Muzyka to Sztuka. To pozornie tylko wyświechtana teza i stara prawda znana nie od dziś. Ale czy zawsze obcując z jakąś muzyką odbieramy ją w taki właśnie sposób? Oczywiście, wszystko to rzecz gustów. Twórczość jednych wykonawców od razu trafia nas w czuły punkt w sercu, do muzycznych propozycji innych nie przekonamy się nigdy. De Gustibus…
W przypadku tego albumu już jego tytuł mówi praktycznie wszystko. I obiektywnie rzecz ujmując, panowie Rob Reed i Steve Balsamo, funkcjonujący od lat jako Chimpan A, wydając swoje nowe, trzecie muzyczne dzieło zatytułowane „M.I.A. Vol 1” (dwa poprzednie „Chimpan A” z 2006 oraz „The Empathy Machine” z 2020r. omawialiśmy na naszych łamach) zadeklarowali, że ich nowy album to odpowiedź na panującą powszechnie „tiktokifikację” muzyki. Intepretacyjną wskazówkę, a właściwie całą prawdę o tym wydawnictwie, zawiera jego pełny tytuł: „Music Is Art” („Muzyka to sztuka”).
To brzmieniowo bardzo elektronicznie zorientowany album, ale słucha się go jednym tchem. Biorąc pod uwagę, że Chimpan A to duet artystów, którzy balansują na granicy świata progresywnego, melodyjnego pop rocka i gęstej elektroniki (multiinstrumentalista Rob Reed znany jest ze swoich wciąż aktywnych grup Magenta, Cyan oraz z inspirowanego twórczością Mike’a Oldfielda cyklu solowych wydawnictw w serii „Sanctuary”; a wokalista Steve Balsamo współpracował m.in. z nieżyjącymi już Erikiem Woolfsonem z The Alan Parsons Project i z Jonem Lordem z Deep Purple), nikogo nie powinno dziwić, że ten duet utalentowanych artystów w sposób absolutnie perfekcyjny stworzył płytę ambitną z jednej i niekonwencjonalną – z drugiej strony. Bo trzeba wiedzieć, że „Music Is Art Vol. 1” to dzieło wypełnione dźwiękami, które stosunkowo niewiele mają wspólnego z twórczością większości artystów omawianych na naszych łamach, a jednocześnie fakt ten nadaje mu nobliwego charakteru. Muzyka jest sztuką. Szczególnie dobra muzyka. I szczególnie, gdy wezmą się za nią takie tuzy, jak Reed i Balsamo.
Udało im się zgromadzić wokół siebie niesamowicie utalentowanych współpracowników. Poszczególne piosenki utrzymane są w gęstej, soulowej atmosferze. To w dużej mierze zasługa wokalistek Christiny Booth (wieloletniej współpracowniczki Reeda z Magenty) i Kirstie Roberts, których poruszające, inspirowane gospelem partie wokalne w takich utworach, jak na przykład „Karl’s Song” przywodzą na myśl wczesną twórczość Massive Attack. A przecież słyszymy jeszcze na tym albumie śpiewające głosy Sam Brown, Angharad Brinn i Rosatie Deighton. Powiedzieć, że wachlarz wrażeń i emocji jest szeroki, to jakby nic nie powiedzieć. Jak jeszcze dodam do tego, że na basie zagrali Guy Pratt i Neil Fairclough, na gitarach Francis Dunnery, a na perkusji Ged Lynch, to będziecie mieli już pełnię (prawie, bo to nie wszyscy biorący udział w nagraniach goście) skali tego przedsięwzięcia.
Tym, co wyróżnia brzmienie Chimpan A na tle innych wykonawców i nadaje mu nowego wymiaru jest intrygujące wykorzystanie fragmentów narracyjnych w wykonaniu Tony Dallasa oraz dramatopisarza Richarda Mylana. Utwory „Wolves”, „Anybody Out There?” i „I Will Always Wait For You” wynoszą poziom napięcia emocjonalnego do tego stopnia, że ten ostatni utwór można było spokojnie wydłużyć dla potrzeb tego albumu aż do ponad 10 minut, nie popadając przy tym w żadną przesadę i nie narażając słuchaczy na nudę.
Jeżeli już mowa o dłuższych formach muzycznych, to trzy ostatnie nagrania („The Keeper”, „Invisible People” i „Dreaming Will Kill Us Dead”) układają się w suitę „Sorter”, która trwa łącznie blisko pół godziny. I jest ona, a szczególnie jej ostatnia część, prawdziwym gwoździem programu tego albumu. Reed i Balsamo skomponowali kiedyś ścieżkę dźwiękową do sztuki teatralnej autorstwa Richarda Mylana pt. „Sorter” i niniejsza wielowątkowa suita ze swoimi orkiestracjami, narracjami, bogatą elektroniką (znowu!), odgłosami szczekającego psa i ładnymi liniami melodycznymi jest tego odzwierciedleniem. Ale i krótsze utwory wypełniające program albumu, a szczególnie wspomniany już „Karl’s Song” oraz „Skeletons” czy „Anybody Out There?” mogą także urastać do miana faworytów.
Panowie Reed i Balsamo osiągnęli wspaniały efekt synergii, kierując swoje pomysły w dość nieoczywistym, mocno napakowanym elektroniką kierunku, zyskując dzięki temu zamierzony efekt wyjątkowości i brzmieniowej unikatowości. Nawet wtedy, gdy postanowili sięgnąć także po covery i przetransponować je po swojemu dla wymogów współczesności. Tak, bo ich podejście do każdego muzycznego tematu z innej perspektywy sprawdziło się bezbłędnie w skowerowanych (i wydanych przed premierą albumu na cyfrowych singlach) utworach, które znajdują się na dodatkowym, dołączonym do niniejszego albumu, krążku.
Zaskakująca zmiana kluczowego akordu w pamiętnym utworze „The Air That I Breathe” zespołu The Hollies nadaje mu bardziej niepokojącego charakteru. To śmiały ruch, ale mimo tego, a właściwie dzięki temu, intrygujący. Reinterpretacja utworu „Smackwater Jack” z dorobku Carole King w wolniejszym, jakby ‘przymglonym’ wydaniu to kolejne nietypowe podejście, które dla wielu może okazać się strzałem w dziesiątkę. Tak jak i słynny przebój Hot Chocolate „Every 1’s A Winner”, który nabrał teraz jeszcze mocniejszego dyskotekowego sznytu. Zaskakujące może wydawać się sięgnięcie po piosenkę country z repertuaru Glena Campbella „Wichita Lineman”. Wersja made by Chimpan A to prawdziwa perełka, która nabrała teraz elektronicznego charakteru. Nie mówiąc już o Gabrielowskiej balladzie „Here Comes The Flood”, która dzięki wokalnej interpretacji Steve’a Balsamo i Kirstie Roberts nabrała gospelowego i (znowu!) elektronicznego charakteru.
Płyta bonusowa zawiera również kilka remiksów, z których najciekawszym jest przeróbka własnego utworu Chimpan A pt. „The Secret Wish” z pierwszej płyty „Chimpan A” z 2006 roku, z wplecionym weń fragmentem „Tubular Bells” – najbardziej inspirującego dla Roberta Reeda muzycznego dzieła skomponowanego przez Mike’a Oldfielda. To kolejny przykład pokazujący siłę i głębię kreatywności panów Reeda i Balsamo. Tak podana muzyka jest prawdziwą sztuką.
Posłuchaj tej płyty, drogi Słuchaczu, odrzuć wszelkie uprzedzenia, otwórz się na falę miłych sonicznych niespodzianek, a nie będziesz miał żadnych wątpliwości co do słuszności postawionej na wstępie tezy.
