Niemal dokładnie 20 lat temu ukazała się płyta rodowitego Rzymianina (wówczas 27-latka) Giancarlo Erry zatytułowana ''Sol 29''. Swój projekt nazwał Nosound. Zagrał na tej płycie na wszystkich instrumentach oraz wykonał wszystkie ścieżki wokalne. Przy czterech utworach na basie wspomógł go jedynie Alessandro Luci, który od następnej płyty był już pełnoprawnym członkiem zespołu. Przepiękny to album, stylistycznie łączący ambient, post i art rock. Słychać było na nim liczne wpływy Porcupine Tree i No-Man, ale trudno było mówić o naśladownictwie. Erra, mieszając inspiracje z własną wizją, stworzył coś nadzwyczaj dobrego, smakowitego i nie trącącego myszką. Naprawdę nie warto myśleć o podobieństwach podczas słuchania, tylko delektować się tymi wszystkimi melodiami. Zakochałem się w tym materiale od pierwszego odsłuchu...
Nie o tej płycie jednak chcę dziś napisać, ani też o płycie ''Lightdark'' (z 2008 r.), która moją miłość do Nosound pogłębiła. Później były jeszcze ''A Sense Of Loss'' (2009) , ''Afterthoughts'' (2013), ''Scintilla'' (2016) i ''Allow Yourself'' (2018). To jeśli chodzi o albumy studyjne, bo zespół wydał jeszcze dwie koncertówki oraz dwie kompilacje. W 2011 r. Giancarlo wraz z Timem Bownessem stworzyli kapitalny album ''Warm Winter''. W międzyczasie Erra wspomógł Stefano Panunziego na płytach ''Timelines'' (2005) i ''A Rose'' (2009). W 2019 r. ukazała się jego solowa płyta zatytułowana ''Ends'' a w 2021 - ''Departure Tapes''. Wydawało się, że Nosound już nigdy (jako zespół) nic nie nagra. Jednak w 2024 r. pojawiła się iskierka nadziei wraz z wydaniem singla ''Dogs'' (cover Pink Floyd).
No i po tym długim wstępie przechodzę do sedna: 27 czerwca 2025 r. ukazało się wydawnictwo firmowane nazwą Nosound pt. ''To The Core'' poprzedzone singlowym nagraniem ''Worn-Out Parts''. Co prawda to tylko EP-ka, ale dobre i to, zważywszy, że to pierwsze nowe nagrania od 2018 roku. Płytka zawiera tylko 5 utworów i trwa niewiele ponad 19 minut, ale uczta muzyczna jest i tak wyborna. Oto, co na ten temat powiedział Giancarlo Erra: "Zawsze wolę posłuchać piosenki jeszcze raz, bo była piękna, choć za krótka, niż zastanawiać się, dlaczego ciągnie się tak długo, nie wnosząc nic nowego''. I trudno się z nim nie zgodzić. Tak mnie wciągnął ten materiał, że po ostatniej kompozycji natychmiast powracam do tej pierwszej. Jest to pięć cudownych nagrań powracających do korzeni Nosound. Nuty pełne melancholii łącza się niczym krople deszczu, tworząc wolno płynący nurt łagodnego ukojenia. Słuchacz ani razu jednak nie czuje smutku czy rozpaczy, raczej doświadcza chwili spokoju dzięki pięknie brzmiącym instrumentom i cudownie ciepłemu głosowi wokalisty.
Utwór ''The Nothing We Gave'' rozpoczyna się charakterystyczną dla zespołu postrockową gitarą i delikatnymi klawiszami. Giancarlo śpiewa: ''Cisza się rozciągała, ale nigdy nie minęła. Dlaczego miałbym zostać, skoro już cię nie ma?''. Jego głos tworzy niepowtarzalny nastrój i teatralną wręcz atmosferę, w której główny aktor ucieleśnia opowiadaną przez siebie historię. W pewnym momencie pojawia się lekko zawodząca wiolonczela potęgująca poczucie smutku. Po chwili ustępuje miejsca niesamowitej gitarze, której riffy podnoszą tempo i temperaturę utworu. Brzmi to trochę jak Anathema, którą darzę taką samą miłością jak Nosound. Niesamowite otwarcie i jak się wkrótce okaże, to... najbardziej dynamiczny utwór na tym wydawnictwie.
Łatwo o łzy, gdy słyszy się spokojne dźwięki płynące z fortepianu, na tle których pełen smutku głos oznajmia: ''Czy jesteś tym samym mężczyzną, którego się bałem? Czy możesz mi teraz powiedzieć, czego pragnę? Co powiedziałeś? Dlaczego mnie tak zostawiłeś? Tak bardzo cię kochałem. Po prostu nigdy nie wybrałem właściwej drogi. Dlaczego to tak boli? Czuję to do głębi. Po prostu nigdy nie wiem, co powiedzieć''. Jakże to wszystko jest autentyczne... Gitara akustyczna, smyczki i sekcja rytmiczna budują napięcie - są jak chmury, które zbierają się, by za chwilę zrosić ziemię ożywczymi kropelkami. Całość wieńczy niesamowita solówka, za którą wszyscy fani zespołu tak bardzo go kochają. Jest niczym tęcza na niebie po letnim deszczu, namalowana przez boskiego posłańca pędzlem nostalgii... Tak właśnie brzmi tytułowy ''To The Core''. Czy smutek może być piękny? No może - i to jak!!! Cudowne jest to nagranie, mało kto potrafi jeszcze takie tworzyć...
