Maciej Meller - gitarzysta, bardzo rozpoznawalny w świecie polskiego prog rocka muzyk, współtwórca zspołu Quidam, aktualnie działający na co dzień w Riverside.
Robert Kanaan - kompozytor, muzyk i producent. Komponuje dla filmu, teatru, widowisk artystycznych, misteriów. Wydaje płyty, najczęściej w formie koncept albumów. Specjalizuje się w elektronice, etno, New Age, muzyce ilustracyjnej i eksperymentalnej.
Panowie połączyli siły, by wspólnie nagrać album zatytułowany „Elysium”. Przeczytajmy co o tym wydawnictwie mówi drugi z tych muzyków:
„ Z mojej perspektywy album „Elysium” najbardziej porównałbym do żywego organizmu, który rośnie i dojrzewa z czasem. Pracując zdalnie z Maciejem doświadczaliśmy (na pewno ja) wzajemnej inspiracji. W tej pracy od początku była niesamowita harmonia i zupełny brak współzawodnictwa.. Graliśmy zespołowo, czując, że każdy chce jak najlepiej dla projektu. Każdy też, mam wrażenie, podążał drogą, która dopiero po pewnym czasie ujawniła z większą wyrazistością swoiste "przesłanie" płyty. Nie da się tak całkiem arbitralnie założyć z góry kierunku artystycznego, bo muzyka jest żywa, pulsuje i rządzi się własnymi prawami. Można jednak spróbować określić zakres inspiracji i pewnego przesłania, z którym najbardziej będziemy się identyfikować”.
Co zatem zachęciło obu muzyków do współpracy i wspólnego komponowania?
„Doszliśmy wspólnie do wniosku, że tematem, który podzielamy, jako naszą inspirację, są nasze życiowe doświadczenia, a naszą chęcią przekazu jest codzienny trud, często walka z przeciwnościami, nie lekkie życie, "nieznośna lekkość bytu", lecz - przeciwnie - zmagania - z samym sobą, z własną słabością, zwątpieniem, psychiką, lękami, a także ze światem zewnętrznym”.
Czemu zatem wybrali muzykę bez słów, bez tekstów i w jaki sposób próbowali przy pomocy dźwięków przekazać swój pogląd na tematy poruszane w ich kompozycjach?
„Na przykład utwór „Olympics”, który zainaugurował pracę nad albumem, przekazuje niezwykle ważne treści - do celu prowadzi droga pełna łez i cierpienia, potu i krwi. To nie jest aleja usłana różami, lecz ciernisty i wyboisty szlak, po którym trzeba się wspinać długo i mozolnie, aby osiągnąć laur. Laur, a właściwie zwycięstwo, często nad samym sobą i własną słabością. To często nasz najgroźniejszy wróg. Tak też przedstawiają to stare, również antyczne kultury. W Grecji igrzyska olimpijskie były szlachetną walką w sportowej rywalizacji. Grecy stworzyli także etos bohatera, herosa, który wraz z innymi błogosławionymi może dostąpić wejścia na Wyspy Szczęśliwości - Elysium. Jako, że „Olympics” wyznaczyło nam drogę pracy w pewnej korespondencji z kulturą Grecji, postanowiliśmy zbudować naszą muzyczną opowieść na inspiracji ową mityczną podróżą do Elysium. Jak wiadomo, mit to coś więcej niż barwna bajka o dawnych bohaterach. Siłą mitu jest uniwersalny i ponadczasowy przekaz - ważny i aktualny także dziś. I my właśnie do takiego, uniwersalnego przekazu o drodze do Elysium chcemy się podzielić przy pomocy muzyki z naszego albumu”.
Jak przebiegała praca nad tym materiałem?
„Oddaliśmy mnóstwo serca i dobrego, twórczego wysiłku naszemu albumowi. Od początku było wiadomo, że gramy dla spójnej całości, a nie dla indywidualnych popisów. Być może dlatego właśnie dobór środków muzycznych jest stosunkowo oszczędny, co wcale nie znaczy, że płyta brzmi skromnie. Po prostu zasada "mniej znaczy więcej" bardzo często się sprawdzała w toku naszej pracy. Chodziło nam o to, aby z każdego z naszych instrumentów wydobyć to, co najlepsze, a niekoniecznie - najbardziej różnorodne. I okazało się, że takie założenie pozwoliło pięknie wydobyć szczegóły, artykulację, strukturę - a w konsekwencji także emocje. One są tu niezwykle istotne. Kiedy nagrywaliśmy, czuliśmy, że dajemy wszystko, na 100 % od siebie, 100 % prawdy”.
A jak w największym skrócie opisaliby utwory wypełniające program płyty „Elysium”?
„Nasza muzyka jest "o czymś", w tym sensie "programowa", choć w przypadku „Elysium” to duże uproszczenie. Jest oszczędna, klasyczna, stosunkowo mało awangardowa, raczej spokojna w swoim oddaniu esencji muzycznych doznań. Takie podejście pozwoliło nam zbudować utwory organiczne, nie przekombinowane. Ważną sugestią Macieja było, aby też nie "udawać" żywej perkusji, żeby śmiało używać elektroniki w swoim spektrum brzmień. Tak to już jest, że prawdziwy przekaz jest najcenniejszy. Rzecz jasna, dziś elektronika to także sample, które wcale nie "udają" orkiestry, bądź fortepianu, tylko grają ciepłym organicznym brzmieniem, w sposób swoisty dla nowej elektroniki. Bo dziś elektronika już dawno przestała być synonimem zimnej, bezdusznej faktury. Jest polem eksperymentów, ale także obszarem poszukiwania harmonii, ciepła i głębi. Album „Elysium” układa się w pewną narracyjną całość, prowadzi nas drogą do upatrzonego celu. Granie Macieja i moje stapia się tu organicznie i całkowicie harmonijnie. Mamy nadzieję, że „Elysium” Wam się spodoba!”.
No cóż, nic dodać, nic ująć. Teraz nie pozostaje nic innego jak włączyć tę klimatyczną płytę i uważnie jej posłuchać. Każdy z 12 wypełniających ją tematów, choć nie zawiera słów, potrafi przemówić do wyobraźni wrażliwego słuchacza i zachwycić swoim marzycielskim nastrojem potęgowanym magią dlugich o tej porze roku jesiennych wieczorów. Dobrze, że ten album ukazuje się właśnie dzisiaj. Dobrze, że nagrali go ci właśnie muzycy. Właściwi ludzie na właściwym miejscu. Wyszedł im właściwy album we właściwym miejscu. I we właściwym czasie.
Miłego odbioru!
Na podstawie materiałów informacyjnych duetu Kanaan / Meller.
