mlwz - edunitsky - baner - motyl

Dear Hunter, The - North American EP

Rysiek Puciato

Całkiem niedawno, bo niespełna roku temu, ukazała się koncertowa płyta grupy The Dear Hunter pt. „Act II - The Meaning of, And All Things Regarding Ms. Leading (Live from Seattle, WA)”. Tylko dla krótkiego przypomnienia wspomnę, że to koncertowe nagranie drugiej z pięciu płyt wchodzących w skład cyklu opowieści o „chłopcu” i jego losach. Albumy ukazywały się w latach od 2006 do 2016 i stanowią, moim zdaniem, absolutny muzyczny majstersztyk, który na pięciu krążkach o różnej stylistyce muzycznej tworzy niesamowitą muzyczną opowieść. Podobno ma się ukazać część szósta, ale… nie należy wierzyć wszystkim plotkom. Zachęcam do bliższego zapoznania się z tą twórczością, bowiem to ponad trzysta dwadzieścia minut wspaniałej muzyki. Niezdecydowanym polecam opis tych wydawnictw zamieszczony na łamach MLWZ.pl (patrz tutaj).

I jak wspomniałem wyżej, nawet ja nie wierzyłem, że może powstać jakieś nowe wydawnictwo zespołu The Dear Hunter. Pięć płyt wspomnianych wyżej nie wyczerpuje dokonań tego projektu. W sumie zespół wydał bowiem jedenaście albumów i gdyby chcieć podzielić całą tą twórczość na przysłowiowe pół, to oprócz pięcioalbumowego wydawnictwa z cyklu „Act” zespół oddaje słuchaczowi do skosztowania tak dobre i godne polecenia krążki, jak: „The Color Spectrum (2011), „Migrant” (2013) czy „Antimal (2022). I na tym nie koniec, bowiem oprócz płyt długogrających zespół od czasu do czasu wydaje single, które nie tylko są zapowiedziami albumów, ale pełnią rolę samodzielnych „wypowiedzi muzycznych”, swoistego rodzaju krótkich wydawnictw, przyczyną powstania których są bieżące wydarzenia i próba ich muzycznego opisu. Właściwie każdy z tych singli zawiera ponad dwadzieścia minut muzyki, więc może bardziej adekwatną nazwą było słowo „maksisingle”. W dorobku zespołu aż do tego roku było trzynaście takich wydawnictw, a 6 czerwca dołączyło do nich czternaste - „North American”, a na nim pięć utworów i ponad dwadzieścia minut muzyki… No właśnie, jakiej?

Takiej letniej, wywołującej uśmiech na twarzy, nieco genesisowskiej, eklektycznej, nie przytłaczającej, nie poszukującej nowych form i stylów. To singiel (maksisingiel) mogący być taką wcześnie wieczorną muzyczną przekąską, wstępem do dań głównych serwowanych na wcześniejszych płytach przez The Dear Hunter. Nie ma tu znaczenia, że ukazuje się teraz, a te „poważniejsze” płyty ukazały się wcześniej. Razem z nimi stanowi niezwykle udane dzieło muzyczne zawierające utwory zawierające się między trzema a pięcioma minutami, które jednak charakteryzuje kompletność i perfekcja.

Geneza powstania tego singla sięga roku 2023 i trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych. Niektóre z zawartych na nim utworów pojawiły się w formie instrumentalnej jako część ścieżki dźwiękowej dokumentującej trasę, a ponieważ „nie wszystkie utwory zostały wykorzystane w dokumencie”, to wydanie singla było po prostu „dobrą wymówką, żeby po prostu teraz to zmienić”.

Już pierwszy z utworów, „Magic Beans”, to mariaż zniekształconej linii wokalnej z dźwiękami klawiszy. To połączenie uwodzicielskiego głosu Caseya Crescenzo z gitarowym solo przechodzącym w chóralne pejzaże dźwiękowe. To muzyczny pochód od science fiction do aksamitnego kołysania. „Four Amigos”, choć zaczyna się rockowo, to jakoś tak bardzo szybko zaczyna przypominać Genesis z czasów „Wind & Wuthering” swoim klimatem. „Shlammin’ Salmon”, oprócz zabawnego tytułu, to idealny utwór na letni koncert na świeżym powietrzu. Lekko psychodeliczny z dobrymi wibracjami.

Przedostatni utwór w tym zestawie - „Classic Wrock” to z kolei powrót do przeszłości. Jest takim swoistym destylatem otrzymanym z tego co The Dear Hunter ma najlepszego do zaoferowania: albumów z cyklu „Act”, trochę „Migrant” i dodatkiem „Antimai”. To najbardziej progresywny utwór na tym maksisinglu (proszę pozwolić mi pozostać przy tym określeniu).

Finałowa kompozycja o tytule (ponownie będącym zbitką słów) „Burritokyo” jest wspaniałą balladą. To utwór na późniejszy wieczór. Całość rozkręca się bardzo powoli, niespiesznie, leniwie, ale jest wspaniałym zakończeniem tego wydawnictwa. Takim ostatnim promieniem słońca…

Lubię zespół The Dear Hunter, bo serwuje tak sporo muzycznych dań, że zawsze mogę wybrać coś, co pasuje do pory roku, do pory dnia, do muzycznego apetytu. Zawsze znajdzie się w ich dorobku coś, co akurat poprawi humor, uciszy, każe wsłuchać się w tekst i muzykę. Znajdzie się coś, co jest progresywne w klasycznym tego słowa rozumieniu i znajdzie się coś bezpretensjonalnego, bez patetycznych pochodów muzycznych i wielokrotnych zmian tempa. Ten singiel jest właśnie tym drugim. Nie wyważa drzwi, bawi niczym słoneczny dzień spędzony gdzieś w prywatnym raju wraz z tymi, których chcemy tam widzieć. Polecam.

MLWZ album na 15-lecie Red Box na trzech koncertach w Polsce już w tym tygodnu Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026