Są co najmniej dwa powody, dla których warto dać się ponieść muzyce zawartej na najnowszym wydawnictwie grupy Edenya pt. „The Secret Destination You Are Looking For”. Pierwszy to, bez wątpienia, czas wakacji, czas podróży, czas marzeń, a przecież już tytuł tego krążka zachęca do wybrania się w podróż, jeśli nie taką zwykłą fizyczną z bagażami, to przynajmniej senno-marzeniową, która może być odskocznią od codzienności. „Tajemnicze miejsce, którego poszukujesz” – niezbyt dosłownie przetłumaczyłem tytuł płyty, ale nie chodzi tu o dosłowność, ale o „ducha” kompozycji zawartych na płycie. Drugi powód to fakt, że dostajemy do rąk niezwykle marzycielski i melodyjny album, który może rozświetlić szare wieczory, deszczowe poranki i rozgonić złe nastroje, który jest w stanie zabrać nas w podróż w najbardziej intymne i takie „tylko moje” miejsce lub miejsca. Jest tylko jedno zastrzeżenie… Proszę dać się ponieść dziesięciu utworom, które najnowsze wydawnictwo grupy Edenya zawiera.
W skład grupy wchodzą: Ingrid Denis (wokalistka prowadząca i wspierająca), Marco Edenya (gitary, klawisze, pianino i programowanie), Juliette Carradec (skrzypce), Jean-Paul Cartigny (gitara basowa) oraz Sylvie Sj (perkusja i dżembe). A ich dorobek muzyczny nie jest wcale taki skromny, bowiem składają się na niego jeden singiel i dwa albumy – „Edenya” (EP) (2017), „Silence” (2020) i „Another Place” (2023). I chyba rok 2025 może stać się rokiem muzycznego przełomu, bowiem najnowszy album wznosi zespół na nowy poziom muzycznego rozwoju.
Proszę wskakiwać na pokład… Bo właśnie zaczyna się muzyczna podróż z zespołem Edenya do „tajemniczego miejsca, którego poszukujesz”.
„(…) Słoneczny dzień. Postawiliśmy żagle. Dawno, dawno temu. Dzieci się bawiły. W zatoce. Łodzie były gotowe do wypłynięcia. Tysiące mil do przebycia. Oceany i krainy tajemnic. Wiatr poniósł nas daleko. Nasze statki zaprowadziły nas daleko stąd. Wędrując bez strachu. Niezbadane miejsca, które widzieliśmy. Modląc się do Boga wiatru. Teraz droga jest wolna. Wędrując bez strachu. Nasze rodziny, do których dążymy. Wracając na nasze pola. Z bezkresnych mórz. Wracając na nasze pola. Z bezkresnych mórz. Niewidzialne ziemie. Znaleźliśmy. Sekretny cel. Krainę snów. Skały i piasek. Starożytną cywilizację. Tysiące mil do zobaczenia. Oceany i krainy tajemnic. Wędrówka bez strachu. Do naszych rodzin, do których dążymy. Powrót na nasze pola. Z bezkresnych mórz” - czyż to nie wspaniałe zaproszenie do morskiej podróży? To zarazem pierwszy z przywołujących, niczym syreni śpiew, utworów – „Back From The Endless Seas”. Akustyczny, gitarowy początek. Delikatny, niespieszny wokal. Wokalny duet i płynąca gdzieś w tle delikatna orkiestracja. To pełna nadziei i jakiegoś niesamowitego spokoju pieśń o powrotach do miejsc znanych, kochanych, uwielbianych. To zachęta do wyglądania przez burtę, by dostrzec cuda świata łącznie z tym najważniejszym – cudem miłości. A te cztery minuty trwania tej piosenki to dopiero początek.
Lekki dźwięk fortepianu rozpoczyna utwór nr 2 – „The Outing”. To też utwór o podróży… O podróży na zewnątrz siebie, poza siebie, poza przyjęte ramy i ograniczenia – „(…) Na trzydziestu metrach kwadratowych. Piwo w dłoni. Ekran telewizora. Twój jedyny przyjaciel. Świat na zewnątrz cię przeraża. Zawsze jest taki sam. Nikt cię nie zna. Sąsiedztwo cię ignoruje. Czas stawić czoła swoim lękom. I zostawić swoją agonię. Czas pokazać światu. Swoją osobowość”. To apel do porzucenia jednostajności, który wraz z pojawiającą się gitarą nabiera mocy i tempa, balansując na granicy zdecydowanie rockowego wezwania do zmiany i delikatnego wokalu, który nie pogania, nie zmusza, nie nakazuje, a jedynie przedstawia „nowe” możliwości. I do tego wspaniała partia skrzypiec, która sprawia, że w końcowym efekcie otrzymujemy mocniejszą rockową kompozycję, która od wspomnianego balansowania przechodzi w zdecydowany rockowy apel, wezwanie do zmiany życia. Bo przecież nie może być tak, że „(…) przez okno obserwujesz spacerującą parę. Mówisz sobie: to nie dla ciebie. Nie pamiętasz co miłość dla ciebie znaczy. W twoich snach ktoś na ciebie czeka. Czas stawić czoła swoim lękom. I zostawić swoją agonię. Zamknij oczy i spójrz w rzeczywistość. Czas wyjść na zewnątrz. I znów odetchnąć”.
Kolejna kompozycja – „Little Girl” - wraca do lirycznej opowieści. Do akustycznych dźwięków gitary i delikatnej linii wokalnej przeplatanej delikatną orkiestracją. Nie, nie przerywamy naszej podróży. Tym razem jest to wyprawa w głąb samego siebie, gdzieś do ukrytego wnętrza, do miejsca, gdzie rodzą się przemyślenia o codzienności, o życiu… o tym wszystkim, co nas definiuje i określa. „(…) „Och, mała dziewczynko. Leżąc na łące. Słońce świeci. Oślepia cię. Posłuchaj wiatru. I ptaków, które cię wołają. Zamykasz oczy. I śnisz. Ten świat nie jest dla ciebie. To królestwo hipokryzji i strachu. Duży dom, zielony ogród. Słodkie dziecko. Cudowne życie… Dzień, który sobie wyobrażasz”.
„Foreign Ground” – czas na podróż w krainy orientu, podróż muzycznie wzbogaconą dźwiękami Dalekiego Wschodu. Mocniejsza linia basu i perkusji, zdecydowanie egzotyczne solo gitary i kolejna opowieść o nowym miejscu – „(…) „O, czarujący kraju. Samolot mnie tu przywiózł. Kraina historii. Pełna tajemnic. Teraz mieszka we mnie. Emocje, które we mnie narastają. Słyszysz wołanie muezina. Czy słyszysz modlących się muzułmanów? Inna kultura do poznania. Odchodzisz. Wędrujesz po obcej ziemi. Słyszysz ten niezwykły dźwięk? Początek nowej historii?i” i starych problemach – „(…) Wędrując po obcej ziemi. Słyszysz ten niezwykły dźwięk? Sama w hotelu. Leżąc w łóżku. Drzemię i myślę. O tej podróży. Zmęczenie i odpoczynek. Ekscytująca wyprawa”. I nawet pojawiające się w piątej minucie partie skrzypiec brzmią egzotycznie i kusząco poprzedzając mocne solo gitary, które zmusza do transowego zanurzenia się w smak, barwy i uczucia ekscytacji z „wizyty” w kolejnym tajemniczym miejscu, którego poszukujemy.
Tytułowa kompozycja „The Secret Destination You Are Looking For” to dziewięciominutowy utwór instrumentalny, który łączy w sobie ambientowe rytmy z marzycielską aranżacją pełną melodeklamacji, płynących w tle głosów, delikatnych syntezatorów. tworząc niesamowity dźwiękowy krajobraz. Wspaniała, magiczna kompozycja, która niczym wartka rzeka obmywa z tego, co było wczoraj i pozwala wyjść gdzieś na drugi brzeg, by dostrzec to, co może być jutro, a nawet dzisiaj, za chwilę, za moment.
A gdyby tak zaserwować w ramach naszej podróży seans filmowy? Może jakiś film o miejscach, o których marzymy, które chcielibyśmy odwiedzić, może o jakiś zakątkach, które istnieją tylko w naszych snach? Szósty utwór z płyty nadaje się jako podłoże do takiej „filmowej” podróży. Przecież już tytuł zobowiązuje – „Flying Dream”. Proszę ruszyć w tę filmową podróż, proszę nie zwlekać.
„(…) „Śpij, odpoczywaj dobrze. W swojej skorupie. Słodka mała dziewczynko. Z życiem przed sobą. Patrząc na ciebie. Blisko ciebie. Delikatne stworzenie. Kwitnący kwiat. Świat na zewnątrz, wiesz, jest taki dziki. Pewnego dnia dorośniesz. I odkryjesz to, co powinnaś wiedzieć” – tak zaczyna się najbardziej rockowy, niemal progmetalowy utwór na tym krążku. Nie jest to jednak typowa dla tego gatunku kompozycja. Raczej (w porównaniu do poprzednich piosenek) można by go tak nazwać z powodu rockowego, mocniejszego brzmienia. „Princess Of The Light” to „podróż” w przyszłość, w to, co się będzie działo z „małą księżniczką światła”, to opowieść o podróży zwanej dorastaniem, dojrzewaniem. A określenie „metalowy” jest tu jedynie zaznaczeniem jego mocniejszej aranżacji.
Krótka jest „podróż” spadającego z drzewa jesienią liścia. Tak samo krótki jest instrumentalny utwór „Like A Falling Leaf”. Ta podróż zależy od wiatru, deszczu, wirów powietrza od wszystko tego, na co nie mamy wpływu, co wymyka się naszej kontroli, co jest poza nami. Taki jest też ten utwór… Niby lekki, niby pachnący muzyką klasyczną, ale w swej istocie smutny i melancholijny.
„My Burden” – od samego początku zmusza do koncentracji i jednocześnie przypomina wokalne dokonania zespołu The Cranberries. Mocniejsza gitara wydająca alternatywno-rockowe dźwięki w nieco grunge’owym stylu tworzy wraz z o wiele mocniejszym w stosunku do poprzednich kompozycji wokalem rasową rockową kompozycję, która ponownie zanurza słuchacza w osamotnionej podróży jaka ma miejsce po rozstaniu – „(…) „Patrzę w niebo. Moje oczy wpatrują się w przestrzeń. Mój umysł. We mgle. Zdezorientowana. Myślę o tych mężczyznach. Złamanej obietnicy. Koniec romansu. Ale mam nadzieję. Na tym wzgórzu czekam na ciebie. Nie mogę przestać. Myślę o tobie. Ogień płonie. Ten sen się nie kończy. Ten ciężar ciąży. Moje serce. W moim sercu”. Pozornie jest to utwór nie pasujący do poprzednich, lecz jak inaczej opisać uczucie opuszczenia, być może zdradzenia, jeśli nie poprzez pomieszanie alternatywno-rockowych aranżacji z ambientowymi pasażami wzbogaconymi skrzypcami, które jakby osładzają ten niekomfortowy obraz wyalienowania i samotności? To dziesięć minut dźwiękowej opowieści o smutku, opuszczeniu, to dziesięć minut pokazujących pomieszane uczucia, nerwy i rezygnację.
Płytę kończy utwór „Lady”. To też podróż. To podróż matki oczekującej dziecka. To podróż radości i niepokoju. To podróż rodzącej się miłości i strachu przed nią. To wreszcie podróż w najgłębszą głębię siebie – „(…) mądra dama. Pełna błogości. Uśmiechnięta. Patrzy na swój brzuch. Dotyka swojego brzucha. Nasiono. Zostało zasiane. Kiełkuje. Piękny sen osiągnięty. Spełniony sen. Dziecko śpi. I je. Każdego dnia się rusza. Rośnie”. Nowe życie, nowa możliwość, nowe nadzieje, wszystko nowe… Wszystko to w otoczeniu cudnych dźwięków skrzypiec. Wspaniałe zakończenie tej płytowej podróży. Wspaniałe zwieńczenie tego wydawnictwa.
Proszę zapamiętać tę nazwę: Edenya. Zespół pochodzi z Francji. Zespół, który swoją najnowszą płytą uczynił z nocy dzień, ze smutku radość, ze strachu odwagę, z niepewności radosne spojrzenie w dal i przyszłość. To w tej chwili jedna z moich ulubionych płyt tego roku. Taka płyta na dzień pochmurny i słoneczny, na chwile radości i smutku, na każdą sekundę płynącego życia. Na każdy moment, w którym zamarzę o podróży do tajemniczego miejsca, którego poszukuję.
