mlwz - edunitsky - baner - motyl

Prophets of Zarquon, The - Galleon Ascending

Rysiek Puciato

Nie wiem czy to jakaś tradycja, czy też może jakieś zaplanowane działanie, ale zawsze jest tak, że już pod sam koniec roku, w momencie gdy się nie spodziewamy żadnych nowych płyt, ot, nagle jakieś się pojawiają i… po prostu zmuszają do przesłuchania. Tak właśnie jest w tym przypadku. Wystarczył pierwszy utwór, a właściwie nawet nie cały pierwszy utwór, a tylko jego tzw. „zajawka”, a już było wiadomo, że trzeba rzucić wszystko i pozwolić sobie na ponad czterdziestominutową podróż w krainę muzycznej fantazji wyczarowanej przez zespół o nietuzinkowej nazwie: The Prophets Of Zarquon.

Nie jest to pierwsze wydawnictwo tej grupy. Po raz piąty przyciągają uwagę słuchacza muzyką, którą najprościej można by określić mianem miksu pop-neo-proga z wyśmienitymi liniami wokalnymi w wykonaniu Roseany Ball oraz płynącej rzeki syntezatorowych dźwięków komponowanych przez Mike’a Zarquona (zwanego też na okładkach płyt zespołu: Lord Zar). Niewątpliwy wpływ na ostateczny kształt każdego z wydawnictw ma gitara i jej operator – tajemniczy Dr R.Shroud oraz… automat perkusyjny – LogicaX. Fuzja tych elementów sprawia, że słyszymy delikatne, bardzo przestrzenne i bajkowo-melodyjne kompozycje, które mogą z powodzeniem stanowić doskonałą linię dźwiękową do filmu fantasy lub innych bajkowo-fantastycznych opowieści.

Bo proszę tylko posłuchać choćby rozpoczynającego płytę utworu „Galleon”. Delikatność i lekko celtyckie brzmienie połączone z gitarą znaną z aranżacji wszystkich folk-progresywnych zespołów, jak choćby Mostly Autumn, niejako nakazują folkowo-celtycką interpretację. Jakby ktoś bardzo chciał, to pewnie doszuka się tu, a także w następnych utworach, inspiracji sposobem śpiewania Enyi.

Następne utwory – „Ascending”, „Ridgeway” czy „Spectral Lights” - to kolejne fragmenty podróży po niezmierzonych morzach wspaniałych folkowych kompozycji łączących folkowe brzmienie z delikatnymi neoprogresywnymi aranżacjami. No i ten mellotron…

Piaty w kolejności utwór, „Pastoral”, to piękna, spokojna i kołysząca ballada. Proszę zdać się na rytm i melodię, którą pobrzmiewa… To po prostu ukojenie dla muzycznej duszy. Ta kompozycja oraz trzy następne tworzą muzyczny balsam dla duszy spragnionej spokoju, kokon dla zmęczonego umysłu i barierę chroniącą od codziennych zmartwień.

Podróż morska musi się liczyć z burzą i błyskawicami. Właśnie burzowo rozpoczyna się szósty utwór – „Whirlpool”. To druga wspaniała ballada z leniwym solo gitary. Pojedyncze dźwięki gitary i wtopione odgłosy morza przyśpieszają nieco w czwartej minucie, tworząc pasjonującą piosenkę.

„Whisper Trees” utrzymuje nastrój z dwóch poprzednich kompozycji. W dalszym ciągu zmuszając słuchacza do płynięcia z kolejnymi dźwiękami.

Nie inaczej jest w utworze „As Above so Below (The Plains of Morning)”. Proszę uważnie wsłuchać się w głos Roseany. Może pochłonąć swoją delikatną barwą ozdobioną lekką syntezatorową aranżacją.

Tylko osiem utworów. Tylko nieco ponad czterdzieści minut wspaniałej, eterycznej podróży przez czas, przestrzeń, emocje, marzenia. Tylko… dlaczego tak krótko? Tylko dlaczego tak późno? Płyta ukazała się 5 grudnia. W swej poszerzonej wersji ma jeszcze cztery dodatkowe kompozycje, tzw. radio mix, czyli skrócone wersje kompozycji: „Pastoral”, „Whirlpool”, „Whisper Trees” i „Spectral Lights”. Przy czym ten ostatni miks został opisany jako ‘epic mix’.

O samym zespole i jego innych płytach można znaleźć więcej informacji na jego bandcampie (tutaj). Można tam zakupić ich wydawnictwa, choć nie jestem pewien czy dotrą przed świętami. Bo choć nie są to typowe utwory świąteczne, to ich czarodziejsko-delikatna moc z powodzeniem może je uprzyjemnić.

MLWZ album na 15-lecie Red Box na trzech koncertach w Polsce Wishbone Ash powraca do Polski