Pompeje – miasto, które poległo w walce z siłami natury i znajdujący się tam amfiteatr oraz stolica dawnego Imperium – Rzym, w którym wśród wielu zabytków możemy trafić także do Circo Massimo (ang. Circus Maximus). Co łączy te dwa miejsca, oprócz tego, że istnieją ponad dwa tysiące lat i są atrakcjami turystycznymi ściągającymi wielu zwiedzających? Ano to, że w obu tych miejscach wystąpił David Gilmour, a co więcej, zarejestrował tam swoje wydawnictwa koncertowe. Po „Live At Pompeii” z 2017 roku (nagranego rok wcześniej, 45 lat po słynnym występie w tym samym miejscu wraz kolegami z Pink Floyd), teraz przyszedł czas na „Live At The Circus Maximus”, który dokumentuje występy w stolicy Włoch z 1, 2 i 3 października 2024 roku. Ukazało się ono na dwóch płytach Blu-ray lub trzech DVD, ale dostępna jest także wersja audio, zatytułowana „The Luck And Strange Concerts”, która zarejestrowana została podczas występów na trasie promującej ostatnią płytę gitarzysty i wokalisty, obejmującej koncerty w Rzymie, Londynie, Los Angeles i Nowym Jorku plus dodatkowo nagrania z prób ją poprzedzających, które odbyły się w Brighton.
Na scenie artyście towarzyszyli Adam Betts (perkusja), Rob Gentry (instrumenty klawiszowe, śpiew), Greg Phillinganes (instrumenty klawiszowe, śpiew), Guy Pratt (bas, kontrabas, śpiew), Ben Worsley (gitary, śpiew) oraz wokalistki Louise Marshall (grająca także na fortepianie i perkusjonaliach), Charley Webb (także gitara, ukulele i perkusjonalia), Hattie Webb (dodatkowo harfa i perkusjonalia) oraz Romany Gilmour (również harfa i perkusjonalia). Z muzyków, którzy brali udział w trasie promującej album „Rattle That Lock” zostali zatem tylko Phillinganes i Pratt. Ten drugi towarzyszy gitarzyście nieprzerwanie od niemal 40 lat.
Tradycją jest już, że występy Gilmoura rozpoczynają krótkie nagrania instrumentalne, którymi wita się on z publicznością czarując swoją grą na gitarze. Tym razem na początek serwuje nam aż dwie takie kompozycje, rozpoczynające studyjne płyty „Rattle That Lock” („5 A.M.”) i „Luck And Strange” („Black Cat”). Ten drugi temat płynnie przechodzi w tytułowe nagranie z najnowszego dzieła ostatniego lidera Pink Floyd. Tak przy okazji, motyw czarnego kota pojawia się w wielu miejscach na wydawnictwie - jako znacznik w menu wersji wizualnej, animacja w filmie, naklejka na gitarze Gilmoura, czy wreszcie w postaci naklejek dołączonych do płyt.
Ostatnie dzieło gitarzysty zostało zaprezentowane w całości (tylko w wersji audio, podczas rzymskich koncertów zabrakło kompozycji „A Single Spark”, ale wśród bonusów możemy znaleźć jej rejestrację z innego występu). Wersja studyjna jest naprawdę udana, ale dopiero podczas występów przed żywo reagującą publicznością można tak naprawdę w pełni docenić walory tego materiału. Na pewno w pamięci zostaje moment, gdy mniej więcej w jednej czwartej występu, po przedstawieniu wszystkich muzyków, na scenę wkracza Romany Gilmour. Najpierw grając na harfie towarzyszy swojemu tacie podczas wykonywania miniaturki „Vita Brevis” a następnie błyszczy pełnym blaskiem śpiewając (i nadal grając na harfie) niezwykłej urody pieśń „Between Two Points” (przypomnę, z repertuaru The Montgolfier Brothers). Romany pozostaje na scenie już do końca koncertu głównie śpiewając w chórkach, choć czasem także bardziej skupiając na sobie uwagę, prowadząc z ojcem główną linię wokalną jak w „The Piper’s Call” czy wreszcie w drugim refrenie „Comfortably Numb”. Innym moim ulubionym fragmentem „Luck And Strange” jest finałowy utwór „Scattered”, który tu cudownie wybrzmiewa kończąc podstawowy set.
David Gilmour sięgnął także po kilka utworów z „Rattle That Lock”. Ze sceny, oprócz „5 A.M.”, wybrzmiały pieśni „In Any Tongues” (z gwizdaniem Romany we wstępie i śpiewem Bena Worsleya w zwrotkach) oraz nastrojowy „A Boat Lies Waiting” (z Louise Marshall za fortepianem i liderem grającym na lap steel). Tym razem nie znalazło się miejsce dla choćby jednego przedstawiciela płyty „On An Island”, bo do tego, że pierwsze dwa solowe albumy („David Gilmour” i „About Face”) są pomijane przy układaniu programu koncertów zdążyliśmy się już przyzwyczaić.
W setliście nie mogło zabraknąć materiału z płyt, które gitarzysta nagrał z Pink Floyd, choć w porównaniu do poprzedniej trasy ich ilość została nieco ograniczona. Tym razem nie usłyszeliśmy choćby „Shine On You Crazy Diamond” czy „Money”. Nieobecność tego drugiego być może wynika z faktu, że jego wyłącznym autorem jest Roger Waters, a jak wiadomo relacje pomiędzy oboma muzykami są aktualnie, delikatnie mówiąc chłodne, szczególnie po wypowiedziach Watersa na temat wojny na terytorium Ukrainy. Najstarszą piosenką wykonywaną ze sceny była ballada „Fat Old Sun” z płyty „Atom Heart Mother”. Z niewiele młodszej „Dark Side Of The Moon” wybrzmiały połączone “Breathe (In The Air)” i “Time” (z obowiązkową partią rototomów we wstępie i śpiewem Grega Phillinganesa w refrenie) oraz przejmująca wersja „The Great Gig In The Sky” (Louise Marshall za fortepianem i wokalizą na cztery głosy). Z “Wish You Were Here” pojawiła się tylko pieśń tytułowa, tradycyjnie dająca okazję publiczności, by ta mogła zrobić użytek ze swoich gardeł. Z „A Momentary Lapse Of Reason”, wybrzmiał tylko jeden utwór, ale jest to jego najjaśniejszy punkt, czyli „Sorrow”. Najliczniej reprezentowane jest ostatnie („The Endless River” pomijam) dzieło Pink Floyd – „The Division Bell”, z którego usłyszeć możemy nastrojowy instrumentalny „Marooned”, podniosły „A Great Day For Freedom”, optymistyczny „Coming Back To Life (napisany dla żony Artysty, Polly Samson, której dedykowany jest też cały album) i wreszcie nostalgiczny „High Hopes”.
Świadomie zostawiłem na koniec jeden utwór – „Comfortably Numb”, oczywiście z albumu „The Wall”. Wybrzmiał on podczas bisu, z niesamowitą świetlną, choć bardziej adekwatne byłoby napisanie: laserową, oprawą. Tym razem w zwrotkach zaśpiewał Guy Pratt, co może być odebrane poniekąd symbolicznie – w czasach Pink Floyd (po 1987 roku), czy podczas trasy „On An Island” zazwyczaj w rolę wokalisty w tym fragmencie wcielał się jego teść, nieżyjący już niestety Richard Wright. W refrenach natomiast Gilmourowi towarzyszyły Louise Marshall (w pierwszym) i Romany Gilmour (w drugim) oraz, a jakżeby inaczej, publiczność nie szczędząca swych głosów. Jeszcze tylko nieziemskie solo gitarowe prowadzące koncert do ostatecznego finału, potem czas na pokłony i podziękowania ze sceny i niezwykłe misterium dobiega końca pozostawiając publiczność z poczuciem, że byli świadkami czegoś wyjątkowego. Na szczęście teraz, za sprawą wyreżyserowanego przez Gavina Eldera filmu także ci, którym nie dane było uczestniczyć w tych spektaklach na żywo, mogą w zaciszu domowym delektować się wspaniałym audiowizualnym widowiskiem, które w filmie prezentuje się tak, jakby rozpalało nie tylko antyczny Cyrk, ale i całe Wieczne Miasto.
Kilka słów na temat form wydania. „The Luck And Strange Concerts” ukazał się jako zestaw dwóch płyt kompaktowych umieszczonych w kartonikowym opakowaniu lub boxu kryjącego dwa gatefoldy, do których włożone są cztery koperty z czarnymi krążkami oraz książeczkę ze zdjęciami i informacjami. „Live At Circus Maximus” można kupić na dwóch płytach Blu-ray lub trzech DVD. Oba wydania zawierają bonusy w postaci teledysków, dokumentu z przygotowań do trasy, filmów zza kulis (w tym „Wesley On Patrol”, w których głównym operatorem kamery jest… pies Państwa Gilmourów). Dodatkowo na Blu-rayu możemy wysłuchać całego albumu „The Luck And Strange Concerts” w wersji stereofonicznej w wysokiej rozdzielczości, miksu 5.1, czy w końcu Dolby Atmos, których autorami są Matt Glasbey, Charlie Andrew i David Gilmour. Ukazał się także box łączący wszystkie nośniki w grubym kartonowym pudle, które zawiera także książkę ze zdjęciami z trasy, prób i nagrywania płyty „Luck And Strange” autorstwa Polly Samson.
Circo Massimo kiedyś był areną wyścigów rydwanów, a teraz stał się miejscem, w którym licznie zgromadzona publiczność może zachwycać się muzycznym przedstawieniem. David Gilmour, w odróżnieniu od swojego byłego kolegi z Pink Floyd, stawia na to, by przede wszystkim muzyka skupiała na sobie uwagę. Co prawda nad sceną dominował tradycyjny okrągły ekran, na którym co jakiś czas pojawiały się filmy lub zbliżenia muzyków, a i grze świateł niczego nie można zarzucić. Zdecydowanie są to efekty tylko wzbogacające muzykę, które równocześnie nie rozpraszają pozwalając delektować się dźwiękami płynącymi ze sceny w wykonaniu lidera oraz towarzyszących mu artystów. Zgodnie z twierdzeniem gitarzysty, zespół, który zgromadził, jest najlepszym, z jakim kiedykolwiek współpracował. Oczywiście jest to ocena subiektywna, ale na pewno nie pozbawiona podstaw. Panie Webb, Marshall, Gilmour oraz panowie Gentry, Batts, Pratt, Phillinganes i Worsley to muzycy naprawdę wielkiego formatu. Szczególne brawa dla tego ostatniego, który kilkukrotnie wysunął się ze swoją grą na pierwszy plan w niczym nie ustępując sławnemu koledze. Z kolei samego Davida Gilmoura czas wydaje się nie imać, bo gra i śpiewa tak samo doskonale jak dekady temu. Teraz wypada tylko czekać na kolejną płytę studyjną, którą właśnie rejestruje i następną trasę, która ma być jego pożegnalną.
Podsumowując, „Live At The Circus Maximus / The Luck And Strange Concerts” to doskonały zapis rewelacyjnych występów, który dla każdego fana twórczości Davida Gilmoura, ale nie tylko, jest pozycją obowiązkową. Ten rok obfituje w wyśmienite płyty koncertowe, a opisywane wydawnictwo jest bezsprzecznie jednym z najciekawszych. Polecam!
