Spock's Beard - The Archaeoptimist

Olga Walkiewicz

Historia zespołu Spock’s Beard jest długa niczym rzeka, która płynie z błogim spokojem i, pomimo kilku zakrętów, przemierza krainę melodii i rytmów, nie bojąc się fali modernizmu, który w niepokojący sposób wkracza w świat rocka progresywnego. Początki grupy sięgają 1992 roku. Od tego czasu nastąpiło kilka zmian personalnych, które w zasadniczy sposób wpłynęły na jego muzykę. Odejście Neala Morse’a, Nicka D’Virgilio czy Johna Boegeholda znaczyło kolejne etapy ewolucji amerykańskiej formacji i kierunek następujących zmian. Zachowali jednak konserwatywne spojrzenie na stylistykę i brzmienie utworów. To jak odbicie w zwierciadle klasyki, ciepły uśmiech w stronę przeszłości i zachowanie wartości, które ukochali.

Po siedmiu latach milczenia Spock’s Beard wydał czternasty album studyjny. W tym momencie należałoby głęboko westchnąć, bo to niesamowita wiadomość. Tak, to prawda. 21 listopada 2025 ukazał się „The Archaeoptimist” w formie cyfrowej, CD, CD/DVD, czarnego i czerwonego winyla. Album sygnuje pięciu znakomitych artystów: Ted Leonard (wokal, gitara, syntezatory), Alan Morse (gitara, wokal), Ryo Okumoto (klawisze, wokal), Dave Meros (bas, klawisze, wokal) i nowy człowiek w zespole - Nick Potters (perkusja, wokal) - znakomity multiinstrumentalista i producent, znany z występów z solowym zespołem Ryo Okumoto oraz grupami The Fuzz i Calaspera.

Na płycie znalazło się sześć kompozycji utrzymanych w progresywnej stylistyce, w miękkiej aurze zawiłych aranżacji, splatanych chaosem doskonałym w swojej precyzji, naznaczonym przestrzennym wymiarem. Album został nagrany, zmiksowany i zmasterowany przez Richa Mousera, wyprodukowany przez Ryo Okumoto, który też jest autorem wszystkich kompozycji wraz z Michaelem Whitemanem. Trzeba przyznać, że wszystko jest tu dopracowane i lśni pełnym blaskiem. „The Archaeoptimist” smakuje coraz pyszniej z każdym przesłuchaniem. A nie jest to łatwa muzyka. Pełno tu rytmicznych „łamańców”, brzmieniowego chaosu wplecionego w cudowne melodie, skomplikowanych fraz rozciągniętych na pięciolinii improwizacji. Ted Leonard czaruje swoim głosem, a Nick Potters znakomicie sprawdza się i wraz z Dave’em Merosem nadaje utworom mistycznej trójwymiarowości.

Album otwiera singlowy utwór „Invisible”. Szalone harmonie wokalne a’capella udowadniają niesamowitą formę muzyków. Ryo Okumoto barwi muzyczną przestrzeń soczystymi partiami organów, sekcja rytmiczna nadaje ekspresji każdej frazie, emocje sączą się na potęgę, a Teda pieczętuje to wszystko swoim śpiewem.

„Electric Monk” kontynuuje nastrojowy charakter i prowadzi słuchacza przez labirynt barwnych harmonii, karkołomnych układów rytmicznych i tysiąca czarownych barw. Subtelność miesza się z mocą dźwięków, myśli i uczucia stają się kunsztowna jednością. Świat wiruje, kalejdoskop marzeń zmienia się w kadry filmu, który naszkicowano barwami zmierzchu.

„Afourthoughts” nawiązuje do przeszłości i kompozycji Neala Morse’a z 1996 roku. Utwór jest zwariowanym pojedynkiem wokalnym, są tu nieprawdopodobne harmonie, przepyszne chórki i barwne improwizacje.

„St. Jerome in the Wilderness” kusi swoim niepowtarzalnym stylem. Jest to swoista epopeja skonstruowana w dyskretnych proporcjach, bogata w efektowne pasaże, muzyczne metafory i przestrzeń, w której można się zagubić.

Tytułowy utwór to 20-minutowy „The Archaeoptimist”. Jest on historią młodej dziewczyny i jej ojca, którzy przemierzają życie w scenerii postapokaliptycznej rzeczywistości. Klimatyczne brzmienia gitary Alana Morse’a, syntetyczne klawisze Ruo Okumoto, wokal Teda Leonarda i nadająca enigmatyczny puls sekcja rytmiczna - to tajemnica najdłuższej kompozycji na płycie.

Na zakończenie „kropelka” barokowych brzmień z pogranicza Bacha i Vivaldiego, bo tak rozpoczyna się „Next Step”. Dalej jest już „nowocześnie”. Pojawia się paleta barw klasycznej gitary, delikatne brzmienie fletu, klasyczny fortepian i Ted w całej swojej wokalnej okazałości.

„The Archaeoptimist” zespołu Spock’s Beard to znakomity materiał muzyczny. Tę płytę trzeba poznać, rozsmakować się w jej ukrytych walorach, w jej tajemniczej zmysłowości. Nie jest prosta i łatwa, ale tak być powinno.

MLWZ album na 15-lecie Red Box na trzech koncertach w Polsce Wishbone Ash powraca do Polski