mlwz - edunitsky - baner - motyl

Ljungblut - Vietnam

Artur Chachlowski

Kim Ljung - kompozytor i basista grup Seigmen oraz Zeromancer po raz pierwszy objawił się pod swoim scenicznym pseudonimem Ljungblut mniej więcej 20 lat temu. Pod tym właśnie szyldem ten norweski artysta postanowił oddać się wyciszonym, skupionym i melancholijnym muzycznym nastrojom. Ma już w dorobku 6 regularnych płyt, o jednej z nich, „Via Carlotta 5959”, pisaliśmy na naszych łamach kilka lat temu, a teraz, 12 września br., wytwórnia Karisma Records wypuszcza na rynek jego kolejne dzieło. Ale nie na CD, nie na winylu, a na… kasecie.

Poprzednim wydawnictwem Ljungbluta była EP-ka „Sauda” także wydana na kasecie (oraz w streamingu) w 2023 roku. Najnowszy materiał, „Vietnam”, to jej stylistyczna kontynuacja, podążająca tymi samymi charakterystycznymi śladami co „Sauda”. Wydana w tych samych formatach, z lejtmotywem dotyczącym konkretnego miejsca na świecie…

Wietnam stał się ważnym miejscem dla Kima i jego towarzysza podróży Haralda Rosenløwa Eega jeszcze w latach 90. Młodzi backpackerzy odbyli wtedy liczne podróże po tym zakątku świata. Zarówno dla przyjemności, jak i w poszukiwania twórczej inspiracji: Kim dla tekstów i muzyki, Harald dla swoich powieści, które miały powstać w niedalekiej przyszłości. Połączyła ich ta sama intensywność. Ta sama gorliwość. To samo zauroczenie Wietnamem, jego przyrodą, historią, kulturą i mieszkającymi tam ludźmi…

Wielokrotnie powracali w te rejony, aby ponownie uchwycić znajomego ducha wspomnień sprzed lat. I powroty te zaowocowały muzyką, która zmaterializowała na najnowszej kasecie Ljungblut. Krajobraz dźwiękowy zbudowany jest wokół intymnego wokalu Kima, delikatnych gitar akustycznych, stłumionych dźwięków fortepianu, orientalnych dzwonków, łagodnych trąbek i szlachetnego brzmienia syntezatorów. A wszystko to zręcznie przetworzone jest w szczerą i ciepłą produkcję autorstwa inżyniera dźwięku i multiinstrumentalisty Terje Johannesena.

Orientalne dzwony, otwierające się na ambientowe brzmienia nawiązujące do Briana Eno, rozpoczynają album w postaci tematu „Etterklang”. Podobny efemeryczny klimat pojawia się jeszcze w „En form for blå”. Spokojny nastrój nadaje kolejnym utworom wyjątkowego blasku, lekko przymglonego melancholią i rozmazanymi brzmieniami, czego absolutnym apogeum jest urokliwe finałowe nagranie „Forord”. Króluje w nim minimalizm i lapidarność muzycznej wypowiedzi, ale efekt jest zgoła znakomity.

To nie jest długa płyta (czytaj: kaseta). Utworów jest na „Vietnam” siedem. Siedem zgrabnych, przyjemnych piosenek, w które wkomponowano nagrane w trakcie podróży śpiewy świerszczy, odgłosy ruchu ulicznego i prowadzone w orientalnym języku dialogi – wszystko to idealnie komponuje się z muzyką i stonowanymi liniami melodycznymi.

W czterech nagraniach słyszymy intymny wokal artystki Sval, doskonale harmonizujący z bogatym, głębokim głosem Kima. Obecność Sval nie jest przypadkowa. Jest córką Haralda, jest również miłośniczką orientalnych podróży, również czerpie z nich inspiracje, jak na przykład spotkanie z kobietą – właścicielką hoteliku, o którym mowa w utworze „Lyktene ved Miss Loi”.

W „Ut til munkene” znajdujemy opis podróży do zapomnianego przez świat miejsca - przypominającego jaskinię klasztoru buddyjskich mnichów położonego sześć godzin jazdy od Ho Chi Minh. Historia tej wyprawy nie byłaby niczym wyjątkowym, gdyby nie zaskakująca akcja lokalnej policji, która… wzięła Kima i jego przyjaciela Haralda za szpiegów i po kilku dniach ich deportowano. Tak dobiegła końca jedna z ich wietnamskich przygód. Ale Kim i Harald powracali tam jeszcze wielokrotnie.

Kim skończył niedawno 50 lat, a jego towarzysz podróży dał mu prezent, o jakim nigdy nie śmiał marzyć: dar powrotu. Wspólnego. Dzięki materiałowi wypełniającemu „Vietnam” przeżyli fascynujące historie po raz kolejny. Wszystko rozkwitło na nowo. Odbyli wspólnie urzekającą muzyczną „podróż” do Wietnamu.

Podsumowując, na „Vietnam” mamy do czynienia z muzyką kameralną, wyciszoną, dźwiękowo wyważoną, a przy tym fascynującą oraz pobudzającą marzenia i wyobraźnię do pracy na najwyższych obrotach. Klimatyczną. Natchnioną. Spokojną i marzycielską. Muzykę, której miksu i masteringu dokonał Terje Johannesen, teksty to dzieło Kima i Haralda, a za produkcję i wykonanie odpowiedzialni są solidarnie Kim i Terje Johannesen.

Na koniec, w formie małego postscriptum, taka oto uwaga: towarzysz Kima w podróżach po Wietnamie, Harald Rosenløw Eeg, jest obecnie jednym z najbardziej uznanych scenarzystów w norweskim przemyśle filmowym, Kim Ljung wciąż aktywnie działa w przemyśle muzycznym, ostatnio swoją aktywność przejawia głównie z grupą Seigmen, która w zeszłym roku wydała wysoko oceniany album „Resonans”, a na ten rok zapowiada kolejny - „Dissonans”, będący drugą częścią z zapoczątkowanej w zeszłym roku płytowej trylogii. Kaseta „Vietnam” to dla obu panów taki trochę skok w bok od codzienności. A zarazem powrót do fascynujących młodzieńczych lat.

MLWZ album na 15-lecie Red Box na trzech koncertach w Polsce już w tym tygodnu Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026