Sammary – The Deer Pants For Flowing Streams

Artur Chachlowski

Niemiecki zespół Sammary powraca z trzecim pełnometrażowym albumem „The Deer Pants For Flowing Streams”. Po ciepło przyjętym przez krytyków debiucie „Monochrome” i jego kontynuacji w postaci „The Dream”, Sammy Wahlandt i towarzyszący mu muzycy prezentują teraz swoje najbardziej progresywnie brzmiące dzieło.

Już sam literacki pomysł na ten album świadczy o wejściu przez Sammary na szerokie wody ‘progresywnego oceanu’. Na płycie, będącej albumem koncepcyjnym opartym na sztuce Goethego pt. „Faust”, gościnnie wystąpiło kilku uznanych artystów progresywnych, takich jak Randy McStine (Porcupine Tree, Steven Wilson), Jon Courtney (Pure Reason Revolution) czy enigmatyczny wokalista o pseudonimie Jhin. A oprócz tego, obok Sammy’ego, który gra na perkusji, gitarach i syntezatorach, na płycie „The Deer Pants For Flowing Streams” wystąpiło aż sześcioro muzyków, z których dwie panie – Stella Inderwiesen i Theresa Tadday (Theresa śpiewa w jednym utworze – „Wasser”) – odpowiedzialne są za partie wokalne. I, nawiasem mówiąc, krystalicznie czysty głos Stelli oraz jej ekspresja ewidentnie kojarzy się z wokalistką grupy Clannad, Moyą Brennan, co nie tylko nie jest niczym negatywnym, a dodaje waloru produkcjom Sammary. Od razu powiedzmy, że muzyka Clannad i Sammary to dwa różne światy, ale to wokalne skojarzenie jest, było nie było, jednoznaczne.

Tytuł albumu bezpośrednio nawiązuje do Pisma Świętego, a konkretnie do Psalmu 42: „Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!” – ale nie jest to album religijny w tradycyjnym sensie. To raczej metafizyczna eksploracja wykorzystująca „Fausta” Goethego jako luźną ramę do badania pożądania, odkupienia i napięcia między intelektem a duchem. Nie rozumiem tylko co, do cholery co na okładce robi ten biały pudel?!...

„The Deer Pants For Flowing Streams” to śmiały, przełamujący granice gatunków, album, który brzmieniowo łączy art rock, progresywny rock, hard rock i nową klasykę w coś, co jest w równym stopniu intelektualne, co teatralne. To dźwiękowy kolaż – czasem wzniosły, czasem chaotyczny, ale zawsze ambitny i bezkompromisowy. Duży nacisk położony jest na nim na klimat...

Muzyka Sammary jest gęsta, poetycka i uduchowiona, co momentami może wydawać się irytujące – ale taki był zamysł twórców. To nie jest album do lekkiego przesłuchania, ale do zmierzenia się ze sporym wysiłkiem intelektualnym. Do śledzenia, a może nawet do przeżywania, duchowych rozterek, emocji i wzruszeń – wydaje mi się, że o to właśnie chodziło twórcom tego materiału. To nie jest muzyka do słuchania w tle. Jeśli szukasz chwytliwych refrenów i melodii, szukaj gdzie indziej. To album, który wymaga uwagi, testuje cierpliwość odbiorcy i odważnie stawia sobie wyzwanie bycia… innym niż to, co współcześnie wrzuca się do worka z napisem „prog rock”. Ten album wymaga uwagi i nagradza za czas poświęcony na jego szczegółowe poznanie…

Na osobną wzmiankę zasługuje wykonanie. Album jest doskonale wyprodukowany, z krystalicznie czystym dźwiękiem, z utworami połączonymi ze sobą i gładko przechodzącymi jedne w drugie, posiada intrygujący klimat (duże brawa dla Sammy’ego za kreowanie wybornie brzmiących syntezatorowych „plam”), a partie gitarowe McStine’a (szczególnie soczyste solo w finałowym „Drinking Water” i chyba jeszcze lepsze w „Lullaby”) budzą najwyższy podziw.

 

www.progressive-promotion.de

MLWZ album na 15-lecie Wishbone Ash powraca do Polski 22 listopada 9. edycja Festiwalu Rocka Progresywnego w Legionowie