Dawno, dawno temu nad brzegami pradawnej rzeki, nad którą dali początek swojemu potężnemu rodowi Wars i Sawa – powstała miasto, które rozrosło się, niczym zgłodniały stwór wchłonęło w siebie przyległe ziemie, wspinając się po stopniach historii – stało się stolicą Polski. Jego potęgi nie zniszczyła wojna, powodzie czy burze. Jest, stoi dumne nad Wisłą i rodzi talenty. Tu przyszedł na świat jeden z najwybitniejszych polskich poetów pokolenia „Kolumbów” - Krzysztof Kamil Baczyński, wszechstronny artysta, malarz i filozof – Stanisław Ignacy Witkiewicz, tu ujrzał pierwszy promień słońca najwspanialszy z pianistów i kompozytorów - Fryderyk Chopin i laureatka nagród Nobla w dziedzinie fizyki i chemii – Maria Skłodowska - Curie. Tu powstał zespół Perfect, Lady Pank i Kult. To miejsce, gdzie rozpoczął swoją wędrówkę po ścieżce kariery zespół Pinn Dropp.
Nie jest to bajka o Kopciuszku, który pomimo swojego talentu muzycznego, był dyskryminowany przez bogate siostry nie grzeszące inteligencją. To raczej opowieść o szalonych muszkieterach, których srebrzyste, giętkie szpady ukute były z twardej stali i diamentowych dźwięków. Był rok 2015. Pinn Dropp był urzeczywistnieniem muzycznych wizji młodego artysty, kompozytora i gitarzysty Piotra Syma. Po nawiązaniu współpracy z perkusistą i kompozytorem Dariuszem Piwowarczykiem powstał realny kształt muzyki zespołu. Dołączył do nich multiinstrumentalista i wokalista Mateusz Jagiełło. W grudniu 2017r. ujrzała światło dzienne ich debiutancka EP-ka „Re: Verse , Re: Treat, Re: Unite”. W lutym 2018r. do grupy dołączył basista Paweł Woliński. Współpraca muzyków zaowocowała pełnometrażowym albumem ”Perfectly Flawed” (2018). Powstała w 2019 roku kolejna EP-ka „Dreamscape Of Silence” to współpraca na linii Sym - Jagiełło i Bartek Kosiński (instrumenty klawiszowe, chórki). Kolejny minialbum ("...Calling From Some Far Forgotten Land") ukazał się w 2021 roku i był efektem symbiozy talentu sześciu artystów: Mateusza Jagiełło (wokal), Piotra Syma (gitara), Pawła Wolińskiego (bas), Bartka Kosińskiego (klawisze), Mirka Skorupskiego (klawisze) i Jake’a Aubrey’a (perkusja). Na skrzypcach zagrała gościnnie Natalia Żebrowska. W 2024r. ukazały się dwa single, w których nagraniu uczestniczył perkusista Kuba Mikulski. Premiera drugiego pełnowymiarowego albumu studyjnego miała miejsce 31 sierpnia tego roku (na razie w wersji cyfrowej, w październiku premiera na CD). Skład grupy pozostał pięcioosobowy i tworzą go panowie Sym, Jagiełło, Woliński, Kosiński i Mikulski.
Na albumie zatytułowanym „For The Love Of Drama” znalazło się dziesięć kompozycji. Rozpoczyna się on instrumentalnym, krótkim intro „First Steps”, po którym następuje utwór „Unholy”. I tu wybucha prawdziwa bomba. Dynamit w czystej postaci, trotyl zaklęty w dźwiękowym jądrze. Szalony utwór, drapieżny, mocny w swoim metalowym fundamencie. Znakomity pod względem instrumentalnym, wokalnym i lirycznym. Mateusz potrafi niesamowicie modulować swoim głosem, który zarówno ma dużą skalę, jak i zdolność do zmiany barwy, cudownych wibracji i elastyczności. „Unholy” brzmi jak „Anno Mundi” Black Sabbath z albumu „Tyr”, a Mr. Jagiełło niczym Tony Martin. Gitara Piotra tnie przestrzeń, spod jego palców wypływają riffy soczyste i ostre, muzyczne brzytwy ćwiartujące przestrzeń, polaryzujące dźwiękowe terytorium i każdy zakres muzycznego wibrato. Warstwa liryczna jest wyznaniem, „spowiedzią dziecięcia wieku”, chwilą poszukiwania prawdy o sobie.
„Looking for water to cleanse my name. Looking for truth in what I can’t explain. Searching forgiveness found only pain. Bathing in lust I am sinking again… Anholy… Despite the priests’ decree, unholy at your plea… Unholy… The one who prays to Ra, the superstition’s law…”.
Prawdziwy bicz na czarownice. Ogień pochłaniający magmę ciemności. Ach, ta kompozycja kupiła moje serce i duszę. To esencja prawdziwego metalu.
„Point Of No Return” wprowadza odmienny nastrój. Nadal dominuje energia. Tym razem jednak zespół nawiązuje do herosów sceny rockowej, takich jak Queen. Fantazja miesza się z rzeczywistością, demaskuje marzenia, ujawnia sny ukryte głęboko w zakamarkach duszy. Motoryczny rytm mierzy się z zaskakującym tematem, który ewoluuje, zmienia swoje oblicze, emanuje tysiącem nastrojów i barw.
Znany z singla utwór „Recycled Feelings” kołysze balladowym nastrojem i miękką poezją. Eteryczny temat i piankowy akompaniament gitary i sekcji rytmicznej. Klawiszowe motywy wtapiają się bezszelestnie w rytm pozostałych instrumentów. Aura tego utworu podobna jest delikatnym kompozycjom grupy Sylvan. Wdzięk łączy się ze zmysłowym pięknem. Mistycyzm z bielą nenufarów…
„They Are Here” jest półminutowym antraktem pełnym odgłosów nocy, pohukiwania sów, wibracji cykad, gniewnych pomruków i trzasku drzewni płonących w ognisku.
W tę mistyczną atmosferę ułożoną z żywicznych zapachów i krwawej pełni księżyca wkracza z impetem „Logismoi”. To kompozycja, której motorem napędowym jest sekcja rytmiczna i gitarowe riffy płynące spod palców Piotra Syma. Ogień pochłania struny, a bębny nadają puls życiu, ścierają się z basem. Mateusz przekracza wszelkie granice, jego głos zmienia się jak neony w Las Vegas. Pochłania energię wszystkich atomów chaosu i gniew skupiony w sztormowej fali.
„Let the curtains slowly fall. Veil the sky and veil my soul. Veil my eyes before the cry, veil the blood before it dries. Brace me for the baptism of fire. Brace me for You…”.
Utwór „Illumination” jest pełen filozofii. Jest mentalnym pojedynkiem pomiędzy wolnością a potęgą doktryn, między rządzą a prawością. Pokazuje świat w kilku projekcjach, zrywa z twarzy maski obłudy i milczenia. Muzyczny chaos porządkuje gitara. Elewację tego utworu zdobi żarliwa praca sekcji rytmicznej. Głos Mateusza precyzyjnie określa żar i moc tego kawałka:
„Doctrine anew, Montesquieu’s laws align, guillotine’s rhythm, old order’s decline, augustine’s teachings, its dimming light. Freedom’s in lilies, souls taking fight. Imperfections known, not all was grand, throne’s troubles linger, in every land. Philosopher’s words, truths they’ve sown, freedom blooms where lillies have grown… Illuminate… Passant, ne pleure pas mon sort. Si je vivais, tu serais mort…”.
Tempo nieco zwalnia w nastrojowej kompozycji „For The Love Of Drama”. Ten kilkuczęściowy utwór dotyka wiary, duszy i prawdy, czającej się niczym złodziej pomiędzy słowami. Intryguje swoim nastrojem. Znakomita linia wokalna wsiąkająca miękko w instrumentalne podłoże, w realistyczny postument harmonii budujących nieprawdopodobnie cudowną aurę. Gitarowe impresje, fascynujące klawisze, improwizacje oscylujące pomiędzy jazzem i progresywną spuścizna mistrzów – to treść muzyczna tej kompozycji, lekkiej w formie i ognistej w treści.
„Hugag” kołysze impetem barw, odcieni, myśli i uczuć. Nastraja marzycielsko i unosi w przestrzeń. Jest początkiem i końcem. Pięknem ukrytym w marzeniu. Jest wszystkim, co nadaje życiu estetyczne rysy, zmysłowość i ukojenie.
„Last Staps” to niespełna trzyminutowe zwieńczenie albumu. Muzyka i jej zwierciadlane odbicie w głębinie duszy. Muzyka i skrzydła aniołów wpatrzonych w lazur nieboskłonu…
Śmiem twierdzić, że to najlepszy album Pinn Dropp. I jedna z najbardziej fascynujących produkcji tego roku. Pozostało jeszcze kilka chwil do końca Anno Domini 2025, ale czy ktoś ich w polskim rocku przebije swoją muzyką? Zobaczymy. Na razi to mój numer jeden w kategorii ‘polskie albumy rockowe 2025 roku’.
