Norweska wokalistka i autorka tekstów Silje Marsh powraca ze swoim najbardziej kojącym emocjonalnie i najbardziej nastrojowym albumem pt. „Sun Will Prevail”. To już czwarty krążek w jej dorobku, wyprodukowany przez nią wraz z jej życiowym partnerem, znanym z naszych małoleksykonowych prezentacji, Rhysem Marshem (liczne płyty nagrane solo, lecz także z projektami Kaukasus, Mandala, Rhys Marsh & The Autumn Ghost, The Opium Cartel, When Mary czy innymi artystami, jak Tim Bowness). Materiał został nagrany w Autumnsongs Recording Studio i zmasterowany na taśmie analogowej, co nadało mu ciepłą, bogatą fakturę, która idealnie uzupełnia panujący na nim intymny i nastrojowy pejzaż dźwiękowy.
„Sun Will Prevail” jest jak osobista podróż pełna intymnych historii, poetyckich wierszy i rozmów przy świecach, jest tak miła jak kąpiel w ciepłej wodzie w pogodny, słoneczny dzień, a Ty, jako słuchacz, jesteś zaproszony do tego enigmatycznego świata, jesteś traktowany jak powiernik i zaufany przyjaciel. W otwierającym płytę utworze „Stolen Moments” zostajesz zaproszony do rozmowy, w trakcie której eksplorowane są intymność i nietrwałość pamięci. „Jupiter” odzwierciedla nadzieję i siłę ducha, podczas gdy pełen niedopowiedzeń utwór tytułowy pozostawia pewien znak zapytania: niepewność i pustkę, którą może wypełnić tylko prawda.
Co jeszcze zachwyca? Bardzo podoba mi się nostalgiczny utwór „The Longest Of Winters”, pełen przejmującego bólu „If You Don’t Need Me” czy najbardziej tajemniczy w tym zestawie „Eon”… Prostota posunięta jest tutaj do maksimum. Właściwie przez cały czas tej krótkiej, trwającej niewiele więcej niż pół godziny, płyty mamy do czynienia z przejmującym, ciepłym i krystalicznie czystym wokalem oraz subtelnym podkładem instrumentalnym. Less is more, jak mówią Anglicy...
Głos Silje jest ciepły, wyraźny, przenikliwy, ale i miękki, a zarazem krystalicznie czysty – z każdą nutą, z każdą wyśpiewaną frazą niesie w sobie szczerość muzycznej wypowiedzi. Niezależnie od tego czy Silje delikatnie szepcze o złamanym sercu czy euforycznie mówi o zachwycie ludźmi i otaczającym ją światem, jej wokal pozostaje niezaprzeczalną duszą tego albumu – nieskrępowaną, rozważną i unikalną. Wyjątkową.
Produkcja wszystkich ośmiu wypełniających tę płytę piosenek jest bardzo powściągliwa, łącząc w swym intymnym brzmieniu syntezatorowe podkłady z analogowym ciepłem gitar i subtelnymi fakturami perkusji. Produkcja nigdy nie przytłacza, lecz zamiast tego pielęgnuje i wzmacnia cichą emocjonalną moc muzyki, dając słuchaczowi przestrzeń na oddech, refleksję i zamyślenie.
To płyta na późny wieczór, do słuchania w ciemnym pokoju rozświetlonym jedynie blaskiem migoczących świec i z lampką czerwonego wina w ręku. Muzyka do przemyśleń, kontemplacji, otwierająca pole dla wyobraźni. Piękna w swojej prostocie i zachwycająca swoją bezpretensjonalnością.
