Po wielu latach przerwy, po niepowetowanej stracie powodującej poważny wyłom w zespole Skaldowie (śmierć brata, Jacka Zielińskiego, w 2024r.), Andrzej Zieliński powraca z absolutnie premierowym materiałem. Przy pomocy starszych i młodszych kolegów z zespołu, lider Skaldów przygotował cztery nowe utwory (a jeden nawet w dwóch wersjach) na jubileusz 60-lecia działalności tej jednej z najważniejszych grup w historii polskiego rocka.
„Czwórkę”, czy też właściwie „Piątkę” zatytułowaną „Ja już nie muszę nic…”, którą wydała wytwórnia Kameleon Records, rozpoczyna wzruszający utwór „Gdzie jesteś przyjacielu” (w podtytule „Epitafium dla mojego brata, Jacka Zielińskiego”, który Mistrz poświęcił pamięci swojego brata. Słowa napisał Krzysztof Logan Tomaszewski i wydaje się, że idealnie oddał on pustkę, jaka powstała po śmierci tego wspaniałego muzyka. Bogata aranżacja (trąbki, skrzypce, saksofony) nie tylko wprowadza podniosły nastrój, ale i przywołuje ducha starej muzyki Skaldów. Tym bardziej, że w nagraniu tego utworu wzięli udział Jan Budziaszek oraz Jerzy Tarsiński,
Później jest już zdecydowanie weselej, czasami nieco nostalgicznie, trochę klasycznie, trochę rockowo, odrobinę orientalnie, chwilami nowocześnie i naprawdę przebojowo. Uwagę zwraca świetna produkcja, bardzo dobrze łącząca tradycję z bardziej współczesnymi, dobrze wyważonymi brzmieniami. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest to najlepiej zrealizowany dźwiękowo materiał związany ze Skaldami od niepamiętnych czasów.
Sporo tutaj naturalnie brzmiących, żywych instrumentów, na których gra Andrzej Zieliński (organy Hammonda, fortepian Fendera, Yamaha Montage, minimoog) oraz licznie zaproszeni goście (m.in. występujący ostatnio ze Skaldami, Łukasz Łach – bas, realizacja nagrań, Alicja Śmietana - skrzypce, Ewa Borcz – altówka, Tomasz Kudyk - trąbka, perkusja, gitary, Łukasz Szczerba - saksofony). Nie brakuje też brzmieniowej niespodzianki – jedna z dwóch wersji utworu „Zgadnij” brzmi doprawdy zaskakująco – bardzo nowocześnie, orientalnie i przemierza terytoria, o które ani Andrzeja Zielinskiego, ani też Skaldów, nigdy byśmy nie posądzali.
Poza piosenkami z nostalgicznymi tekstami Krzysztofa Logana Tomaszewskiego (oprócz wspomnianego „Gdzie jesteś przyjacielu”, znajdujemy tu jeszcze przebojowe „Konie na uwięzi” oraz nagranie tytułowe z tekstem jego autorstwa) na EP-ce znalazł się jeden, zaprezentowany w dwóch wersjach, utwór „Zgadnij” ze słowami nadwornego poety Skaldów – zmarłego w 2017 roku Leszka Aleksandra Moczulskiego.
Warto docenić fakt, że Andrzej Zieliński, mimo przekroczonej 80-tki, wciąż ma ochotę tworzyć i nagrywać nowe piosenki, choć – przecież jak sugeruje sam tytuł płytki – „nie musi już nic”. Najbardziej cieszy jednak to, że materiałem tym po raz kolejny udowadnia, iż wciąż nie brakuje mu doskonałych pomysłów muzycznych.
Całość wydana została w cienkim przezroczystym pudełku, czyli tak jak klasyczny singiel kompaktowy, jakich chyba już nikt dzisiaj nie produkuje. EP-ce „Ja już nie muszę nic…” towarzyszy wznowiona inna EP-ka - „Reggae na koniec świata” - ostatni wspólny materiał zarejestrowany w studio przez Andrzeja i Jacka Zielińskich - która powraca opakowana w nową, zdecydowanie bardziej „skaldowską” okładkę. Nowe wydanie także ukazało się w cienkim przezroczystym pudełku i przygotowane zostało w taki sposób, aby edycyjnie pasowało do EP-ki „Ja już nie muszę nic…”.
Historia tego materiału jest taka, że ulegając namowom Krzysztofa Logana Tomaszewskiego, Andrzej Zieliński napisał dwa nowe utwory do jego tekstów (poświęcony wojnie w Ukrainie „Reggae na koniec świata” oraz nostalgicznie poetycki „Usiądę dziś na tęczy”) i, przy jakże istotnym udziale swojego brata Jacka (wokal, chórki, trąbka), zdecydował się je zarejestrować w domowym studio we wrześniu 2022 roku. Sesję uzupełniła trzecia piosenka Andrzeja Zielińskiego, mocno nasączona syntezatorowymi brzmieniami wyciągniętymi z lat 80., – „15 minut”, która trwa… 4 minuty i 12 sekund - skomponowana do tekstu nieodżałowanego Leszka Aleksandra Moczulskiego. W ten sposób powstała ta oto, nagrana w trzy dni, trzyutworowa EP-ka z całkowicie premierowym, stylistycznie bardzo skaldowskim, materiałem.
Na koniec warto zaznaczyć jeszcze, że obie EP-ki to pozycje obowiązkowe dla wszystkich sympatyków twórczości Skaldów, którzy świętują właśnie 60-lecie swojej działalności. W listopadzie widziałem ich rewelacyjny jubileuszowy koncert w Filharmonii Krakowskiej. Pogratulować! Chapeau bas!!!
