, progresywnymi liniami melodycznymi i domieszką brzmień gotyckich. To jedne z najlepszych utworów na płycie, choć tych jest znacznie, znacznie więcej.

„Now I Am The Water In You” – to istna smakowa perełka. Proszę tylko odejść od dosłowności tytułu, bo jest niezrozumiała w kontekście całej piosenki. Proszę potraktować treść tytułu jako metaforyczne odniesienie do potrzeby „posiadania” kogoś, kto nas „wypełnia, dopełnia, wzbogaca”. Takiego kogoś, kto jest ową wodą, która dodaje sił, pozwala przetrwać strach i ukoi w chwili zwątpienia.

Gdyby szukali Państwo cukierka o nadzieniu bardziej wytrawnym, bardziej rockowym, to warto sięgnąć po piosenkę „Let's Use It For A Swing-By”. Wysoko tonowy wokal, ciągle płynąca, ale jakoś tak przełamująca strukturę rockową warstw brzmień ambientowych kompozycja zmienia nastrojowy „smak” płyty. W miejsce intymnego szeptu, pojawia się lekkość rytmu, beztroska melodii. To inny cukierek w kolorowym opakowaniu.

Utwór nr 5, „From One To A Million”, to doskonały przykład „spécialité de la maison” tej płyty. To cukierek o smaku „dwugłosowym”. To piękny utwór, w którym przewijają się wokale męski i żeński nadając kompozycji nieco ulotnego charakteru w stylu dokonań zespołów wytwórni 4AD (np. This Mortal Coil). Ten „dwugłosowy” smak pojawia się także w utworze „Cocoon” – warto spróbować.

Nie jestem pewien czy spotkali się Państwo ze smakiem „kosmiczno-ambientowym”? Jeżeli nie, to okazją ku temu może być kompozycja „Thieves”. Po początkowych odgłosach rozmowy statku kosmicznego z bazą, Isgaard wkracza w głosową krainę Kate Bush z jej dziwnym, „dziewczęcym” brzmieniem i trwa to niemal do trzeciej minuty, by potem wrócić do niższej, bardziej narracyjnej tonacji. I tak na przemian oto z każdą sekundą możemy posmakować czegoś innego: lekkiej, beztroskiej piosnki, kosmicznego dialogu, snujących się tu i ówdzie dźwięków psychodelii i… z pewnością jeszcze czegoś innego.

Na podobnym smakowym pograniczu porusza się piosenka „Along The Wall”, choć można by wskazać na swoiście pojmowany nowy element w tej kompozycji: to próba zbliżenia się do nieco bardziej metalowo-symfonicznych dźwięków z jednej strony oraz pewna eksperymentalność struktury łączącej mocniejsze brzmienie i paraoperowy wokal z łagodną, płynącą narracją rozpoczynającą się w czwartej minucie.

Piosenka „You Can Dance” – mimo, jakby się mogło zdawać, zachęty do tańca, powinna się spodobać miłośnikom takich zespołów, jak Clan Of Xymox, a może Dead Can Dance? Jeżeli poprzedni utwór próbował łączyć moc z łagodnością, tak ten idzie (przynajmniej w części początkowej) w kierunku rocka gotyckiego, by w chwilę później przełamać tę tendencję brzmieniem progresywnym. Choć będę się upierał, że gitara przez cały czas utrzymuje to elektroniczno-gotyckie brzmienie.

Ostatni cukierek z płyty – „We Should Have Known” – jest o smaku „progresywno-nastrojowym”. Balansując na granicy progresywnych pasaży i dźwiękowej nastrojowości zamyka tę niejednoznaczną płytę.

Nie jest to płyta do słuchania „na raz”. Jest to album, który w zależności od chwili, od momentu, od nastroju i wielu innych nawet najdrobniejszych, ledwie uświadamianych, elementów można potraktować jako wydawnictwo z kręgu rocka progresywnego, albo ambientowego, albo szeptano-lirycznej piosenki. Za każdym razem wyławiamy inny cukierek z innym nadzieniem. Proszę popróbować tego wydawnictwa za dnia i nocą, w chwilach radosnych i tych, które wymagają ciszy i intymności. Nie wszystkie kompozycje przypadną Państwu do gustu tego jestem pewien, ale na pewno pozostanie wrażenie, że miało się do czynienia z albumem niezwyczajnym. I to chyba o to chodzi w tym naszym poszukiwaniu „płyty doskonałej”…

MLWZ album na 15-lecie Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce