Jadis - More Than Meets The Eye

Olga Walkiewicz

Aż łza się w oku kręci, gdy sięga się na półkę po ukochaną płytę, aby napisać jej recenzję. „More Than Meets The Eye” zespołu Jadis to bezsprzecznie niesamowita, progresywna perełka i jeden z ich najlepszych albumów. Pomimo, że ma już trzydzieści trzy lata (została wydana w 1992 roku) to nadal tętni niepokornym blaskiem i zadziwia świeżością. Muzyka napisana jest w cudownym, lekkim muzycznym dialekcie. Jest niczym sokół zawieszony w przestrzeni, krążący ponad ogrodami jutrzenki.

Można snuć miliony opowieści o muzyce, o nutach rozkołysanych niczym rosa na źdźble trawy, lecz język jest zbyt ubogi, aby wykrzesać z liter piękno równe dźwiękom. Bo są one niczym wszechświat - nieskończone i doskonałe.

Tak będzie i w tej historii, gdy recenzent nie jest w stanie zdefiniować słowem perfekcji harmonii, muzycznych wibracji, fraz pełnych finezji i magii.

Album „More Than Meets The Eye” powstał w znakomitym składzie, dla mnie najlepszym. Na czele zespołu stał jego założyciel, gitarzysta i wokalista Gary Chandler. Za zestawem perkusyjnym zasiadł Stephen Christey, na instrumentach klawiszowych i flecie zagrał Martin Orford (IQ), a na basie John Jowitt (IQ). Oryginalna wersja płyty z 1992 roku ukazała się nakładem wytwórni Giant Electric Pea, zawiera siedem utworów i trwa niecałe czterdzieści siedem minut. Album został nagrany w Parkland Studios w Denmead (Hamphire) pomiędzy grudniem 1991, a lutym 1992 roku. Pojawienie się w zespole Martina Orforda i Johna Jowitta, było efektem ich ciepłych relacji podczas wcześniejszej trasy koncertowej, gdzie Jadis supportował IQ po wydaniu płyty „Nomzamo”. Pomiędzy muzykami panowała doskonała chemia, rozumieli się zarówno w sferze artystycznej, jak i osobistej, osiągając dzięki temu perfekcyjną równowagę.

Album otwiera fantastyczny utwór „Sleepwalk” z porywającą gitarą, misterną układanką klawiszy i sekcją rytmiczną, która nadaje pędu rozpędzonej maszynie. Bardzo efektownie wypadają gitarowe koronkowe solówki obok spokojnego wokalu. Melodia króluje, zamyka koło finezyjnym tematem, splata się z błyszczącymi riffami płynącymi spod palców Chandlera. Muzycy posługują się elementem zaskoczenia, budują kontrasty i malują barwnym pędzlem emocji.

„Hiding in the Corner” przyspiesza, nabiera rockowej, ciepłej ogłady. Jest pogodnie, optymistycznie i ostro. W warstwie klawiszowej przewijają się elementy jazzu i funku. Gitara zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan, rozkwitając smakowitą solówką. Sekcja rytmiczna trzyma w ryzach wysypujące się soczyste tematy. Jowitt i Christey są jak strażnicy ustawiający w szeregu szykujących się do walki żołnierzy.

„G13” płynie w zwartym tempie nadawanym przez ostre bębny i niskie rejestry basu. Oczywiście gitara zajmuje stanowisko lidera wśród instrumentów. Trzeba przyznać, że Gary Chandler ma niepowtarzalny styl gry, który zawsze można rozpoznać, pełen ornamentów, fantazyjnych obiegników i zmysłowości. Potrafi wykrzesać potężny ogień i emanować nutą subtelności.

„Wonderful World” to jeden z najpiękniejszych utworów na płycie i niezmiernie symbolicznych dla Jadis. Martin Orford czaruje dźwiękiem fletu, unosi pajęczynę dźwięków misternie tkanych na krosnach pięciolinii, rozbudza magię ukrytą w kielichach kwiatów, szmerze traw i skrzydłach aniołów. To niebywale delikatna i nastrojowa kompozycja.

„The Beginning and the End” to fantastyczny pokaz wszechstronności Gary’ego Chandlera. Jego zróżnicowanej i barwnej stylistyki, od szybujących niczym jaskółki solówek, przez emocjonalne, ogniste riffy do fraz z zadziornym, stalowym pazurem.

„Holding Your Breath” jest najdłuższym fragmentem tego fascynującego albumu. Rozbudowanym instrumentalem, pełnym zmieniającej się aury, wspaniałych harmonii, kuszących motywów i wyeksponowanej gitary, która śpiewa, opalizuje, lśni i łka. Fantastyczny utwór na zakończenie albumu, koronujący wydawnictwo sekwencją doskonałych dźwięków.

W 2005 roku ukazała się wersja albumu wzbogacona o bonusowe tracki, stanowiące dodatkowe pięćdziesiąt minut muzyki. Są tu archiwalne nagrania z 1987 roku powstałe dzięki Steve’owi Rothery oraz wczesne wersje utworów takich, jak „This Changing Face”, „Baboon Enquiries” czy „The Beginning And The End”. Ta dwudyskowa wersja ukazała się nakładem Inside Out Music.

Trudno nie westchnąć po przesłuchaniu tego albumu, bo stanowi on esencję tego, co najbardziej kocham w muzyce Brytyjczyków. To wspaniała porcja rockowych rarytasów, progresywnych skarbów, do których zawsze miło powrócić. Dlatego, tak bardzo lubię to robić…

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce