Huis - À Huis Clos

Olga Walkiewicz

Inspiracje są potężną siłą napędzającą naszą wyobraźnię. Nie da się zmierzyć jak niebotyczną moc zawiera w sobie to, co kochamy, co nas rozpala wulkaniczną iskrą i prowadzi do świata wartości duchowych - do krainy, gdzie zmysły mierzą się z bezmiarem uczuć. Może to, co jest nasza słabością, jest w rzeczywistości energią zakotwiczoną w ludzkim umyśle? Okazuje się, że nawet wielkie zespoły mają swoich idoli. Gdy ziarno padnie na podatny grunt, rodzą się prawdziwe arcydzieła. Tak było też w przypadku zespołu Huis.

Kanadyjczycy mają na koncie pięć albumów studyjnych: „Despite Guardian Angels” (2014), „Neither In Heaven” (2016), „Abandoned” (2019), „In The Face Of The Unknown” (2024) i wydany 5 października tego roku „A Huis Clos”. Ten ostatni zawiera jedenaście coverów, zarówno innych zespołów, jaki i nowe wersje własnych kompozycji. Niektóre z utworów zostały zarejestrowane wcześniej, jeszcze w okresie pandemii, inne pochodzą z bliższego okresu.

Trzeba dodać, że nie jest łatwo nagrać utwór innego wykonawcy. Trzeba być przygotowanym na bezustanne porównywanie do oryginału. Fan potrafi być bezwzględnym i wymagającym krytykiem, nie zawsze akceptującym nawet najdrobniejsze zmiany. W przypadku artystów takiego formatu, jak muzycy tworzący Huis, nie można mieć wątpliwości, że zrobią to w sposób perfekcyjny i niepowtarzalny. W końcu to śmietanka w świecie sztuki, mistrzowie obrazów malowanych dźwiękiem: Sylvain Descoteaux (wokal), Michel St-Pere (gitara), Michel Joncas (bas), Martin Plante (perkusja) i Johnny Maz (instrumenty klawiszowe).

Album otwiera kompozycja zespołu Genesis „Down nd Out”, pochodząca z albumu „…And Then There Were Three…” z 1978 roku. Cudowna, klimatyczna wersja w wykonaniu muzyków Huis ukazuje pełen niesamowitości przekaz ukryty w każdej nucie i warstwie lirycznej, energia splata się tu z mozaiką kolorów, enigmatycznym wersem i głębią.

Numer 2 to nieśmiertelna pozycja w dorobku Deep Purple w postaci tytułowej piosenki z albumu „Perfect Strangers” z 1984 roku. Jest to wspólne dzieło Ritchiego Blackmore’a, Iana Gillana i Rogera Glovera. Brzmi przepysznie, a głos Sylvaina Descoteaux doskonale wpasowuje się w szalony nastrój kreowany przez klawisze Johnny Maza i gitarowe riffy Michela St-Pere.

Na trzecim miejscu znalazła się „lockdown version” utworu „Stolen” pochodzącego z trzeciego albumu Huis „Abandoned”. Minimalnie krótsza, enigmatyczna, pełna dynamiki i kontrastów jak oryginał, cudowna. Cóż można więcej powiedzieć o tej rewelacyjnej wizytówce malarskich kreacji zespołu?

Czy lubicie „Easter” Marillion? Tak, on też znalazł swoje miejsce w gabinecie figur woskowych grupy Huis. I bynajmniej nie w formie rzeźby, lecz wszystkich muzycznych atrybutów życia. Jest wiosenną, świąteczną mozaiką ułożoną z barw słońca, zieleni trawy i uczuć. Akustyczna gitara, wokal Sylvaina, nastrój i refleksy świetlne migocące w kroplach rosy.

„Wildest Dream” z repertuaru zespołu Asia (album „Asia” z 1982 roku) brzmi fantastycznie. Uwielbiam ten utwór. Jest kawałkiem mojej młodości i niepowtarzalnych wspomnień. Wersja grupy Huis oddaje moc i ognisty czar tego utworu.

Kolejnym kawałkiem, jaki pojawił się na płycie jest „Man on the Hill”, który pierwotnie pojawił się na drugim krążku Kanadyjczyków - „The Neither in Heaven”.

„Between the Wheels” stanowi hołd dla twórczości zespołu Rush. Trudno nie podziwiać tego wykonania. Jest finezyjne i nowatorskie, lekkie i otulone zmysłową aureolą.

Indeks 8 to kompozycja „Qu’est Ce Que T’as Compris?” z albumu „La Marche Des Hommes” (1975) pochodzącej też z Quebecu grupy Morse Code. Jest to jedyny utwór zaśpiewany w rodzimym języku muzyków, czyli po francusku.

Oczywiście w zestawie muzycznych rarytasów nie mogło zabraknąć piosenki z dyskografii zespołu Saga. Tym razem „pod młotek” poszedł utwór „Don’t Be Late” z płyty „Silent Knight” z 1980 roku.

Niezmiernie się ucieszyłam, że muzycy grupy Huis ulegli czarowi kompozycji zespołu Arena, czego dowodem jest kolejny track na „A Huis Clos”, czyli „The Hanging Tree”, pochodzący z albumu „The Visitor”. Z tak nieprawdopodobnie pięknym utworem mogą się mierzyć tylko najlepsi. Roztacza się nad nim aureola mistycznego powabu, eteryczne szepty wplecione w wirtuozerię gitary i miękki wokal.

Na zakończenie mamy utwór Huis skomponowany w tym roku – „Beyond The Amstel”. Jest to ośmiominutowe dzieło pełne myśli, głosów, szeptów fal i ekspresji wyławiającej diamenty z wulkanu.

„A Huis Clos” to niezmiernie ważna pozycja w dyskografii Kanadyjczyków. Ukazuje ich muzyczne pasje, to, co ich zachwyca i fascynuje. Świat muzyki jest niczym pulsujące serce, w którego rytm trzeba się wsłuchać, poddać fali emocji i dać się porwać w tajemniczą podróż…

MLWZ album na 15-lecie Wishbone Ash powraca do Polski 22 listopada 9. edycja Festiwalu Rocka Progresywnego w Legionowie