Finally George - Painter

Tomasz Dudkowski

Minęły cztery lata odkąd płyta „Icy Skies” firmowana nazwą Finally George zwróciła na siebie moją uwagę i to na tyle skutecznie, że stała się jednym z moich ulubionych wydawnictw 2021 roku. 1 sierpnia kryjący się za tą nazwą, mieszkający w Hamburgu multiinstrumentalista i wokalista, Georg Hahn powrócił ze swoim nowym, już trzecim, długogrającym albumem zatytułowanym „Painter”. Zagrał na nim na basie, gitarach, instrumentach klawiszowych, zaaranżował partie instrumentów smyczkowych i dętych oraz oczywiście zaśpiewał. Stałym współpracownikiem na płytach projektu jest perkusista grupy Styx, Todd Sucherman. Podobnie jak na dwóch wcześniejszych albumach w kilku utworach na organach Hammonda zagrał Detlef Bösche. Pojawiają się także, znani z debiutu („Life Is A Killer” (2018)) gitarzysta Erlend Krauser oraz występujący w chórkach Billy King. Oprócz nich w nagraniach wziął udział gitarzysta grupy Sylvan, Johnny Beck, skrzypek Stefan Pintev, wiolonczelista Boris Matchin i grający na instrumentach dętych Boris Havkin.

Krążek rozpoczyna utwór tytułowy. „Painter” to prowadzona w średnim tempie nostalgiczna pieśń o zakończonym związku:

“Everything I've painted, everything I said - I showed all my feelings/ Don’t you think I'm mad?

Does everything I have painted/ look the same - like a picture without meaning in a broken frame?

I am trapped in a daydream/ that won't let me go, ahhh…/ Nothing can stop us - we are two lovers/ on canvas forever and ever”.

W podkładzie na pierwszy plan wysuwa się pianino, na którym gra Matthias Pogoda oraz delikatny wokal Georga. Słyszymy także subtelną pracę sekcji rytmicznej oraz piękne sola na syntezatorze, Hammondach (gra na nich Detlef Bösche) i gitarze (dzieło Erlenda Krausera), a w końcówce dochodzi do tego ze smakiem wpleciona wokaliza w wykonaniu Billy’ego Kinga.

Na drugiej ścieżce zamieszczone zostało nagranie „Something New”, które jako pierwsze ujrzało światło dzienne i to już rok temu. To niezwykłej urody piosenka, która może kojarzyć się z balladami RPWL, czy ostatnimi dokonaniami Tears For Fears. Wszystkie dźwięki są tu misternie utkane, tworząc cudownej urody całość, z bogatą aranżacją – gitara akustyczna i pianino wybrzmiewają wraz z instrumentami smyczkowymi i dętymi (z iście symfonicznym rozmachem w finale), a towarzyszą im niemniejszej urody krótkie sola na gitarze. Georg śpiewa (miejscami wysokim głosem) miłosne wersy o walce o przetrwanie związku:

„Is there something we can try/ To get closer/ Do you need more freedom?/ Something I can try/ I wish you by my side”.

Było nastrojowo, romantycznie (choć bardziej w słodko-gorzkim wymiarze), ale teraz pora na zmianę nastroju i tematu. Pięciominutowa pieśń „Why?” opowiada o bezsensie wojen i braku perspektyw na ich zakończenie:

“Everyday news,/ no change at all,/ people on the run/ and broken guns.

Spoken words/ that fade away,/ Senseless wars/ that no one wants.

Here’s another song,/ but change will never come./ Why, oh why — death never dies”.

Początkowo utwór płynie spokojnie. Georg śpiewa spokojnym głosem pełne goryczy wersy, a towarzyszy mu gitara akustyczna i delikatna elektronika. Potem pojawia się pierwsze solo w wykonaniu Johnny’ego Becka, a w drugim refrenie słyszymy waltornię i trąbkę. Po trzeciej minucie nastrój zmienia się na bardziej niepokojący w stylu znanym z płyt Stevena Wilsona, by po chwili zostać zaatakowany ostrym riffem i niezwykle ekspresyjną partią perkusji w wykonaniu Todda Suchermana, a w końcówce wrócić w delikatniejsze rejony ubarwione jeszcze jedną solówką gitarzysty grupy Sylvan.

„What Kind of Place?” to kolejny utwór, w którym autor rozmyśla na temat kondycji naszego świata:

“I sit here on Mother Earth/ and wonder what I see./ If everyone would love this world,/ what kind of place it could be?

The book of life is written/ a happy end would be great./ There’s a world we should fight for”.

Rozważaniom tym towarzyszy spokojny podkład, na który składa się perkusyjny loop (skojarzenia z Genesis z lat 80./90. jak najbardziej na miejscu) oraz klawiszowe orkiestracje i nuty wygrywane na pianinie.

Ten instrument dominuje także na początku następnej pieśni, zatytułowanej „Listen”. Wraz z klawiszowymi plamami oraz schowaną w tle gitarą towarzyszą śpiewanemu delikatnym głosem tekstowi o potrzebie celebracji życia:

“Try your best/ no regrets/ go on, be strong.

Do not look back, stay on the track/ Go now - we are proud of you.

Don’t be afraid, look ahead/ Open... your eyes!”

Potem dołącza sekcja rytmiczna (znów ciekawe rozwiązania perkusisty Styx), a mniej więcej w połowie pięknym solem na Hammondach czaruje Detlef Bösche. Po tym popisie słyszymy śpiew misternie zbudowany z kilku ścieżek wokalu, a następnie powracamy do motywu z początku (pianino z pogłosem), tym razem z odgłosami zabawy i śpiewu ptaków. W końcowym fragmencie otrzymujemy jeszcze wspaniałą solówkę na gitarze, która prowadzi utwór do końca.

“Sunrise” to utwór, który przywołuje skojarzenia z piosenkami Raya Wilsona. Mamy tu nastrojowy bas, pianino, spokojny podkład perkusyjny, początkowo delikatny śpiew, który w połowie nabiera mocy, a w ostatniej minucie możemy usłyszeć także wokalizę (Billy King) oraz wspaniałe orkiestracje.

Na ścieżce oznaczonej cyfrą 7 słyszymy pieśń „My Way To You” z prześlicznej urody partiami skrzypiec (Stefan Pintev), wiolonczeli (Boris Matchin) i instrumentów dętych (Boris Havkin) oraz dyskretny podkład perkusyjny i wybrzmiewające w tle organy Hammonda. To idealny podkład dla miłosnych wersów:

“In search of promises I have made/ I think of love, of pride, and hate/ Here I am, on my knees, praying to you - what shall I do?/ Will I ever find my way to you again?”.

Na przedostatniej ścieżce na płycie umieszczono utwór, który z pewnością przypadnie do gustu fanom rocka progresywnego. Mamy tu liczne zmiany tempa, od spokojnego początku z zapadającym w ucho motywem gitarowym (kłania się Kalle Wallner, choć partia ta wychodzi spod palców Georga). Po zwrotce słyszymy mocniejszy riff, a w refrenie:

“Child of the universe - where are you?/ Have you lost yourself?/ Child of the universe, can you hear me?/ Don’t give up yourself.”

Georg ma okazję w większym stopniu wykorzystać siłę swego głosu. W drugiej części otrzymujemy sola na syntezatorach, w których wpływ Tony’ego Banksa, co wraz ze specyficznym brzmieniem bębnów Todda Suchermana kieruje jednoznacznie skojarzenia w stronę grupy Genesis. Wspomniany perkusista w pewnym momencie ma także okazję do zaprezentowania swoich niebanalnych umiejętności. Nie zabrakło również miejsca dla sola na gitarze, śpiewanego wielogłosem refrenu oraz klawiszowych orkiestracji. Wszystko, czego fan prog rocka może sobie zażyczyć…

To w zasadzie powinien być finał płyty, ale żeby ostudzić nagromadzone emocje otrzymujemy jeszcze dwuminutową miniaturkę „Wolves”, w której słyszymy tylko klawisze i głos Georga śpiewający może banalne, ale jakże ważne słowa o tym, że w tym podzielonym, pełnym chciwości świecie liczą się tylko przyjaźń i miłość:

“I feel empty, like my thoughts are stuck in a traffic jam/ There is a loss of empathy and trust around me.

Friends support me, my love is by my side - but I can't forget the faces that want it all/ The world is divided, like a carcass among wolves.

And when I look up at the sky at night, I realize: there’s more - and life’s great.

I love you, and you love me”.

Tak niepostrzeżenie mija 45 minut w towarzystwie tego krążka. Długość albumu jest nieprzypadkowa, gdyż po raz pierwszy dzieło Finally George’a zostało wydane, obok płyty kompaktowej, także na winylu. Obie wersje zdobi okładka będąca dziełem, podobnie jak malunki i zdjęcia wewnątrz wydawnictwa, Hajo Müllera – stałego współpracownika Stevena Wilsona czy Mariusza Dudy.

A tak o powstawaniu materiału i tematyce tekstów napisał wewnątrz okładki ich autor:

"Drodzy słuchacze,

ten album powstawał przez długi czas. Zarówno proces komponowania, jak i produkcji był intensywny i często wymagający. Często zadawałem sobie pytanie, czy ogólny nastrój nie jest zbyt melancholijny. Ostatecznie jednak muzyka odzwierciedla uczucia wielu z nas: żyjemy w czasach zmian, w których kwestie takie jak kłamstwa, nienawiść i wojna charakteryzują nasze codzienne życie i trudno je zignorować. Tym albumem chciałbym stworzyć przestrzeń, w której można to wszystko w pewnym stopniu przetworzyć to wszystko – poprzez słuchanie, refleksję lub po prostu przebywanie z muzyką.

Dziękuję za wysłuchanie,

Georg"

Wynikiem tych rozważań jest album, na którym niczym tytułowy Malarz, Georg tworzy dźwiękowe obrazy łączące zaczerpnięte z lat 70. art- i progrockowe wzorce z nowoczesną aranżacją i niezwykłym zmysłem do kreowania ciekawych melodii. To płyta, która powinna spodobać się fanom Genesis, Pink Floyd, Styx, The Alan Parsons Project czy, bardziej współcześnie, Stevena Wilsona lub RPWL, ale także Tears For Fears.

Warto dodać, że nie jest to jedyne tegoroczne wydawnictwo, na którym możemy usłyszeć głos Finally George’a. Regularnie występuje on (zazwyczaj w chórkach) na płytach projektu Legacy Pilots, na czele którego stoi jego przyjaciel, Frank Us. W wersji koncertowej formacji jest on natomiast głównym wokalistą, o czym możemy przekonać się słuchając wydanego w lutym albumu „Night Flight”.

Na wstępie napisałem, że poprzedni album firmowany pseudonimem Finally George znalazł się przed czterema laty w czołówce moich ulubionych płyt. Nie wątpię, że podobnie będzie w przypadku krążka „Painter”, bo to naprawdę doskonały przykład przemyślanego zbioru znakomitych kompozycji, świetnie zaaranżowanych, wykonanych i wyprodukowanych, czyli wszystkiego tego, do czego Georg Hahn zdążył nas już przyzwyczaić. Dodam jeszcze, że chciałoby się aby płyta trwała dłużej, ale ograniczenia pojemności czarnego krążka na to nie pozwoliły, przez co w słuchaczu pozostaje pewien niedosyt. Ale cóż szkodzi, by pozwolić zakręcić się płycie jeszcze raz? Ja tak robiłem wielokrotnie i do tego samego zachęcam Państwa. Polecam!

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce