Thought Chamber – Myst Of Myriad

Olga Walkiewicz

Gdy noc spotyka się z dniem w euforii różowego blasku poranka, gdy ciemność żegna apostrofy snów - bezszelestnie, w atmosferze myśli, których nie sposób odgadnąć... Wtedy nadchodzi czas refleksji, czas zadumy nad życiem i jego wartością, nad przemijaniem i chwilami prawdy. Życie i wyobraźnia spajają się w jedno, aby narodziła się sztuka. Muzyka i słowo jest doskonałym sposobem, aby wyrazić swoje myśli, uczucia, marzenia i tęsknoty… Dlatego powstała ta płyta, właśnie dlatego.

Zespół Thought Chamber powstał w San Francisco w Kalifornii w 2006 roku. Była to kolejna supergrupa, łącząca pasje znakomitych muzyków związanych z rockiem i metalem progresywnym. Formacja powstała z inicjatywy Michaela Harrisa. Ten pochodzący z Dayton gitarzysta i kompozytor, współpracował z wieloma znanymi muzykami, jak Ritchie Blackmore, Robin Trower, Jimmy Page, Steve Morse czy Uli Jon Roth. W latach 80. powołał do życie Arch Rival, a w 1995 heavymetalowy zespół Surgeon. Był też twórcą takich grup, jak Zanister i Darkology. Ma bogatą dyskografię solową. Stworzenie nowej formacji było dla niego jeszcze jednym wyzwaniem. Tym razem chciał zbudować stylistyczną „wieżę Babel”, twierdzę wzniesioną z różnobarwnych kamieni, z kryształów których dźwiękowe atomy mają różne konfiguracje. Jeszcze przed powstaniem zespołu nawiązał kontakt z wokalistą grupy Enchant, Tedem Leonardem, aby go zaangażować w nowy projekt. Pierwszy skład grupy, obok Harrisa i Leonarda, uzupełniali: Derek Blakley (bas), Rob Stankiewicz (perkusja) i Bobby Williamson (instrumenty klawiszowe). Ich debiutancki album „Angular Perceptions” ukazał się w 2007 roku. Kolejna płyta studyjna ujrzała światło dzienne dopiero w 2013. „Psykerion” został nagrany z nowymi muzykami. Przy Michaelu Harrisie (gitara) pozostał dawny kompan Ted Leonard (wokal) i dołączył do nich klawiszowiec Enchant - Bill Jenkins, a także basista Jeff Plant (Jimi Tunnell, Vast Conduit, Marcelo Berestovoy) i perkusista Mike Haid.

Na trzeci album w dyskografii Thought Chamber trzeba było czekać aż do sierpnia 2025 roku. Skład pozostał prawie taki sam jak na „Psykerion”, lecz tym razem zabrakło Teda Leonarda. Część wokali wziął na swoje barki Michael Harris. Dodatkowo na płycie zaśpiewało trzech znakomitych gości: Devon Graves (Psychotic Waltz), Travis Wills (Crimson Glory) i John Jaycee Cuijpers (Ayreon, Arjen Lucassen’s Supersonic Revolution, Praying Mantis). Miks i mastering zapewnił Davide Squaldini ze Studio LaMorte w Cagliari. Okładkę zaprojektował niesamowity John Holland.

Album zawiera dziesięć kompozycji. Otwiera go utwór tytułowy, który nawiązuje do tematyki albumu „Psykerion”. To długa, ponad dziewięciominutowa, epicka opowieść. Jest niczym opera rockowa pełna świateł reflektorów, progresywnej estetyki i barwnych rycin kreślonych dźwiękiem. Ekspresja buduje nastrój, soczyste solówki, smakowite klawiszowe ewolucje i poetyczny wokal. To prawdziwa burza pomysłów i stylistyczny przekładaniec lśniący mocą. Znakomita praca sekcji rytmicznej nadaje temu utworowi pikanterii i elegancji. Bill Jenkins improwizuje na klawiszach, Harris rozbija jądro atomu brzmieniem gitary. To zmysłowe szaleństwo, zaplanowany chaos, spętane kopyta szalonych rockowych mustangów.

„Identity Theft” upaja iberyjskim nastrojem. Główny temat balansuje na ostrej krawędzi budowanej przez sekcję rytmiczną. Po oszałamiającej części instrumentalnej, pojawia się duet wokalny dwóch mistrzów - Travisa Willsa i Devona Gravesa. Głosy tych panów potrafią nadawać muzyce niesamowitości, być niczym płonący lont dynamitu. Dużo tu ciekawych elementów, orientalnych fantazji, brawurowej jazdy klawiszy i zmysłowych solówek. Kompozycja kończy się ponowną sentencją gitary w stylu flamenco.

W „New Dawn Sun Ride” zaśpiewał ponownie Travis Wills. Pozostali wokaliści pojawiają się w chórkach. To bardzo energiczny kawałek, ze świetną gitarą i oryginalną orkiestracją - perfekcyjne połączenie rocka symfonicznego, metalu, jazzowych kawalkad z atmosferą muzyki filmowej i rozmachem musicalowych wibracji.

To co się dzieje w „Rainless” wbija głęboko w fotel i nie pozwala się poruszać. Tej muzyki trzeba słuchać, chłonąć, otulać wszystkimi zmysłami. Rozchyla ona wrota do tajemnej komnaty, wyścieła miękkim kilimem wnętrza, jest dotykiem, ciemnością i sennym marzeniem. Muzyczne impresje zmieniają się niczym układ szkiełek w kalejdoskopie. Michael Harris, poza grą na gitarze i klawiszach, udziela się tu wokalnie. To jeden z najdłuższych i najbardziej rozbudowanych utworów na płycie. Fascynujący swoją budową, zaskakujący rozwiązaniami brzmieniowymi, kuszący harmoniami oraz bogatą sferą pomysłów twórczych.

Na tym jednak nie koniec. Kolejnym fantastycznym utworem jest „Here Upon This Earth” z niesamowitą pracą perkusji i demonicznym wokalem, jaki nam serwuje sir John Jaycee Cuijpers, którego pamiętamy ze współpracy z Arjen Lucassen’s Supersonic Revolution, Ayreon, Tiffany Kills czy Praying Mantis.

„Shine Again” rozpoczynają mocne, metalowe riffy gitary. Perkusja łączy się we wspólną misję z ewolucjami wychodzącymi spod palców Harrisa. Mike Heid wraz z Jeffem Plantem przechodzą samych siebie w odmierzaniu ognistego rytmu, Bill Jenkins króluje na keyboardach. Wokal należy Michaela.

W „Digitized” możemy po raz drugi podziwiać wokalistę Psychotic Waltz i Deadsoul Tribe, Devona Gravesa. Jego głos potęguje mroczną rysę, jaką nakreślona jest ta kompozycja. To muzyczna wizja cyfrowego świata. Pakt, w którym nie można przewidzieć jutra.

W „A Quinkle in Time” ciemność idzie pod rękę z chaosem, zwariowanymi improwizacjami i psychodelicznym odlotem. Magiczna gitara Harrisa zatrzymuje pomiędzy strunami żar i emocje.

„Nyctophobia” to utwór w którym mikrofon ponownie dzierży Mr. Buddy Lackey, czyli Devon Graves. Jego śpiew kojarzy się tutaj z nieżyjącym już niestety Mikiem Bakerem z grupy Shadow Gallery i w ogóle klimat tej kompozycji ma w sobie coś wspólnego z pamiętnym epikiem „The Queen of the City of Ice”) Akustyczna gitara rodzi eteryczny niepowtarzalny nastrój. Wokaliście zaczyna towarzyszyć chórek i sekcja rytmiczna, by po chwili wszystko utonęło w niepokoju, nostalgii i marszowym rytmie. Przedziwny to utwór, pełen lęku i symboliki. Przedziwny, ale fascynujący.

„Leaving Lyriad” jest zakończeniem tej opowieści, dwuminutowym podsumowaniem całości, nawiązującym do tematu przewodniego, jaki pojawił się w tytułowym nagraniu „Myst Of Lyriad” z samego początku tej płyty.

A jest to płyta niezmiernie piękna i barwna, emanująca wszystkimi odcieniami emocji, pełna mądrości i wyobraźni. Trzeba ją słuchać i smakować jak dojrzałe czereśnie, jak wrześniowe noce i blask gwiazd na bezdrożach nieba.

MLWZ album na 15-lecie Mostly Autumn Weekend w Zabrzu Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce Wishbone Ash powraca do Polski