Chcecie kandydata do swojego Top15 A.D. 2025 organizowanego przez MLWZ.pl? Niewątpliwie jest nim album ''Ether Metal'' zespołu Esoterica. Oferuje on muzykę, która jest jednocześnie przystępna i złożona. Brzmienie grupy to mieszanka alternatywnego rocka i nowoczesnego metalu z mocnymi elementami metalu progresywnego, gotyckiego i elektroniki. No, popu może też troszeczkę tu usłyszymy. Muzyka jest płynna, błyskotliwa, filmowa i chwytliwa. Naprawdę znajdzie się tutaj coś dla każdego, a wszystko to okraszone jest hipnotyzującym brzmieniem smyczków. Brzmienia na albumie można porównywać do HIM, Muse, Tool i A Perfect Circle. Dodałbym jescze Lesoir, Haken, Soen i TesseracT. Wokal Tobiasa Keasta momentami tak bardzo przypomina mi mojego ulubionego Daniela Tompkinsa, że wszystko biorę w ciemno. Owszem, słychać też czasami manierę a'la Ville Valo, ale to przecież żadna ujma.
Obecny skład zespołu to: Tobias Keast – wokal, Matthew Diver i Laura Conway – gitary, Mike Watchorn – bas, Luke Keast – perkusja oraz Will Keast – klawisze. Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa - Tobias i Luke są braćmi, a Will jest ich kuzynem. Na dodatek Matt i Luke razem chodzili do szkoły. To były zresztą zaczątki późniejszej Esoteriki. Na początku grali covery Dream Theater, Pink Floyd, a i Beatlesi byli na ich rozkładzie. Później oczywiście zaczęli pracować nad własną muzyką, czego efektem była płyta ''The Fool'' wydana w 2005 roku. Na następną (''The Riddle'') trzeba było czekać aż pięć lat. Zespół ciężko pracował na rozpoznawalność i szacunek fanów, a pomogły mu w tym w tym wspólne koncerty z HIM i Marylinem Mansonem. W 2012r. ukazał się kolejny album - ''Nothing Left To Lose''. Na następny trzeba było poczekać osiem długich lat Grupa dużo koncertowała, ale na wskutek różnych perturbacji, w międzyczasie zmienili nazwę na Eso. I gdy wydawało się, że to już koniec, powrócili do starej nazwy, nagrywając świetny album ''In Dreams'' (2020). To był początek ich prawdziwej ewolucji, ale na efekty końcowe znów musieliśmy sporo czekać. Warto było, bowiem zeszłoroczny ''Ether Metal'' jest rewelacyjny! Muzycy widocznie stwierdzili, że nie ilość, a jakość będzie przyświecać ich karierze. Tytuł płyty nie jest wyjęty z komina, zespół w ten sposób manifestuje powstanie nowego gatunku muzycznego - ether metalu. Podobny zabieg został wcześniej wymyślony przez HIM. Ich ‘love metal’ był przecież również tytułem płyty.
Najnowsze dzieło Brytyjczyków zawiera 11 utworów i trwają one prawie 48 minut. Esoterica, jak niewiele innych zespołów, łączy w sobie duszę, przejmującą melancholię, epickie pejzaże dźwiękowe, ciche momenty i odpowiednią dawkę ciężkości w spójną i głęboko poruszającą całość, bez popadania w patos czy kicz. Muzyka jest dopracowana i profesjonalna. Zespół ewidentnie wie co robić z tego typu materiałem i wykonuje swoje utwory z pasją i kunsztem. Oprócz ''ORIANA'', ''Tokyo'', ''Heathen'' i ''Enjoy'' wszystkie inne utwory były już wcześniej prezentowane, więc dla uważnego fana nie było zaskoczeń przy słuchaniu całości. Zachęcam do poszperania w internecie i obejrzenia klipów zespołu. Są naprawdę bardzo ciekawe.
Album otwiera ''Into the Ether''. Oto co powiedział na temat tego utworu Tobias: ''Jest to przejmująca i filmowa podróż przez żałobę i transcendencję. Z eterycznymi fakturami zderzającymi się z najcięższym momentem w naszej karierze, ten utwór wynosi nasze brzmienie na nowy poziom. Z udziałem zarówno London Oriana Choir, jak i Choir Noir, jest to potężna pieśń o przyjaciołach, których straciliśmy i śladach, które po sobie pozostawili''. Niesamowity jest ambientowy początek. Równie przejmujące jest zakończenie. A pośrodku ? Doskonały głos Tobiego, znakomita melodia, a pod koniec trzeciej minuty prawdziwa eksplozja dźwięku. Chóralne elementy i riffy o niemal nu-metalowym brzmieniu sprawiają, że i tak już barwna mieszanka staje się jeszcze bardziej ekscytująca. Jest to wspaniałe otwarcie albmu i muszę przyznać, że to jeden z moich faworytów na tym albumie .
Pierwotnym więzieniem człowieka jest jego własny umysł i zawarte w nim myśli, które go zniewalają. ''I Am Just One'' w istocie mówi: “uwolnij swój umysł, a reszta pójdzie sama”. To kolejny świetny kawałek, w którym zespół generuje potężne brzmienie. No i ten anielski głos w refrenie... Majestatyczny, monstrualny hymn, mocno stojący na nogach dzięki leniwemu, orkiestrowemu fundamentowi i wznoszący się na symfoniczne, eteryczne wyżyny, niczym filmowy dreszczowiec.
''Alive'' – mocny i głęboko osobisty utwór o nagłej stracie bliskich przyjaciół. Ze słowami, które przekazują żałobę i poczucie starty poprzez kinową intensywność, ''Alive'' to jedno z najbardziej poruszających nagrań zespołu. Wspaniała mieszanka symfonicznych, stonowanych fragmentów i pięknych harmonii podkreślonych chrupiącymi akordami i chwytliwymi melodiami. W wybuchowym punkcie kulminacyjnym utworu orkiestrowa fraza zapiera dech w piersiach.
''Firefly'' oddaje istotę ciężkiego, eterycznego brzmienia zespołu. Połączenie nastrojowych melodii, potężnego wokalu i misternej instrumentacji z pewnością oczaruje słuchaczy. W tym utworze poznajemy osobę, która szuka odwagi, by przezwyciężyć surowość innych i przestać przed nimi uciekać. Ktoś inny wmawia jej, że jest niesamowita, że jest światłem i rytmem dobowym tej osoby i że będzie przy niej, kiedy będzie jej potrzebować. Niesamowite są refreny...
Elektroniczne klawisze i tęskny głos Tobiasa rozpoczynają kompozycję ''ORIANA''. Gdyby nie eksplozja bębnów, basu i gitary pod koniec tego nagrania, można by je uznać za bardzo melancholijne i kosmiczne. Jakże cudownie brzmią tu smyczki, które tuż przed bombastycznym finałem wychodzą na pierwszy plan. Przepiękna kompozycja.
Przez większą część ''Heathen'' czujemy klimat Rammsteina. To bardzo dynamiczne nagranie, najbardziej alternatywne ze wszystkich na albumie. Fajne są chórki, a całość ma plemienny charakter, z rytmicznym, pierwotnym rytmem i śpiewem. To nadaje jej zupełnie inne brzmienie niż większość pozostałych utworów.
W ''Tokyo'' usłyszymy przeplatankę elektroniki z potężnym ''łomotem''. To rytmiczne nagranie z soczystą solówką. Dosyć nagle urywa się i się kończy.
''DysUTOPIA'' to powrót do fantastycznej początkowej części albumu. Brzmi nieco futurystycznie. Pasowałaby jako ścieżka dźwiękowa do ciekawego filmu s-f. Przedstawia dystopijne życie w nieznanym mieście. Mrożące krew w żyłach, niepokojące publiczne zapowiedzi rozbrzmiewają w tym utworze, potęgując totalitarny klimat. Poza tym to melodyjny i wpadający w ucho numer.
''Enjoy'' zaczyna się łagodnie dominującymi klawiszami, perkusją i wokalem. W refrenach wybucha gitara, ale generalnie jes to jeden z najspokojniejszych utworów na płycie. Bardzo duży plus za partie fortepianu.
Oto co mówi wokalista Tobias Keast na temat następnej kompozycji: ''Utwór eksploruje kruchość i odporność z porywającymi emocjami i potężną produkcją. ''Paper Skull'' to hipnotyzujący, melodyjny hymn''. Tak, to płynny utwór z mnóstwem elektronicznych i ambientowych faktur, ale i z piękną solówką. Śpiew wokalisty sprawia, że możemy o nim mówić jako o balladzie.
''Burn'' ukazuje ewolucję zespołu w łączeniu nowoczesnego metalu z eterycznymi, elektronicznymi tonami. Styl oscyluje między bombastycznyma a subtelnym, a wisienką na torcie jest kolejne znakomite gitarowe solo, chyba najlepsze na tym albumie, choć pozostale też są naprawdę dobre. I nagle wszystko się kończy, ale pojawia się pragnienie, by znów zacząć chłonąć ten album od początku...
''Ether Metal'' to mocny album. Muzyka, rozciąga się od hymnów po kameralne brzmienia i obejmuje szeroki zakres stylistyczny. Jakże łatwo zatracić się w atmosferze tych utworów, jakże dobrze jest założyć słuchawki i odpłynąć... Dodanie do szerokiego instrumentaroum Choir Noir oraz Parallax Orchestra nadaje wielu utworom głębi, wydobywając z nich dodatkowe pokłady emocji i mocy. Mam nadzieję, że nie minie kolejne pięć lat, zanim znów usłyszymy o Esoterice. Moja lista nominowanych do miana ‘Płyty 2025 Roku’ jest coraz dłuższa, a “Ether Metal” to kolejny album, który mnie totalnie oczarował.
