Daidrum – All At Sea

Artur Chachlowski

David Foster komponuje i nagrywa własną muzykę pod szyldem Daidrum od czasu lockdownu. Wybrany przez niego pseudonim artystyczny Daidrum pochodzi od starego pseudonimu, który zyskał, będąc perkusistą walijskiego zespołu rockowego Eight Miles High pod koniec lat 80. (Dai to walijski odpowiednik imienia David). Od tego czasu grał w wielu różnorodnych gatunkowo zespołach, jak deathmetalowy Lord of Darkness i pochodzący z Hertfordshire National Funk Service. Jego debiutancki album „The Wild Winds Coldy Blow” ukazał się w 2021 roku i zaraz po jego premierze David przystąpił do pracy nad nowym materiałem, który pod tytułem „All At Sea”, ukazał się najpierw w kwietniu 2025 roku w streamingu, a teraz także na nośniku fizycznym (CD). Podobnie jak poprzedni album, „All At Sea” zawiera elementy rocka progresywnego, popu, folku oraz rocka i odzwierciedla różnorodne doświadczenia Fostera jako muzyka. Uważni słuchacze dostrzegą w nim psychodeliczne i folkowe wpływy przeplatane wrażliwością zogniskowaną na rock progresywny inspirowany takimi artystami, jak Steven Wilson, Marillion i Tears For Fears.

Premiera albumu „All At Sea” pierwotnie planowana była na 2024 rok, lecz została opóźniona z powodu osobistej tragedii autora. Foster stracił najstarszą córkę w lutym 2024 roku. Wszystkie utwory na płycie zostały napisane wcześniej. Jednak, jak mówi Foster: „Muzyka okazała się dla mnie terapią, a proces aranżacji, miksowania i produkcji tych utworów był jedną z niewielu rzeczy, które pozwoliły mi przetrwać naprawdę mroczne chwile”. I dodaje jeszcze: „Praca nad nową płytą pozwoliła mi zachować zdrowy rozsądek w naprawdę mrocznych dniach mojego życia i myślę, że był to ostateczny dowód na to, że muzyka może być terapią. Wiele piosenek narodziło się z ducha radości, w szczęśliwszych czasach, ale ukształtowało się w traumie, żalu i, szczerze mówiąc, depresji. Tytuł „All At Sea” wydaje się odzwierciedlać dokładnie mój stan umysłu podczas tworzenia tego albumu”.

„All At Sea” zawiera 9 piosenkowych utworów, w tym dwa wcześniej wydane single: „Merry Go Round” i „Lonely Planet”, z których ten drugi zyskał ponad 25 000 odtworzeń w streamingu. Większość nagrań zamyka się w pięciominutowych rozmiarach, jedynie finałowa kompozycja „Song Of Time” to wyraziste, ponad dziesięciominutowe nagranie, które robi chyba najlepsze wrażenie. Całość trwa niecałą godzinę i w największym myślowym skrócie przedstawia granie utrzymane w stylu melodyjnego prog rocka z domieszką licznych elementów pop. Płyta została nagrana w domowym studio Davida Fostera w Londynie. W nagraniach wspomagali go skrzypek Chris Haigh, Layla Armini w chórkach oraz Hannah i Emily Foster – flety i wokale wspierające. Jak widać, i zresztą ma to swoje odzwierciedlenie na całej płycie, to dość domowe, i rodzinne zarazem, przedsięwzięcie. Dodałbym jeszcze, że z gatunku low profile i przy tym niskobudżetowe. I pewnie gdyby David mógł przeznaczyć więcej środków na lepszą produkcję, efekt byłby o niebo lepszy. Razić może stosunkowo ubogie instrumentarium. W dodatku odnoszę wrażenie, że David nie należy raczej do wokalistów obdarzonych jakimiś wyjątkowymi warunkami głosowymi. A więc w efekcie otrzymujemy album z gatunku co najwyżej poprawnych, świadczący jednak o sporym potencjale i talencie tkwiącym w ciele Davida Fostera. Może w przypadku kolejnej płyty będzie lepiej i ciekawiej?...

MLWZ album na 15-lecie Wishbone Ash powraca do Polski 22 listopada 9. edycja Festiwalu Rocka Progresywnego w Legionowie