Philosophobia - The Constant Void

Artur Chachlowski

„The Constant Void” to już drugi album studyjny progmetalowego kwintetu Philosophobia. W swoim składzie skupia on byłych i obecnych członków zespołów Kamelot, Paula Di’Anno i Wastefall, funkcjonuje on od już w 2020 roku, a jego członkowie są rozsiani po całej Europie. W 2022 roku ukazał się debiutancki album Philosophobii, który recenzowaliśmy na naszych łamach (tutaj) i który wywarł spory wpływ na współczesną scenę metalu progresywnego.

Po trzech latach zespół Philosophobia powraca z krążkiem „The Constant Void”, który przenosi muzyczną wizję zespołu na jeszcze wyższy poziom. Większość składu z pierwszego albumu pozostała taka sama. Mamy więc tutaj gitarzystę Andreasa Ballnusa, perkusistę Alexandra Landenburga, wokalistę Domenika Papaemmanouila i klawiszowca Tobiasa Wergerbera. Na nowym albumie oryginalnego basistę Kristoffera Gildenlöwa zastąpił Sebastian Heuckmann, który gra z zespołem na żywo od 2024 roku. Z dziewięcioma magnetyzującymi utworami trwającymi prawie sześćdziesiąt pięć minut, „The Constant Void” jest trzymającą w napięciu muzyczną podróżą pomiędzy progresywnym metalem a emocjonalnymi i melancholijnymi melodiami, łącząc siłę debiutanckiego albumu z nowocześniejszym i nieco cięższym brzmieniem nowego.

Podobnie jak w przypadku debiutu, zespół ponownie znalazł przystań w niemieckich studiach SU2 pod opieką Philea Hillea, który nagrał, zmiksował i dokonał masteringu płyty „The Constant Void”. Za fascynującą okładkę ponownie odpowiada Björn Gooßes z firmy Killustrations w ścisłej współpracy z Andreasem Ballnusem, mózgiem Philosophobii. W utworze „F 40.8” gościnnie na keyboardzie zagrał Vikram Shankar, a epicki, dwudziestominutowy utwór zamykający album - „The Forgotten Part II” - zawiera fragmenty recytowane przez Roba Lelanda.

Niewątpliwie nową płytą zespół Philosophobia umocnił swoją pozycję, stając się jednym z najgłośniejszych nowych zespołów w świecie metalu progresywnego. Myślę, że fani twórczości Kamelot, Dream Theater, Pain Of Salvation, Threshold, Shadow Gallery i Control Denied powinni umieścić „The Constant Void” na swojej liście tegorocznych priorytetów.

Już pierwszy singiel, a zarazem utwór rozpoczynający płytę „King of Fools” (pojawia się on po krótkim, mocno nasączonym kinowym klimatem, „Intro”) to rzecz sporego kalibru. Można postrzegać go jako muzyczne wyznanie. Od pierwszej sekundy zabiera słuchacza w zawrotną podróż, łącząc w sobie wszystko, co reprezentuje muzyka grupy Philosophobia: surową moc heavy metalu, finezję unisono gitar i klawiszy, solidny fundament perkusji i basu oraz wokalny popis - od ostrych growli po melodyjne i emocjonalne melodie, nie tracąc przy tym z oczu tego, co najważniejsze: samego utworu. Jego tekst nawiązuje do obserwacji ludzkich zachowań w ciągu ostatnich kilku lat i mówi o przepaści między ludźmi, która z roku na rok staje się coraz większa i większa, aż w końcu przestaje być zwykłą przepaścią. Staje się pustką. I ta pustka jest nieustanna. The Constant Void. Stąd tytuł płyty, na której znajdujemy naprawdę sporo fantastycznie prezentującej się muzyki. Ale po kolei.

Po tym naprawdę mocnym początku pojawia się kompozycja „The Forgotten Part I”. To prawdziwy pokaz szlachetnej odmiany prog metalu z licznymi akustycznymi momentami, zmianami tempa, wyciszeniami, systematycznie budowanym klimatem i epickimi przejściami. Ten ponad ośmiominutowy utwór powróci w swojej drugiej, jeszcze bardziej rozbudowanej (do 20 minut!) odsłonie na samym końcu pyty („The Forgotten Part II”).

W „Inside His Room” Philosophobia kontynuuje ostrą, typową progmetalową jazdę bez trzymanki, ale w „Will You Remmeber?” nastrój się zmienia. I to radykalnie. Otrzymujemy zgrabną rockową balladę, oczywiście odpowiednio „zagęszczoną” ciężkim brzmieniem gitar i klawiszy (szczególnie w refrenach), dającą trochę wytchnienia po dynamicznym początku albumu.

Tym bardziej, że druga część nowego krążka Philosophobii też zdominowana jest przez (prog)metalowe brzmienia. Instrumentalny temat „F 40.8” to znów ostra jazda bez trzymanki z linią melodyczną napędzoną brzmieniem gitar zawieszonych na gęstych podkładach perkusji (brawa dla Alexa Landenburga! Brawa też dla Vikrama Shankara za porywające solo na klawiszach).

„Underneath Grassroots” to czterominutowa ballada. Właściwie to tylko gitara akustyczna i wokal na osnowie cichutko szemrzących klawiszy. Oraz piękna melodia zagrana na keyboardzie pod koniec tego utworu. Utworu, w porównaniu z innymi, jakby z zupełnie innej muzycznej bajki.

Za to już „The Fall” to powrót do typowo progmetalowych brzmień, z tym że tym razem z naciskiem na przedrostek „prog”. To chyba moje ulubione nagranie na płycie i doskonale skrojone pod gusta progresywno-rockowej publiczności. Polecam!

Tak jak i polecam wspomnianą już monumentalną, wielowątkową, pełną nie tylko muzycznych atrakcji (odgłosy burzy, chór kościelny, partie narracyjne) dwudziestominutową suitę ”The Fogotten Part II” będącą wartościowym dopełnieniem tego albumu. I prawdziwą muzyczną wisienką na torcie tego albumu. Albumu, który jako całość – także polecam z całego serca.

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce