Nazwa Bioscope dopiero pojawiła się na muzycznej scenie, ale muzycy ukrywający się za nią zdecydowanie do anonimowych nie należą. Pierwszym z nich jest gitarzysta Steve Rothery, od 46 lat podpora grupy Marillion i jedyny muzyk występujący w niej od początku przyjęcia tej nazwy. Drugi to multiinstrumentalista Thorsten Quaeschning, od 2005 roku członek zespołu Tangerine Dream, który po śmierci Edgara Froese, zgodnie z jego wolą, przejął funkcję lidera tejże formacji.
Panowie pierwszy raz spotkali się w 2014 roku, gdy Marillion i Tangerine Dream występowali w ramach festiwalu/rejsu Cruise To The Edge. Pomysł na stworzenie czegoś razem zakiełkował podczas spotkania po koncercie Marillion w Berlinie w 2018 roku (trasa promująca album „F.E.A.R.”). Okazało się, że Steve i Thorsten świetnie się dogadują. Pierwsze sesje odbyły się w następnym roku, w Berlinie. Steve: „Od pierwszej nuty było oczywiste, że mamy wspólny język muzyczny i inspiracje. Miałem albumy Tangerine Dream, kiedy miałem 16 lub 17 lat – „Ricochet” i „Stratosfear” – i to jest rodzaj muzyki, który naprawdę lubię. A Thorsten to prawdziwy fan progresywnego rocka – Pink Floyd i Genesis są w jego DNA”. Dodajmy, że także fan Marillion – na początku lat 90., gdy był nastolatkiem, przyjaciel podarował mu paczkę płyt CD, w tym „Misplaced Chidhood”, „Clutching At Straws”, „Seasons End” i „Holidays In Eden”. Thorsten: „To nie był sztampowy hard rock z tymi wszystkimi mocnymi akordami. Poszedłem i kupiłem „Brave” i pokochałem ten album. Widziałem ich na każdej trasie od tamtej pory i to były jedne z moich ulubionych koncertów”.
Muzyka powstawała niespiesznie, głównie podczas corocznych grudniowych sesji w stolicy Niemiec, do której gitarzysta przylatywał na kilka dni i tam w studiu Quaeschninga rozwijali swoje pomysły. Muzycy nie chcieli, by materiał był zbyt progresywny ani zbyt ambientowy. Postanowili, by ich instrumenty prowadziły dialog, a całość powstawała bardzo organicznie bez zbędnego pośpiechu i wyczekującej ukończenia prac wytwórni. Pod koniec ubiegłego roku duet poczuł, że mają już niemal gotową płytę. Zwrócili się o pomoc do perkusisty Elbow, Alexa Reevesa, a ten z wielkim entuzjazmem zgodził się wziąć udział w nagraniu płyty i w ciągu dwóch dni zarejestrował wszystkie partie perkusyjne.
Powstał album łączący światy Marillion i Tangerine Dream i równocześnie odmienny od tego, co znają fani obu zespołów, choć ze względu na charakter bliższy dokonaniom niemieckiej grupy niż produkcjom kwintetu z Aylesbury. Całość brzmi jak soundtrack do nieistniejącego filmu, co podkreślone jest nazwą projektu oraz tytułami utworów i całej płyty.
‘Bioscope’ nie było pierwszą nazwą projektu, wśród pomysłów na nią był tak „oryginalny” jak The Rothery Quaeschning Project. Na szczęście ktoś (prawdopodobnie był to Steven Wilson) stwierdził, że brzmi ona jak nazwa biura księgowego i duet zarzucił ten pomysł. W końcu zdecydowali się na szyld Bioscope, zaczerpnięty od nazwy wczesnego typu projektora. Steve, fan filmu i fotografii (w 2016 roku wydał książkę „Postcards From The Road” ze zdjęciami ukazującymi życie Marillion w trasie i w studiu) natknął się pewnego dnia na bioskop - jeden z oryginalnych formatów filmowych, opracowany w Berlinie w XIX wieku przez dwóch braci. „Pomysł wydawał się pasować do tego, co robiliśmy. Chociaż nie mieliśmy tego na myśli, rozpoczynając projekt, kiedy już coś nazwiesz, pomaga to w pewnym sensie go zdefiniować”. Z kolei gentō to XVII-wieczna japońska „magiczna latarnia”, która tworzyła prymitywny ruchomy obraz.
Na zawartość prawie godzinnej płyty składa się 10 ścieżek, które wypełnia 5 kompozycji. Trzy z nich to kilkuczęściowe suity, 20-minutowa „Vanishing Point” i 13-minutowe „Kinetoscope” i „Bioscope”, natomiast dwie pozostałe („Gentō” i „Kinetoscope”) trwają odpowiednio 7 i 5 minut.
Już od pierwszych dźwięków „Vanishing Point” muzycy zabierają nas w podróż do krainy powolnie płynących dźwięków gitary zatopionych w ambientowej mgle. Dopiero w drugiej części gitara wysuwa się na czoło, prezentując bardziej charakterystyczne dla Steve’a nuty, a Alex z wyczuciem uderza w tomy swojego zestawu perkusyjnego. Całość oczywiście spina Thorsten, czarując słuchacza klawiszowymi tłami i subtelną elektroniką. Kompozycja dalej płynie w podobnym nastroju także w trzeciej, najdłuższej (10 minut) części, gdzie dźwiękom instrumentów klawiszowych i gitary towarzyszy niespieszny perkusyjny rytm.
Podobnie rzeczy mają się w dwuczęściowym utworze „Kinetoscope”, gdzie przestrzeń wypełnia elektroniczna podstawa, a na tym tle Steve subtelnie trąca pojedyncze struny swej gitary idealnie, wpasowując się w maksymę „less is more”. Dopiero w drugiej części obaj dżentelmeni większy nacisk kładą na melodię proponując syntezatorowo – gitarowy duet obudowany wysmakowanymi perkusyjnymi loopami, by już w samej końcówce powrócić w minimalistyczne, nieco mroczne, rejony.
Nie inaczej jest też w trzyczęściowym nagraniu „Bioscope”, choć tu za sprawą użycia akustycznej perkusji i bardziej rozbudowanych partii gitary połączonych z klawiszowymi orkiestracjami z pewnością mocniej zabiją serca fanom Marillion. Szczególnie od drugiej części, gdzie Steve pozwala sobie na nieco mocniejsze (ale nadal dalekie od hardrockowych riffów) uderzenia w struny i większym stopniu używa przesteru, a i partia perkusji jest bardziej dynamiczna. Kulminacja następuje w połowie trzeciej części, gdy Alex z większym animuszem uderza w swoje bębny i talerze.
Album promują dwa single, które wypełniają najkrótsze kompozycje w zestawie. Pierwszym (choć chronologicznie ukazał się jako drugi) jest utwór tytułowy, który spokojnie snuje się w głośnikach, a główną rolę odgrywają elektroniczne dźwięki wykreowane przez Thorstena. Tym razem gitara Steve’a jest bardziej schowana w miksie. Odwrotnie sytuacja przedstawia się w kompozycji „Kaleidoscope”, która zaprezentowana została jako pierwszy zwiastun płyty. Tu prym wiedzie gitarzysta pozwalając sobie na nieco mocniejszy riff, a partie instrumentów klawiszowych tworzą bardziej wyraziste tła spychając elektroniczne ozdobniki w cień. Utwór ten z powodzeniem mógłby znaleźć się na którejś z płyt macierzystej formacji Steve’a, choć najbardziej pasowałby do repertuaru jego solowego debiutu („The Ghosts Of Pripyat” (2014)). Na pewno słychać w niej więcej światła, melodii niż w pozostałych nagraniach z albumu i nic dziwnego, że muzycy czy też wytwórnia przeznaczyli ją do promowania krążka, choć odbiega ona od reszty jego zawartości.
Album „Gentō” wydaje niemiecka wytwórnia Ear Music, która od kilkunastu lat publikuje płyty Marillion. Swoją premierę będzie miał 22 sierpnia i ukaże się jako dwupłytowy winyl w okładce typu gatefold oraz jako zestaw: płyta kompaktowa i Blu-Ray z miksem w systemie Dolby Atmos. Już wersja stereofoniczna brzmi wspaniale (za miks odpowiada Andy Bradfield, który ma na swoim koncie współpracę z Marillion przy remiksach ich klasycznych albumów), a miks wielokanałowy przenosi muzykę duetu na wyższy poziom pozwalając na jeszcze lepsze wychwycenie wszystkich niuansów zawartych w kompozycjach. Innym współpracownikiem Marillion, który przyłożył palce do ostatecznej wersji krążka, jest Simon Ward, autor grafiki zdobiącej okładkę. Od czerwca w sklepie brytyjskiego kwintetu oraz podczas jego występów dostępna jest wersja zawierająca wyłącznie płytę kompaktową.
Jeszcze przed sklepową premierą płyty „Gentō” występu obu muzyków można wysłuchać na albumie „From Virgin To Quantum Years. Coventry Cathedral 22” grupy Tangerine Dream. Podczas zarejestrowanego przed trzema laty koncertu w jednym z utworów gościnnie niemiecki zespół wspomógł Steve.
Na grudzień duet zapowiedział minitrasę koncertową, która zawita także do Polski – 16 grudnia Steve, Thorsten oraz Alex Reeves i Dave Foster wystąpią w warszawskiej Progresji. Oprócz muzyki będzie można podziwiać także specjalnie przygotowane wizualizacje, które będą wyświetlane na ekranie za plecami muzyków.
Zanim jednak to nastąpi to jeszcze w tym miesiącu Thorsten oraz Hoshiko Yamane i Paul Frick, czyli aktualne wcielenie Tangerine Dream odwiedzą nasz kraj. W ramach trasy „Continuum Tour” wystąpią w Gdańsku, Wrocławiu, Katowicach. Lublinie i Białymstoku. Natomiast Steve pracuje równocześnie nad trzema projektami - wraz z kolegami Marillion nad następczynią płyty „An Hour Before It’s Dark” z 2022 roku, nad swoim drugim solowym albumem (ma nosić tytuł „Revontulet”) oraz nad wydawnictwem będącym owocem współpracy ze Steve’em Hackettem (w nagraniach uczestniczy także Riccardo Romano). To wszystko to dopiero pieśń przyszłości, natomiast już teraz możemy cieszyć się debiutanckim krążkiem Bioscope, który z pewnością znajdzie uznanie nie tylko wśród fanów Marillion i Tangerine Dream, ale także wszystkich ceniących sobie klimatyczną i równocześnie dostojną muzykę. Bo właśnie taka wypełnia album „Gentō”.
