Grupa Airbag debiutowała w 2004 minialbumem „Come On In”, a swój pierwszy pełnowymiarowy krążek („Identity”) zaprezentowała 5 lat później. Od tego czasu ich dyskografia wzbogaciła się o pięć płyt studyjnych. Uzupełnia ją zestaw audio-wizualny „A Day In The Studio” (2021) będący zapisem występu na żywo, ale zaaranżowanego w studiu podczas pandemii. Do tej pory nie mogła jednak pochwalić się pełnoprawnym wydawnictwem koncertowym. Te lukę wypełnia album „Dysphoria (Live In The Netherlands)”, który ukazał się 21 listopada dzięki wytwórni Karisma Records. Został on zarejestrowany niemal dokładnie rok wcześniej, 2 listopada 2024 roku w holenderskim Zoetermeer, w sali Poppodium Boerderij, które jest prawdziwą ziemią obiecaną artystów z kręgu rocka progresywnego. To tam swoje występy rejestrowali i wydawały na płytach m.in. zespoły Mystery, RPWL, IQ, Sylvan, Gazpacho czy nasze Millenium…
Dlaczego akurat teraz i właśnie to miejsce wybrał zespół? O tym w kilku słowach Bjørn Riis: Dorastając słuchając wszystkich klasycznych albumów koncertowych, nagranie takiego własnego albumu to naprawdę coś wyjątkowego. Nasi fani od lat prosili o płytę koncertową, więc to wszystko jest dla nich. Decyzja o nagraniu w Poppodium Boerderij w Zoetermeer w Holandii była prosta. Zagraliśmy tam nasz pierwszy międzynarodowy koncert w 2010 roku i wracaliśmy tam tak wiele razy, że miejsce to stało się dla zespołu drugim domem. Koncert Airbag to bombardowanie zmysłów intensywnym dźwiękiem, światłami i projekcjami filmowymi. Wraz z naszym wieloletnim współpracownikiem i realizatorem dźwięku, Vegardem Kleftåsem Sleipnesem, chcieliśmy uchwycić pełnię wrażeń płynących z oglądania i słuchania nas na żywo na scenie. Jesteśmy niezwykle zadowoleni i dumni z rezultatu. To bardzo dobry dowód na to, jak dobrze prezentuje się obecny skład.
Jeśli chodzi o ten skład, to do trio Asle Tostrup (śpiew, gitary, instrumenty klawiszowe) - Bjørn Riis (gitary, śpiew) – Henrik Bergan Fossum (perkusja) dołączyli Øystein Sootholtet (bas) i Simen Valldal Johannessen (instrumenty klawiszowe) z innej norweskiej grupy - Oak. Na pewno powrót do wykonywania na żywo partii klawiszy trzeba zaliczyć na plus (na wcześniejszej trasie posiłkowano się zarejestrowanymi wcześniej podkładami).
Grupa Airbag promowała wówczas (m.in. na 3 koncertach w naszym kraju zaledwie 2 tygodnie wcześniej) płytę „The Century Of The Self” i to materiał na niej zawarty wypełnia pierwszy dysk dwupłytowego wydawnictwa. Zasadniczo wersje na żywo niewiele odbiegają od tych znanych ze studyjnego pierwowzoru, choć na pewno są bardziej dynamiczne (szczególnie słychać to w nagraniach „Dysphoria” i „Erase”). Jest jednak jeden wyjątek – przepiękna kompozycja „The Awakening” wybrzmiewa tu w akustycznym anturażu - swój zestaw perkusyjny opuszcza nawet Henrik Bergan Fossum, by tak jak na wspomnianym krążku „A Day In The Studio” wspomóc Riisa grą na gitarze akustycznej (on prowadzi główny podkład, Bjørn włącza się by wykonać solówki), a także śpiewając w chórkach…
Drugi krążek wypełniają starsze nagrania. Rozpoczyna go motoryczny „Machines And Men” z płyty „A Day At The Beach”, po którym słyszymy „Redemption” z „Disconnected” i na finał dwa utwory z albumu „All Rights Removed”: „Never Coming Home” oraz zachwycającą floydowkim klimatem najdłuższą kompozycję w dyskografii zespołu, trzyczęściową „Homesic”.
Teraz kilka słów na temat „minusów” tego wydawnictwa. Wielka szkoda, że zespół nie zdecydował się zamieścić na płycie całego występu. Z wykonanych tego wieczoru utworów na płycie zabrakło nagrań „Killer”, „White Walls”, „The Greatest Show On Earth” czy wreszcie „Megalomaniac” i „Colours”. Szczególnie nieobecność tej ostatniej, chyba najbardziej znanej pieśni grupy, musi budzić rozczarowanie. Zapewne zabieg ten był spowodowany ograniczoną pojemnością płyt, głównie winylowych i obawą, że zestaw trzydyskowy miałby problemy ze sprzedażą. Ale to tylko moje przypuszczenia. Zmieniono także kolejność utworów. W setliście segment z muzyką z „The Century Of The Self” wypełniał drugi set, w pierwszym wybrzmiewały starsze nagrania, a na bis zespół zaprezentował kompozycje „Colours” i „Homesick”. Drugim rozczarowaniem jest brak krążka Blu-ray. Cały występ był rejestrowany przez kamery, ale zespół i/lub wydawca zdecydował, że zamiast na fizycznym nośniku będzie udostępniał pojedyncze utwory w serwisie YouTube. Szkoda, bo tak byłby to naprawdę pełny obraz tego, w jakiej formie jest aktualnie zespół. Mam nadzieję, że pozostałe nagrania ukażą się kiedyś jako dodatkowe wydawnictwo, bo byłaby wielka szkoda gdyby nie ujrzały światła dziennego.
Niemniej ten trwający prawie 100 minut album całkiem nieźle wywiązuje się z zarówno z roli pamiątki dla fanów, jak i wprowadzenia do twórczości zespołu, dla tych, którzy go jeszcze nie znają. Całość brzmi rewelacyjnie, dźwięk jest niezwykle selektywny, wszystkie niuanse w aranżacjach są doskonale słyszalne, a bardzo pozytywne wrażenie dopełnia, utrzymana w czarno–niebieskich barwach szata graficzna zaprojektowana przez wokalistę. Materiał wydano niezwykle starannie na dwóch płytach kompaktowych oraz jako zestaw dwóch krążków winylowych w kolorze jasnoniebieskim marmurkowym.
„Dysphoria (Live in the Netherlands)” to pierwszy w ponad dwudziestoletniej karierze zespołu album koncertowy przedstawiający trio Tostrup – Riis – Fossum (oraz wspomagający ich duet Sootholtet – Johannessen) w naprawdę rewelacyjnej formie. Mimo pewnych zastrzeżeń (podkreślę, dotyczących tylko niepełnego zapisu koncertu oraz braku wersji wizualnej) jest naprawdę bardzo udanym wydawnictwem. Ten rok obfituje w mnóstwo wyśmienitych publikacji koncertowych. Omówiony powyżej album zdecydowanie do nich dołącza.
