„Coda” – to słowo wywodzące się z języka włoskiego i oznaczające końcowy fragment utworu muzycznego oparty na jego materiale tematycznym. W literaturze słowo to ma swe przenośne znaczenie odnoszące się do zakończenia utworu literackiego albo jakiejś historii kończącej swój narracyjny tok. W obu przypadkach mamy do czynienia z „końcem”, „zakończeniem”, czymś „ostatnim”, ale nie ostatecznym, co w naszym wypadku jest kwestią najważniejszą, bowiem nie wyobrażam sobie muzycznego świata bez zespołu IQ. Mówiąc kolokwialnie: nie ma takiej możliwości. IQ zbudował swoimi dźwiękami ten świat i jest jednym z jego brzmieniowych fundamentów. Poza tym jego brak byłby „progresywnym nonsensem”, brakującym dźwiękiem, którego nic nie mogłoby zastąpić.
W zeszłym roku przy okazji omawiania na łamach MLWZ.pl koncertowego wydawnictwo pt. „The IQ Weekender 2024” pozwoliłem sobie napisać następujące słowa: „(…) Po ostatnim koncercie IQ w Polsce w Katowicach w zeszłym roku miałem okazję chwilę porozmawiać z zespołem The Adekaem. Gawędziliśmy o ich nowej płycie, o tym, że fajnie byłoby żeby zobaczyć ich na żywo i było też o koncercie IQ. Usłyszałem wtedy od chłopaków, że to widać, że ze sobą długo grają. Jakoś ta uwaga rzucona mimochodem, ot przeleciała w niezrozumiałym pędzie. Ale teraz po przesłuchaniu tych czterech krążków chyba wreszcie do mnie dotarł jej sens: nie ma na nich żadnego słabego momentu, żadnej wpadki, nie jest to dźwięk studyjny, a perfekcyjne wykonanie i każdy moment, każda nuta jest zagrana z szacunkiem dla słuchacza. IQ gra jak jakaś dobrze naoliwiona maszyna i muzycy wciąż nie nudzą się tym co robią. Wtedy w Katowicach tego nie zobaczyłem, ale teraz usłyszałem”.
Potwierdzeniem tych słów jest tegoroczne, trzynaste pełnometrażowe wydawnictwo zespołu IQ pt. „Dominion”. Ponownie na łamach MLWZ.pl pozwoliłem sobie sformułować następującą uwagę: „(…) Jeżeli spodziewali się Państwo, że na tej płycie IQ wyznaczy jakiś nowy szlak w muzyce progresywnej, to te oczekiwania pozostaną niespełnione. Po czterdziestu czterech latach istnienia, po nagraniu trzynastu płyt długogrających i niezliczonej ilości płyt live i innych chyba nie jest to możliwe. Ale czy właśnie tego ktoś od IQ oczekuje? Czy Mike Holmes może zagrać inaczej, czy Peter Nicholls może zmienić swoją bardzo charakterystyczną barwę głosu?... (zainteresowanych odsyłam tutaj). Przecież byłby to „prog nonsens”. IQ to IQ, nie potrzeba żadnych dodatkowych słów. Ten krążek brzmi po prostu wybornie… Produkcja, mastering i miksy sprawiają, że całość jest przejrzysta, bogata i pozwala każdemu z członków zespołu pokazać swoją klasę wykonawczą. Czy jest to płyta tylko dla fanów zespołu? Dla nich jest to, jak to się mówi… mus. Dla tych, którzy nie zdołali jeszcze poznać IQ, to bardzo dobra okazja, żeby posłuchać muzyki przez duże M.
I tu dochodzimy do kolejnej kwestii: a co właśnie z tymi, którzy nie poznali jeszcze grupy IQ? Co z osobami które nie miały jeszcze okazji zetknąć się z twórczością zespołu, który istnieje ponad czterdzieści lat, nagrał trzynaście płyt studyjnych, czternaście płyt koncertowych (nie mówiąc o tzw. bootlegach), sześć płyt DVD, osiem tzw. kompilacji? Proszę tylko nie pytać czy taka hipotetyczna sytuacja może w ogóle mieć miejsce. Jak powiadali starożytni mędrcy: wszystko, co nie jest wewnętrznie sprzeczne – jest możliwe.
Wyjściem jest oczywiście koncert/koncerty. I taką okazję mieli uczestnicy tegorocznego wydania IQ Weekend, które miało miejsce w Zabrzu na początku października. Jak było…? Cóż, tak naprawdę wiedzą tylko ci, co byli. Ale idźmy dalej… Co zrobić, gdy jednak ktoś nie zna zespołu i nie miał okazji uczestniczyć w żadnym koncercie tej grupy?
Odpowiedzi na takie pytanie udziela sam zespół na swojej stronie internetowej: „(…) „Kiedy ludzie po raz pierwszy odkrywają muzykę IQ, jednym z komentarzy, które często słyszymy, jest: «Jak to możliwe, że wcześniej nie słyszałem o tym zespole?». Dlaczego, po prawie 45 latach kariery, wciąż widzimy, jak niektórzy nazywają nas ‘dobrze strzeżonym sekretem’? I co możemy zrobić, aby dać się poznać większej liczbie osób, którym może spodobać się nasza muzyka?”. Innymi słowy, co zrobić, by w czasach streamingu, wymiany plików, playlist, uprzystępnić twórczość zespołu (choć pozostaje pytanie: czy taki zabieg jest potrzebny i konieczny)? Dalsza część odpowiedzi jest następująca: „(…) To skłoniło nas do refleksji: być może wybór zmontowanych skróconych wersji niektórych naszych utworów byłby łatwiejszy do udostępnienia na playlistach w mediach społecznościowych/platformach streamingowych i mógłby bardziej przypaść do gustu nowicjuszom. Chociaż 20-minutowy epos mógłby stanowić wyzwanie dla każdego, kto nie zna naszej muzyki, krótsze, bardziej zwięzłe wersje mogą być bardziej strawne i stanowić swego rodzaju „bramę” do świata IQ”.
I jak powiedzieli, tak zrobili. Właśnie ukazała się bowiem kolejna kompilacyjna płyta zespołu IQ pt. „Almost But Not Quite”, co na użytek własny można by przetłumaczyć jako: „Prawie, ale nie do końca”. To prawie cały obraz tego, co zrobili, ale nie do końca - parafrazując ton wypowiedzi zespołu.
To wydawnictwo to płyta z cyklu „An Introduction To…”. Podobne płyty wydały takie zespoły jak: Pendragon, The Pineapple Thief, Fish On Friday i wiele innych, choć oczywiście proszę potraktować wspomniany tytuł jako przykład. Szesnaście utworów i ponad siedemdziesiąt minut podróży przez czas. Takie wydawnictwa oczywiście nigdy nikogo nie zadawalają w pełni. Bo przecież zawsze chciałoby się, żeby zespół dodał taką lub inną kompozycję, bez której nie wyobrażamy sobie koncertu, video, czy swojego własnego „best of…”. Ale nie brakuje tu niespodzianek. Już pierwszy z utworów – „The Unknown Door” pochodzący z najnowszego wydawnictwa zespołu trwa tu tylko… niespełna pięć (!) minut. Podczas gdy na płycie „Dominion” to ponad dwadzieścia minut! Dokładnie: dwadzieścia dwie minuty i trzydzieści trzy sekundy.
„The Road of Bones” też trwa niespełna pięć minut, podczas gdy na tak samo zatytułowanej płycie „pełnometrażowej” osiem minut trzydzieści dwie sekundy. „The Darkest Hour” z płyty „Ever” w swej oryginalnej postaci trwa prawie jedenaście minut, a na tej kompilacji trzy i pół. Takich niespodzianek jest o wiele więcej. Tytułowa kompozycja z płyty „The Seventh House” w oryginale ma ponad czternaście minut, a na tej płycie niespełna sześć. Utwór „Frequency” z płyty o tej samej nazwie został skrócony o ponad trzy minuty. Mimo to, mimo tego, że brakuje np. „Guiding Light”, że ciekawe czy zabieg skrócenia powiódłby się w przypadku prawie dwudziestopięciominutowej kompozycji „Harvest of Souls”, to wydawnictwo jest fantastyczną przygodą dla wszystkich fanów „prog nonsensownej” grupy IQ.
Kompilacyjna płyta „Almost But Not Quite” to wspaniała coda dla tegorocznych działań grupy IQ. To ciekawe potraktowanie przez zespół swej przebogatej twórczości, która niejednokrotnie ciągnie słuchacza w najbardziej tajemnicze i niekiedy bardzo karkołomne zakamarki muzycznego świata i nie pozwala wziąć przysłowiowego oddechu przez piętnaście, siedemnaście, dwadzieścia i więcej minut.
Bardzo ciekawie, nie tylko dla fanów grupy IQ, brzmi także prośba zespołu związana z tym wydawnictwem: „(…) Mamy kilka pomysłów na kolejne utwory, ale bardzo chętnie poznalibyśmy Wasza opinię: Jaki był pierwszy utwór IQ, który usłyszałeś i który przekonał Cię do naszej muzyki? Który utwór, nawet w wersji edytowanej, Twoim zdaniem, mógłby posłużyć jako wprowadzenie do kogoś, kto może w przyszłości stać się fanem progresywnego IQ?”. Jest o czym dumać, jest czego słuchać, bo coda to końcowy fragment, ale nie koniec ostateczny. Jestem przekonany, że będzie ciąg dalszy. Pozostaje tylko uzbroić się w cierpliwość, choć nie będzie łatwo.
W postaci fizycznej krążek był do zamówienia na stronach wydawnictwa GEP Records. Piszę „był”, bowiem zaplanowano wydanie tylko tysiąca egzemplarzy i w chwili obecnej, a więc ledwie kilka dni od premiery, na stronie wytwórni pokazuje się informacja: „sold out”.
