Grupa Leprous to uznana marka na muzycznym rynku, z ośmioma płytami długogrającymi oraz setkami koncertów na całym świecie na swoim koncie. Studyjne propozycje Norwegów wzbudzają duże zainteresowanie, ale ich prawdziwą siłą są występy na żywo. Tym bardziej cieszy fakt, że niedawno ukazał się zestaw audio-wizualny „An Evening Of Atonement”. Jest to dopiero ich drugi pełnowymiarowy album koncertowy po „Live At Rockefeller Music Hall” z 2016 roku. Co prawda w 2023 roku ukazała się jeszcze płyta „Live 2022” (wcześniej dostępna jako bonusowy dysk specjalnej edycji płyty „Aphelion”), ale zawierała zaledwie sześć utworów. Na potrzeby omawianego wydawnictwa zarejestrowano koncert, który odbył się 7 lutego tego roku w holenderskim Tilburgu. Na scenie w sali Poppodium 013 wystąpili Einar Solberg (śpiew, instrumenty klawiszowe), Tor Oddmund Suhrke (gitary, instrumenty klawiszowe, chórki), Baard Kolstad (perkusja), Simen Børven (bas, chórki), Robin Ognedal (gitary, chórki) oraz, wspierający grupę na koncertach, klawiszowiec Harrison White.
Jak można wnioskować po tytule, główną część albumu wypełniły utwory z ubiegłorocznej płyty „Melodies Of Atonement”. W setliście znalazło się aż sześć (z dziesięciu) nagrań z tego wydawnictwa. Zanim jednak przejdę do tego materiału, pozwolę sobie spojrzeć na reprezentantów wcześniejszych wydawnictw. I tak, z debiutanckiego krążka „Tall Poppy Syndrome” (2009) muzycy wybrali utwór otwierający go – „Passing”. To wspaniały przykład prog-metalowego grania z licznymi zmianami tempa i nastroju, z płynnym przechodzeniem Solberga od falsetu do growlowania. Podobne zachwyty można wygłosić na temat „Forced Entry” z „Bilateral” (2011). Sporo zmian tempa, świetna współpraca wokalna jedynych muzyków grupie występujących niej od początku (Solberg – Suhrke) oraz dłuższe niż w nowszych nagraniach sola gitarowe, to siła tych starszych numerów. I choć growl nie należy do moich ulubionych form wyrazu wokalnego, to w tym przypadku sprawdza się całkiem nieźle. Z „Coal” (2013) wybrzmiewa skrócona wersja „Foe”, a z albumu, będącego swoistym pomostem pomiędzy metalową a bardziej liryczną (choć nie pozbawioną sporej dawki drapieżności) odsłoną Leprous, czyli „The Congregation” na scenie grupa zaprezentowała porywające wersje kompozycji „The Price” i „Slave”, która wybrzmiała jako pierwszy bis.
I tak docieramy do płyty „Malina” (2017) ), która przez część starszych fanów odbierana jest jako co najmniej kontrowersyjna. Dla innych, w tym dla mnie, była świadectwem rozwoju Norwegów. To właśnie dzięki niej, trochę niespodziewanie, grupa trafiła do czołówki moich ulubionych wykonawców, a kolejne krążki zajmowały wysokie miejsca w prywatnych podsumowaniach lat, w których się ukazywały. Tu muzycy postawili na dwa nagrania singlowe – „Illuminate” i wybrzmiewający na koniec podstawowej części występu hit „From The Flame”. Krążek „Pitfalls” (2019) reprezentują utwory „Alleviate”, cudowny “Below” oraz wspaniale rozwijający się (od wokalno-fortepianowej ballady na początku po pełny rockowego żaru finał) „Distant Bells”. Jest jeszcze jeden fragment tej płyty, ale o nim później. Z albumu „Aphelion” (przypomnę – w 2021 roku wygrał on nasz Plebiscyt w kategorii „Płyta zagraniczna”) zespół wybrał przejmujące utwory “Castaway Angels”, “Nighttime Disguise”, „Out of Here” oraz “On Hold”. Osobiście cieszy mnie najbardziej obecność tego ostatniego, który, gdybym miał wybierać ten jeden ulubiony, to byłby to właśnie ten.
Pozostało omówienie wyboru kompozycji z najnowszego studyjnego dzieła Norwegów, „Melodies Of Atonement” (2024). Koncert rozpoczyna się dokładnie tak jak ta płyta, od utworu “Silently Walking Alone” z wpijającym się transowym motywem. W dalszej części słyszymy nieco spokojniejsze, ale pełne emocji „I Hear The Sirens” i jazzujące „Like A Sunken Ship” oraz rozpoczynające drugi set nagranie „Unfree My Soul” z White’em obsługującym także dodatkowe tomy. Punktem kulminacyjnym płyty jest wykonanie utworu „Faceless”, w którym Simen Børven chwyta za mini bas, który co prawda wzbudził uśmiech na twarzach fanów, ale niezwykle głębokie dźwięki wydobywane z tego niewielkiego instrumentu całkiem poważnie wprowadziły (ponownie) element jazzu. Jednak największym wydarzeniem było zaproszenie grupy fanów (zaprezentowanych przez Solberga jako Tilburg Fan Choir), którzy w końcówce zgromadzili się wokół mikrofonów wykorzystywanych przez muzyków i wsparli ich swoimi głosami wyśpiewując wersy:
“Never go alone, never go alone
Never the unknown, never the unknown”.
Już w ostatecznym finale, gdy głosy wybrzmiewają a cappella, towarzyszy im wokalnie cały zespół włącznie z Baardem Kolstadem, który na ten moment opuścił swój zestaw perkusyjny. Doprawdy piorunujące wykonanie! Dodam, że podobne występy fanów zostały zaaranżowane także podczas innych spektakli zespołu.
Koncert kończyło nagranie (prawie) tytułowe – „Atonement”, które płynnie przechodziło w instrumentalne outro utworu „The Sky Is Red”, z płyty „Pitfalls” powalające swym transowym początkiem (z White’em ponownie wspierającym perkusistę) i pełnej dzikiej energii dalszej części, która pozwoliła sekstetowi po raz ostatni na odrobinę szaleństwa na skąpanej w czerwieni scenie.
Jeśli chodzi o stronę wizualną, to właśnie energia bijąca od muzyków jest elementem najmocniej przykuwającym uwagę. Solberg, Suhrke, Børven i Ognedal co chwilę zmieniają swoją pozycję na scenie, chętnie wskakując na podest z przodu sceny lub ten z zestawami klawiszy i perkusją, natomiast White i Kolstad szaleją za swoimi instrumentami. Szczególnie ten drugi to istny wulkan energii, a obserwowanie jego gry na perkusji to czysta przyjemność – precyzyjne połączenie żywiołowości z kosmiczną techniką. Za sceną umieszczony jest wielki baner z okładką ostatniej płyty a całość uzupełnia dynamiczne oświetlenie oraz pojawiające się co jakiś czas… słupy ognia. Pełny anturaż, jaki może sobie wymarzyć zespół metalowy, bo mimo wszystkich, niezwykle licznych, elementów innej muzyki w repertuarze Leprous, są oni zaszufladkowani właśnie jako artyści z tego kręgu. Opisywane przeze mnie wydawnictwo ukazało się w postaci trzech krążków winylowych oraz zestawu dwóch płyt kompaktowych i dysku Blu-ray. Całość prezentuje się bardzo dobrze, a jedynym minusem jest brak miksu 5.1 lub Dolby Atmos, jednak wersja stereofoniczna brzmi naprawdę wyśmienicie.
„An Evening Of Atonement” to wspaniały dokument przedstawiający zespół w rewelacyjnej formie. Co ważne, jest to zapis jednego z koncertów regularnej trasy, w odróżnieniu od „Live At Rockefeller Music Hall”, gdzie specjalnie na tę okazję zaproszono dodatkowych muzyków. Fantastyczny zestaw audio-wizualny, będący dowodem na to, że Leprous to jeden z najciekawszych przedstawicieli współczesnej sceny progmetalowej. Piękna pamiątka dla licznej grupy fanów, która także może stanowić bardzo udane wprowadzenie, wraz ze wspomnianą wcześniejszą płytą live, w twórczość zespołu w jego koncertowej odsłonie, a że w przyszłym roku muzycy będą świętować 25 lat od momentu, gdy Solberg i Suhrke wraz z kolegami założyli Leprous, to jest to idealny moment na takie podsumowanie.
