mlwz - edunitsky - banner - prog rock

Lightspeed - Delta

Kev Rowland

Niedawno surfowałem po Facebooku i przeczytałem post dotyczący nowego albumu zespołu Lightspeed. Komputer w mojej głowie zaczął pracować i szybko zadałem sobie pytanie: czy to ten sam Lightspeed, którego pamiętałem sprzed kilku dekad? Krótka odpowiedź brzmiała: „tak!”, bo oto wreszcie mamy ich czwarty album zatytułowany „Delta”, który ukazuje się ponad 20 lat po trzecim - „Waves”.

Ligtspeed to powstały w Kanadzie w 1974r. zespół, który intensywnie koncertował w latach 70., grając głównie covery z repertuaru Yes, Genesis i Pink Floyd, przeszedł na muzyczną emeryturę w latach 80. i zreformował się w latach 90., wydając trzy albumy. Niedawno, po kolejnej przerwie w działalności i przeprowadzce z Kanady do Salt Lake City, autor tekstów i lider zespołu, Rod Chappell (gitary 6- i 12-strunowe, gitara basowa 4-strunowa, gitara basowa 5-strunowa z progami i bezprogowa, wokal, instrumenty klawiszowe, instrumenty perkusyjne) zdołał namówić do współpracy swojego brata Gary'ego (instrumenty klawiszowe), wokalistę Johna Persichiniego i gitarzystę Gene'a Murraya, lecz kiedy nadszedł czas, aby wejść do studia i zacząć nagrywać nową muzykę… Gene nie pojawił się. Okazało się, że zatruł się salmonellą, trafił do szpitala i niedługo potem zmarł, co doprowadziło do rozwiązania zespołu. Rod nie widział sensu w kontynuacji działalności pod nazwą Lightspeed ponieważ Gene od samego początku był integralną postacią w zespole. Jednak kilka miesięcy później, za namową córki, postanowił jednak powrócić do skomponowanych wspólnie z Gene’em piosenek i w hołdzie dla zmarłego przyjaciela z zapałem przystąpił do realizacji wspólnych pomysłów. Muzykami, którzy wspomagali Roda w tych nagraniach byli: Wilmer Waarbroek i John Persichini (wokal), Tommy Denander (gitara), Howard Helm (klawisze) i Holland Malmrose (perkusja) wraz z gośćmi: Jamie Glaser i Janne Starke (gitary), Oliver Wakeman (syn Ricka) i Gary Chappell (klawisze), John Helliwell (z grupy Supertramp) i Theo Travis (obaj na saksofonach), Norda Mullen (flet), Ruth i Joyce O’Leary (skrzypce), Luis Conte (instrumenty perkusyjne), a także Shane Myers, który zaaranżował orkiestracje. Producentem płyty jest nie kto inny, a Rich Mouser, który przez lata intensywnie współpracował z takimi artystami jak np. Spock's Beard.

Jak widać, „Delta” to album nagrany przez muzyków, którzy są konglomeratem oryginalnych członków zespołu, debiutantów i muzyków sesyjnych, nagrany w okolicznościach, które musiały być bardzo emocjonalne, szczególnie dla tych, którzy znali Gene'a (ostatni utwór na płycie, „Wish You Well”, jest dedykowany jego pamięci). Co z tego wszystkiego wyszło? Jaki jest efekt tego przedsięwzięcia? „Genialny” – to moja najkrótsza odpowiedź. Często to mówiłem, ale warto powtórzyć, że nigdy nie czytam materiałów prasowych, żeby się nimi nie sugerować, dopóki nie nadejdzie czas na napisanie recenzji, ponieważ nie chcę, aby to, co znajduje się w pakiecie informacyjnym, miało wpływ na mój odbiór muzyki. Dobrze, że w tym przypadku też tak zrobiłem, bo jestem po prostu zdumiony jak bardzo radosny i muzycznie bogaty jest ten album. Tommy Denander zawsze był jednym z moich ulubionych gitarzystów na scenie melodyjnego rocka/AOR, a tutaj wypadł wręcz znakomicie, tak dobrze współpracując z Rodem, że nikt by nie pomyślał, że nie mają ze sobą długich lat współpracy. Obaj wokaliści wymieniają się prowadzeniem i wsparciem, tworząc wspaniałe harmonie, a rezultatem jest album, na który duży wpływ ma klasyczny Styx z lat 70., choć z nieco bardziej progresywnymi akcentami. Na pewno płyta „Delta” nie brzmi jakby nagrał ją na dawno uśpiony zespół, ale raczej jak zremiksowany i przywrócony do życia klasyk gatunku.

Muszę przyznać, że od lat nie słuchałem muzyki Lightspeed (jednym z dziwactw bycia recenzentem muzycznym jest to, że rzadko słucham muzyki dla przyjemności, bo zawsze słucham tego, co aktualnie ma być przez mnie zrecenzowane), ale po wysłuchaniu płyty „Delta” czuję, że muszę wrócić do starszych nagrań zespołu i posłuchać ich ponownie. Przed laty, omawiając album Waves” zakończyłem recenzję tymi słowami: „Oby tylko zaczęli być bardziej produktywni!”, ponieważ czułem, że płyta ta dawała przy słuchaniu „radość od początku do końca”. Teraz mogę po prostu powtórzyć te same słowa, ponieważ „Delta” to znakomity album, który spodobał mi się już od pierwszego przesłuchania, a potem to odczucie tylko się nasiliło.

Jeśli jesteś fanem melodyjnego progresywnego rocka z subtelnymi wtrąceniami AOR z dawnych lat, z doskonałymi utworami, świetnymi wokalami i bogatymi aranżacjami, to masz przed sobą dokładnie to, co lubisz.

Tłumaczenie: Artur Chachlowski

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce