Pamiętacie trio Aerostation? Pisaliśmy o nim na naszych małoleksykonowych łamach przy okazji jego płytowego debiutu w 2019 roku. W podsumowaniu napisałem, że po tak obiecującym początku ciekaw będę dalszych losów tego projektu. No i minęło sześć lat, w trakcie których każdy członek zajął się swoimi sprawami (m.in. Alex Carpani wydał trzy solowe płyty: „L’Orizonte Degli Eventi” (2021), „Microcosm” (2022) oraz świetny, choć niezasłużenie niedoceniony album „The Good Man” (2024)), i oto do naszych rąk trafia krążek nr 2 tego włoskiego tria – „Rethink”.
O takich trzyosobowych projektach zwykło się mówić używając terminów zaczerpniętych z przeszłości: „zostało nas tylko trzech”, „takich dwóch jak nas trzech”, „do potęgi trzeciej”, „ostatnie takie trio”... Myślę, że wszyscy, którym powyższe skróty myślowe dobrze się kojarzą, odnajdą liczne elementy charakterystycznej stylistyki wykonawców, do których przed laty stwierdzenia te odnosiły się wprost.
Przedstawmy naszych muzycznych bohaterów:
Gigi Cavalli Cocchi jest perkusistą, założycielem i liderem włoskiego zespołu Mangala Vallis, Współpracował z wieloma wykonawcami progresywnymi, w tym m.in. z Moongarden i The Alex Carpani Band, występując na włoskich i międzynarodowych festiwalach i w klubach rockowych, a także ze znanymi artystami, takimi jak Judge Smith i David Jackson z Van der Graaf Generator, John Ellis (Peter Gabriel, The Stranglers), Bernardo
Lanzetti (Acqua Fragile, PFM). Jest również współzałożycielem projektu CCLR (z Bernardo Lanzettim i Cristiano Roversim), którego album został wydany przez prestiżową brytyjską wytwórnię Esoteric Recordings. Przez kilka lat był perkusistą jednego z najbardziej popularnych włoskich rockersów, Ligabue, z którym wielokrotnie występował przed ponad stutysięczną publicznością.
Alex Carpani to kompozytor, wokalista, klawiszowiec i producent. Wydał siedem albumów jako m.in. artysta solowy, występujący ze swoim zespołem The Alex Carpani Band w ponad dwudziestu krajach na trzech kontynentach. W swoim muzycznym CV ma współpracę z takimi legendami rocka: David Cross (King Crimson), David Jackson (Van Der Graaf Generator), Jon Davison (Yes), Theo Travis (Soft Machine, Porcupine Tree, Steven Wilson), Aldo Tagliapietra (Le Orme) i Bernardo Lanzetti (PFM). Oprócz tego, że jest muzykiem, jest także muzykologiem, menadżerem kultury i dyrektorem artystycznym popularnych włoskich festiwali. Jest także utalentowanym wokalistą i to właśnie on w Aerostation zajmuje miejsce za mikrofonem i odpowiada za harmonie wokalne.
Najmniej chyba znana postać w tym trzyosobowym gronie to basista Jacopo Rossi. Jest on aktywnym muzykiem włoskiej sceny metalowej i można go znaleźć w takich grupach, jak Dark Lunacy, Nerve i Antropophagus.
Razem tworzą formację Aerostation eksplorującą nowe granice rocka poprzez mieszanie gatunków i stylów: rocka alternatywnego, crossover prog, hard rocka, muzyki elektronicznej, dobrego popu i ambientu. To power trio bez gitarzysty. Płynne klawisze i melodyjne brzmienia łączą się ze sobą w oryginalny sposób, a Alex Carpani często gra na swoim keytarze. Rozpoznawalny styl gry Gigi Cavalli Cocchiego na perkusji (posłuchajcie jego porywających przejść w utworze „Run As The Sun Goes Down”) nadaje muzyce Aerostation odpowiednią moc i energię, a Jacopo Rossi czaruje swoją grą na basie. Tworzą razem doskonale funkcjonujące combo porażające swoją precyzją oraz zwartością muzycznej wypowiedzi. Dość powiedzieć, że tylko dwa utwory tworzące program tej płyty trwają dłużej niż pięć minut, a słuchając każdego z nich odnosi się wrażenie, że dzieje się w nich tak dużo. Dużo dobrego.
„Rethink” to 11 utworów, równych, przemyślanych (nomen omen), dynamicznych, układających się w jedną, bardzo spójną brzmieniową całość. Po jakich stylistycznych obszarach porusza się Aerostation? Do głowy przychodzi mi jedno stwierdzenie: to nowocześnie brzmiący, lecz czerpiący z klasycznych źródeł prog rock. Dobry, zrozumiały, nieprzekombinowany, ubrany w zgrabne i przystępne utwory.
Od pierwszych dźwięków instrumentalnego intro „The Dive” aż po finałowy „Messiah” wraz z tym wszystkim co znajdujemy pomiędzy nimi, Aerostation zabiera nas w fascynującą muzyczną podróż. Zespół oferuje nam niezwykle wszechstronne doświadczenie brzmieniowe, które obejmuje wszystkie wymienione wcześniej cechy, szaleństwo syntezatorów i efektowne partie solowe, dowodząc że jest to dobrze przemyślany koncept, który potrafi wstrzyknąć modernizm w klasyczne progresywne światy. Jak wspomniałem, cały album jest bardzo równy i nie sposób stwierdzić, że dany utwór jest lepszy czy ciekawszy od pozostałych. Moją uwagę zwróciły na siebie „A Distant Cry” - melodyjny numer o tanecznym rytmie oraz „Life Is Calling” - szybki utwór z chwytliwym rytmem, który dosłownie porywa słuchacza w fascynujący napowietrzny lot. Skoro już o tym mowa, to zwracam uwagę na nagranie zatytułowane „Fly Over Me”. Tylko osoba, której ufamy, przed którą otworzyliśmy serce, może unosić się z nami, niczym ptak, który czuwa i wskazuje nam drogę. Przemawia też do mnie nagranie „Life Is Too Short”. Życie czasami wydaje się za krótkie, jak dzień, który właśnie dobiega końca, podczas gdy chcielibyśmy, by trwał dalej, bo mamy tak wiele do zrobienia, do przeżycia, do powiedzenia. „Meet Me At The End Of The World” to mój kolejny faworyt, ale absolutnym numerem 1 jest dla mnie zakończenie płyty - pełne spokoju i sonicznego dostojeństwa nagranie „Messiah”. Mówi ono o spotkaniu z tajemniczą i zbawczą istotą, nie wiem czy z to z Bogiem czy raczej z kimś, kto żyje tuż obok głównego bohatera, która z dala od utartych sposobów jest w stanie cudownie odmienić czyjeś życie. Wielce inspirujący to utwór. Zarówno muzycznie, jak i tekstowo. To naprawdę wyjątkowe zakończenie tego nieszablonowego albumu, z przepiękną okładką (autorstwa Gigi Cavalli Cocchiego), krystalicznie czystą produkcją i porażająco precyzyjnym brzmieniem. Dobra rzecz. Polecam!