Delikatna gitara akustyczna i pełen tęsknoty głos Erry ze smyczkami w tle rozpoczynają najdłuższy utwór na EP-ce, singlowy ''Worn-Out Parts'':
''Światło zawaliło się przez potłuczone szkło,
Spadające niebo, odległa przeszłość.
Oczy zamknięte, szukające,
Fragmentów złamanego upadku.
Zużyte serca/części
Złamana ścieżka/serce
Ciche noce/walki
Czas rozwija się bez śladu,
Złamane gwiazdy, zapomniana przestrzeń.
Żyły kamienia pod skórą,
Głęboko pogrzebane, gdzie zaczyna się życie.
Zużyte serca/części
Złamana ścieżka/serce
Ciche noce/walki''
Tekst jest niezwykle głęboki i dociekliwy, jak zresztą na każdym albumie Nosound. To historia starzenia się i odczuwania powoli obracającego się koła czasu. W teledysku do tego utworu specjalnie wykorzystano zimową scenerię, aby pomóc w interpretacji tego procesu. Kompozycja w miarę upływu kolejnych sekund przybiera na intensywności, by pod koniec emanować postrockowymi dźwiękami. I znów mam wrażenie, jakbym gdzieś w tle słyszał braci Cavanagh. W drugiej części nagrania słychać znakomitą perkusję i głęboki bas. Na szczególne wyróżnienie zasługuje backing vocal Louise'a Pigotta, który znakomicie współgra z głosem Giancarlo. To podobno ulubiona kompozycja Erry na tym krążku .
''Interrup'' zaczyna się żałobnymi dźwiękami klawiszy. Głos wokalisty wyraża emocje związane z bólem i zagubieniem. Śpiewa: ''A gdy upadniesz w drodze, wtedy, gdy myślisz, że znów przegrałeś...'' . Wiolonczela potęguje to odczucie.... “Przerwa kryje się w ciemności, ta przerwa przywróci cię do życia''. Niby powiało trochę optymizmem, lecz muzyka swym upiornym tonem nieubłaganie pcha nas ku czeluściom melancholii. Dead Can Dance skrzyżowane z King Crimson - czy taka mieszanka nie zachęca do posłuchania tej kompozycji? Niby jawi się ponurymi barwami, ale wprowadza w stan podobny do snu.
Utwór ''Closure'' zaczyna się jazzującymi klawiszami i sekcją rytmiczną przy akompaniamencie smyczków. Giancarlo śpiewa: ''Im bardziej staraliśmy się, tym dalej byliśmy od siebie. Pociąg, którym jechaliśmy nie miał przystanków ani zakrętów. Pociąg, którym jechaliśmy nie miał przystanków ani hamulców''. Czas zawsze był ważnym tematem tekstów Nosound, a tutaj został przedstawiony jako podróż kolejowa. Otoczony pejzażem dźwiękowym kojącej muzyki, Giancarlo Erra na sam koniec uraczył nas kolejną wspaniałą solówką, wlewającą otuchę w skołatane serca. Temat muzyczny i główna melodia są tu tak niesamowicie piękne i elegijne, że aż szkoda, że trwa to tylko trzy minuty.
Muzyka Nosound to ukojenie zmysłów, to rozładowanie nagromadzonych emocji, to błogość! Jakimś cudem optymistyczna w swoim smutku, jakimś cudem swoją nudą nie nudząca. Obok czegoś takiego ciężko przejść obojętnie, a dla mnie jest to praktycznie niemożliwe. ''To The Core'' to krótki, ale niezwykle mocny powrót tego zespołu. EP-ka jest pełna smutku i tęsknoty za tym, co zostało utracone. To głęboka, pełna nostalgii podróż, którą wszyscy napotkamy w pewnym momencie naszego życia. Panowie Giancarlo Erra (wokal, gitara, instrumenty klawiszowe), Paolo Vigliarolo (gitary), Marco Berni (klawisze), Orazio Fabbri (gitara basowa) i Daniele Michelacci (perkusja) pokazują nam, jak ją przebyć.
Moi mili, jeśli chcecie przeżyć kilka kojących chwil przy niezwykle pięknej muzyce, zatapiając się jednocześnie w refleksji nad tym, co nas otacza, to ten minialbum jest dla Was. Gorąco polecam. Szkoda, że trwa tylko 19 minut, ale cieszmy się tym co jest i liczmy na to, że w niedługim czasie Nosound uraczy nas pełnowymiarowym wydawnictwem z równie cudownymi kompozycjami, jak te zawarte na ''To The Core''.
