Neal Morse Band, The - Morsefest 2024

Rysiek Puciato

Encyklopedycznie można by zacząć ten opis tak: „(…) Morsefest to dwudniowy festiwal muzyczny organizowany przez Neala Morse'a, odbywający się corocznie od 2014 roku. Festiwal ma charakter weekendowych koncertów, a jego nazwa została wymyślona przez Mike'a Portnoya. Morsefest odbywa się w różnych lokalizacjach, z lokalnymi edycjami w USA, a także w Europie”. Krótko, zwięźle i zrozumiale dla wszystkich, kogo interesuje muzyka progresywna. Dla mnie jest to jedna z „zaczarowanych” nazw, które corocznie powodują powstawanie przysłowiowych ciarek na skórze, żalu, że nie będzie można wziąć udziału w tym przedsięwzięciu i tęsknoty za namiastką tego, co się tam działo w postaci kolejnych wydawnictw z cyklu Morsefest.

A przyznać trzeba, że główny sprawca tego całego „zamieszania” – Neal Morse - ze skrupulatnością dobrego managera co roku wydaje (najczęściej w postaci wielodyskowego wydawnictwa CD i Blue-ray) niemal całościowe zapisy tego, co się działo podczas dwóch dni koncertowych. Tegoroczne wydawnictwo z tego cyklu „Morsefest 2024” to cztery płyty CD i 2 krążki Blue-ray.

Muszę przyznać, że zeszłoroczny program festiwalu należał chyba do „najcięższych” gatunkowo, bowiem obejmował, moim zdaniem, jedne z najtrudniejszych muzycznie produkcji Neala Morse’a – „Jesus Christ The Exorcist” i obie części historii o św. Józefie - „The Dreamer – Joseph: Part One” oraz „The Restoration – Joseph: Part Two”. Ale… to tylko trzy z czterech płyt, jakie zawiera to wydawnictwo. Pozostaje jeszcze płyta CD z numerem 1, której repertuar jest nieco mniej „trudny” i, z racji nietypowego składu, bardzo interesujący. D'Virgilio, Morse & Jennings – to trzej bohaterowie pierwszego krążka i pierwszego koncertowego dnia festiwalu. Jako trio mają na swoim koncie dwa wydawnictwa: płytę „Troika” nagraną w roku 2022 i wydaną w roku 2023 płytę pt. „Sophomore”. Inspiracją do stworzenia takiego trio była idea Morse’a, by nagrać płytę akustyczną z ciekawymi harmoniami wokalnymi, a że panowie znają się na „muzycznej robocie” (D’Virgilio był perkusistą Spock’s Beard za czasów Morse’a, obecnie gra w Big Big Train, Jennings to główna postać zespołu Haken, a o samym Nealu Morsie pisanie zajęłoby zbyt wiele linijek), więc, jakby to powiedzieć, wszyscy spodziewali się, że ich wspólna praca będzie czymś w rodzaju wydawnictwa „Spock's Beard spotyka Haken". Ich powstanie, co do formy, porównywano do słynnego tria Crosby, Stills and Nash. Choć pierwsza płyta nieco raziła jakąś niezgrabnością, wtórnością i nie do końca wyartykułowanym muzycznym celem nagrań, to drugi z albumów – „Sophomore” – wyraźnie przekonuje, bo zawierał wiele miłych w odbiorze piosenek, głównie autorstwa Morse’a. W związku z tym rodzi się zapytanie: czy warto posłuchać tego nieco kontrowersyjnego trio? Czy mam odpowiedzieć? Jeżeli tak, to odpowiadam jednym słowem: warto. Bo jak sami Państwo wiecie, często bywa tak, że koncertowy luz, spotkanie z publicznością, emocje i napięcie mogą spowodować prawdziwe cuda.

Koncertowy set zawiera trzy utwory z pierwszej płyty: rozpoczynający widowisko „Everything I Am” oraz „King For A Day” i „Julia”, które po prostu brzmią fantastycznie. A oprócz nich jest jeszcze siedem kompozycji z albumu „Sophomore”, w tym pierwszy singiel z tego krążka autorstwa Jenningsa – „Tiny Little Fires”. Niesamowicie brzmi „Hard To Be Easy” Morse’a. A atmosfera towarzysząca temu spotkaniu trzech kolegów daleko odbiega od formalnych ram koncertu. I dzieje się ten wspomniany wyżej cud: całość naprawdę brzmi udanie. Choć, jak mógłby powiedzieć pesymista, a może to po prostu zasługa koncertu pierwszego dnia, kiedy spragniona publiczność z utęsknieniem czeka na każdy zagrany dźwięk? Proszę samemu ocenić.

Bo później jest już poważniej. Jak napisałem wcześniej, uważam, że program trzech pozostałych krążków należy do najtrudniejszych w odbiorze dzieł Neala Morse’a. Można by patetycznie powiedzieć: są monumentalne, a ich treść dotyczy tzw. wielkich tematów religijnych, co pociąga za sobą możliwość narażenia się na konstruktywną krytykę z jednej strony, a z drugiej - na połajankę ideologiczną, jak to często ma miejsce w takich przypadkach.

„Jesus Christ The Exorcist” (a właściwie: „Jesus Christ the Exorcist: A Progressive Rock Musical by Neal Morse” - tak bowiem brzmi jej pełny tytuł) - płyta numer dwa na omawianym wydawnictwie – w wersji studyjnej powstała w 2019 roku jako dziesiąte wydawnictwo Morse’a. Dwupłytowe wydawnictwo potrzebowało sześciu miesięcy twórczej pracy, by ukazało się w pierwszej wersji. Ta pierwsza wersja została zaprezentowana podczas festiwalu w roku 2018, a dopiero potem, po przeróbkach wydana w formie albumu. Tym razem zamiast dwóch płyt mamy jedną, której podtytuł brzmi: „Highlights From Jesus Christ The Exorcist” – najlepsze momenty. I według mej opinii są te najlepsze: „Overture”, „There Is A Highway”, „Hearts Full Of Holes” i „Love Has Called My Name (Reprise)” i jedenaście innych. I, jak zawsze w moim przypadku, oczekiwanie: czy na scenie można wydobyć całą moc i piękno z tych kompozycji, które wspaniale brzmią w wersji studyjnej?

Dwie pozostałe płyty potraktuję nieco po macoszemu. Doczekały się one błyskotliwych i całościowych recenzji na łamach MLWZ.pl. Osoby, które (podobnie jak ja) z wielką ostrożnością podchodzą do dwóch części opowieści o św. Józefie mają okazję do zapoznania się z ich omówieniem (część pierwsza – tutaj i część druga – tutaj). A potem… pozostaje tylko znaleźć ponad dwie i pół godziny wolnego czasu i dać się ponieść festiwalowej atmosferze. Wystarczy tylko powiedzieć, że ponownie mamy do czynienia nie z festiwalem, a muzyczną chwilą noszącą znamiona jakiegoś quasi-modlitewnego spotkania powstałego na skutek niezwykłego połączenia ważkości „odśpiewywanych” tematów biblijnych i atmosfery symfoniczno-progresywnego koncertu. Bo w tej części festiwalu biorą udział wszyscy muzycy, którzy przyczynili się do jej nagrania oraz orkiestra dęta. Koncert rozpoczyna się od dramatycznej „Overture”, przez rockowy „Like A Wall”, po chóralny „I Will Wait On The Lord” w wykonaniu wszystkich wokalistów. Część druga to popowy „Cosmic Mess”, wokalna gimnastyka w „The Argument”, a całość kończą epickie kulminacje: „Everlasting” i „Dawning Of A New Day”.

Wszystko to potwierdza tezę, którą rozpowszechniam od długiego czasu: Neal Morse ma niesamowitą zdolność do pisania prostych opowieści muzycznych poruszających wielkie kwestie - z jednej strony i prostych, właściwie przebojowych, piosenek - z drugiej. Ciekawostką tej części festiwalu jest fakt, że utworem rozpoczynającym pierwszą część opowieści o św. Józefie jest kompozycja z repertuaru zespołu Spock’s Beard – „Day For Night”, a na koniec części drugiej opowieści wybrzmiewa kolejna kompozycja z repertuaru tego zespołu – „Wind At My Back”.

A samo wydawnictwo? Godne jest polecenia wszystkim fanom Neala Morse’a, Spock’s Beard, Transatlantica i wszelkich innych wcieleń Morse’a. A festiwal…? Kolejne edycje festiwalu Morsefest coraz bardziej zbliżają się do miejsc, do których można dojechać i znaleźć się tam za rozsądne pieniądze. Była Wielka Brytania, ostatnio mówi się o Niderlandach. A stamtąd już przecież nie jest zbyt daleko do Niemiec, do Polski… Morsefest to dla fana muzyki progresywnej jedno z „zaczarowanych” słów obok Lorelei, Cruise To The Edge, wszelkich weekenderów i im podobnych. Bilety wyprzedają się szybko, więc proszę uważać na terminy kolejnej edycji. Może się jakoś uda spiąć stronę finansową z muzyczną?...

Najbliższy termin: 5-7 luty 2026 r. Tytuł wydarzenia: “Morsefest UK 2026: To The Power of Three!”. Trzy dni, trzy koncerty: Neal Morse And The Resonance, Cosmic Cathedral i w dzień trzeci zestaw ‘best of’ z twórczości Spock’s Beard z płyt “Beware Of Darkness”, “Kindness Of Strangers”, “Day For Night” i “V". A na koniec… grand finale! Z okazji dziesięciolecia premiery pełna wersja albumu „One” z niespodziankami. Miejsce: Trinity Church, Brentwood.

Warto się wybrać.

MLWZ album na 15-lecie Red Box na trzech koncertach w Polsce Wishbone Ash powraca do Polski