mlwz - edunitsky - banner - facet

Lacrimosa - Lament

Jacek Kurek

Od chwili ukazania się debiutu Lacrimosy „Angst” w 1991 roku do opublikowania tegorocznej płyty „Lament” minęły 34 lata. Tilo Wolff niespiesznie, ale z narastającą pewnością siebie szedł własną drogą, z której na moment nawet nie zboczył, zawsze pozostając sobą i nie dopuszczając żadnych kompromisów. Nie uzależnił się od nikogo i od niczego poza własną wrażliwością, duchowością i wyobraźnią. Kształt muzyczny nadawał cierpieniu i w muzyce szukał wybawienia. Ukształtował niepowtarzalny styl, który rozwijał i pielęgnował. W ten sposób powstawała ta jedynego smaku ciemność w miłosnym pocałunku ze światłem. I oto otrzymujemy kolejną, po ponad trzydziestu latach od pierwszej, opowieść o symfonicznym, rozmachu i rockowym wdzięku, w niezmiennie uwodzicielskiej szacie graficznej, od początku konsekwentnie opracowywanej.

Anioły potępione, anioły płaczące, anioły strzegące ciszy, anioły o piersiach nagich i obfitych, anioły dumne. I jeden z nich od początku ukrywający się pod maską klowna, czy może Arlekina, symbolizującego symbiozę radości i smutku – maskę, która ukazuje uśmiech, lecz za nią kryją się łzy (rysunek inspirowany jest postacią Charliego Chaplina). Operowe sale, sklepienia gotyckie, amfilady bez końca. Wszystko w bieli jedynie i w czerni. Nazwa zespołu to hołd dla „Requiem” Wolfganga Amadeusza Mozarta, stąd bowiem owa „łez pełna”, która początek bierze tam, gdzie „Requiem” genialnego salzburczyka się kończy.

I oto powstaje twórczość zafascynowanego gotykiem artysty sięgająca czasów niezrównanych orkiestracji i wiary, że dźwięk wyrazić może ducha, a nawet go uzdrowić. Urody tej jak róży czarnej i patetyzmu wielu będzie się wystrzegać, tymczasem inni utoną w otwartej przez muzykę ciemności, jak w ciepłej obietnicy czułych pożegnań, poddając się ufnie nadzwyczajnej urodzie i zasypiając, by sił nabierać do przebudzenia albo ostatecznego zaśnięcia. Nie ma płyty Lacrimosy, która by mnie rozczarowała, a „Lament” stał się dla mnie jedną z najbliższych bez wątpienia. Jest w nim owa spójność świata sztuki Tilo Wolffa wyrażająca się w muzyce, aranżacjach, słowach i szacie graficznej płyty. Słuchając najnowszej płyty Lacrimosy, miałem to samo wrażenie, jak gdy u zarania dotarły do mnie pierwsze jej utwory, bo źródłem ich niezmiennie nie umysł jest, lecz serce. To zatem muzyka serca i ducha, a także obfitego czerpania z romantycznych tradycji oraz gotyckiego rocka i tego, co w metalowej muzyce najpiękniejsze.

Bogactwo dźwięków i emocji, niezrównane piękno melodii dotrą wszędzie tam, gdzie tylko uwolnimy się od lęku przed podniosłością, której sprzyjają głosy Tilo Wolffa i Anne Nurmi. To bodaj pierwszy taki moment, kiedy pisząc o najnowszej płycie zespołu, mógłbym słowami tymi oznaczyć wszystkie bodaj inne, a przecież jest ich niemało. „Lament” to przecież jego 15. album studyjny, a są jeszcze koncertowe, kompilacyjne i EP-ki. Ileż tu sięgającego najznamienitszych tradycji piękna.

„Lament” to też ostatnia część zapoczątkowanej w 2017 roku „Trylogii Burzowej” („Sturm-Trilogie”: „Testimonium”, 2017, „Leidenschaft”, 2021). A dodać wypada, że trylogie właśnie wypełniają cały studyjny dorobek grupy. Jest to reakcja na stratę ważnych dla Wolffa artystów: Davida Bowiego (zm. 10.01.2016), Prince’a (zm. 21.04.2016), Leonarda Cohena (zm. 7.11.2016) i George’a Michaela (25.12.2016). Sześć dni przed premierą „Testimonium” zmarła matka Wolffa, co nadało całej trylogii jeszcze bardziej osobistego wymiaru.

„Lament” rozpoczyna się od przejmująco dramatycznie brzmiących wyśpiewanych a cappella słów: „Ich bin so weit weg von allem, was ich mir erträume. Ich habe Angst, dass alles Gute ich versäume” (Jestem tak daleko od wszystkiego, o czym marzę. Boję się, że omija mnie wszystko, co dobre). Każdy kolejny utwór to smutku, rozdarcia i melancholii narastanie, przeplatanie się burzy i ukojenia po niej. To opowieść o sprzecznościach, z jakich utkane jest życie, o wędrowaniu między wątpliwościami i bólem, a zaufaniem i wizją. Jakże wymownie wybrzmiewa tutaj fraza „Überstrahl doch bitte dieses Dunkel” (Proszę, przyćmij tę ciemność) z „Ein Sturm zog auf”, gdzie spokojne dźwięki spotykają się z ostrymi tonami, tworząc wspaniałą, niezrównaną mieszankę niosącą jednak nadzieję.

Trylogia jest spójna tematycznie, emocjonalnie i graficznie, a uważny słuchacz dostrzeże też, że w ostatnim utworze na płycie („Memoria”), wybrzmiewają nawiązania do poprzednich części trylogii. Gdy pieśń kończy się intrem z albumu „Testimonium (Wenn unsere Helden sterben)”, krąg zostaje zamknięty.

Jacek Kurek

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce