Człowiek-tajemnica, człowiek o wielu zdolnościach… Hmmm, jeżeli zdarzy mi się jakaś kolejna okazja, żeby chwilę porozmawiać z Antonym Kaluginem, to muszę go o to spytać. Muszę go zapytać o to, czy wstając rankiem i czując przysłowiową wenę do tworzenia mówi stając przed lustrem: dzisiaj będę Panem Karfagenem, chociaż może nie, dzisiaj jednak Panem Sunchildem… - oczywiście mam cichą nadzieję, że sam bohater, a także i Państwo nie obrażą się tak przerysowanym opisem. Posługując się jedną z piosenek zespołu Marillion wydaje mi się, że najbardziej pasowałoby w tym miejscu określenie: „Man Of A Thousand Faces”. Oczywiście jak na razie te „tysiąc twarzy” należałoby skupić do pięciu, ale gdyby pogrzebać w starych szufladach pewnie można by dodać do tej piątki jeszcze kilka „odsłon” i „twarzy” tego utalentowanego muzyka. Bo przecież Karfagen, Sunchild, Hoggwash, Akko i Antony Kalugin solo, mimo pewnego zazębiania się, są osobnymi projektami, zespołami, „twarzami”. I do tego, co jakiś czas autor zaskakuje nas nowymi wydawnictwami, które, bazując na wspólnych dźwiękach syntezatorów, jednak różnią się od siebie i, co najważniejsze, przynoszą za każdym razem nieco inną muzykę. Taką właśnie „inną” muzyką przynosi, według mnie, najnowsze dzieło Kalugina wydane pod szyldem Kafragen pt. „Omni”.
Jeżeli na poprzednich wydawnictwach sygnowanych nazwą Karfagen zawsze znalazł się jakiś muzyczny gość, to na najnowszym wydawnictwie tych gości jest cała masa. Już to sprawia, że mamy do czynienia z nieco innym potraktowaniem materiału muzycznego. Całość płyty można podzielić na dwie części, z których każda trwa ponad dwadzieścia minut, jednak znaczącą różnicę przynosi ilość wokalistów, z których każdy, przez mniej lub bardziej wyraźne utożsamienie z tzw. zespołem rodzimym, nadaje poszczególnym kompozycjom unikalny charakter, który z jednej strony wprowadza elementy prog opery ze starannie rozwiązanymi kwestiami preludiów i „arii”, a z drugiej pozwala na słuchanie poszczególnych piosenek jako odrębnych utworów, bez konieczności traktowania ich jako elementu większej całości.
Instrumentalny początek płyty – utwór „Omni Overture” – spełnia swoją wprowadzającą rolę. Brzmi progresywną klasyką. Wzmaga oczekiwania na ciąg dalszy, wprawiając słuchacza w nieco bajkowy nastrój.
Głos pierwszego z zaproszonych wokalistów – Richarda Sinclaira (Caravan) – w następującej po dwuminutowym wstępie piosence pt. „Storyteller (Part I)” nieco zgaszony, narracyjny brzmiący wokalnym doświadczeniem i mający w sobie jakąś siłę średniowiecznego barda, podnosi muzyczną poprzeczkę na wyższy poziom. Muzycznej „pikanterii” dodaje utworowi udział Johna Hacketta grającego na flecie i gitarzysty Michela St.Pere znanego z zespołu Mystery.
Jeżeli „Storyteller (Part I)” jest zapowiedzią dalszych historii, to „Whispers From The Past” jest folkowym utworem utrzymanym w stylu średniowiecznych pieśni, który niczym posępny prorok przywołuje wyłaniające się z cienia legend zapowiedzi czegoś niezwykłego: „(…) Legends were born in the silence of night / Casting their shoadows in the wake of the light / Through fields and river, our thoughts collide (…) Whispers from the past / Too fragile to last / Echoes from the past”. I takim słowom towarzyszy tajemnicza i, jak wspomniałem, „średniowieczna” muzyka. Tym razem w roli wokalisty występuje sam Antony Kalugin z pomocą Olhy Rostovskiej i… (niespodzianka!) Bartosza Kossowicza (Collage, Quidam), który jeszcze kilkukrotnie pojawia się jako wokalista na tej płycie.
Przedostatni utwór z części pierwszej suity Omni – „The Spark” – to, z punktu widzenia neoprogresywnego fana, rozwinięcie tematu głównego jakim jest, jak mi się wydaje, powstanie świata. Z resztą wystarczy posłuchać tekstu: „(…) From a single idea, a universe born”, czy też początku tej ciekawej kompozycji: „(…) It starts as a spark, a flicker, a flame / A vision unknown, yeti t calls your name / A world takes from where none stood before”. Ciekawym zabiegiem muzycznym jest śpiew chóru.
Na koniec tej części autor serwuje nam utwór pt. „Masterplan”, który w bardzo dobrze zaaranżowany sposób prowadzi narrację tej części suity. Bezsprzecznie na uwagę zasługuje tu długi syntezatorowy, instrumentalny początek i pojawiająca się, tak gdzieś w trzeciej minucie, gitara. I jeżeli w poprzednim utworze ciężar wokalny spoczywa na wokaliście zespołu Salva – Perze Malmbergu, to w „Masterplan” ponownie za mikrofonem staje Antony Kalugin.
Część druga suity Omni rozpoczyna się instrumentalną kompozycją pt. „A Mirror Of Souls” z ponownym udziałem Johna Hacketta grającego na flecie i bardzo ciekawą grą na skrzypcach w wykonaniu Daniela Ilyina z zespołu Mind Rabbit.
A dalej… A dalej dostajemy trzy najlepsze kompozycje, które sprawiają, że uważam tę płytę za najlepszą w historii zespołu Karfagen (ale oczywiście jeszcze będzie o tym mowa).
„Unchainhed” to wokalny popis Jeana Pageau (Mystery), który wydobywa piosenkę z początkowej ciszy tworząc nastrój spokoju i jakiegoś oczekiwania na to, co nadchodzi wraz z każdą sekundą jej trwania. I gdy w połowie drugiej minuty pojawia się gitarowe solo całość nabiera jakże oczekiwanego przez słuchacza kołyszącego tempa. A dalej jest już tylko lepiej… spokój, nastrój, melodyjność, tak jak każdy z nas lubi.
„The Card We Play” zaśpiewany przez Marco Glühmanna z zespołu Sylvan (choć nie powinno się go określać tylko przez pryzmat członkostwa w tym zespole bowiem jego solowa płyta pt. „A Fragile Present” także zasługuje na uznanie) to kompozycja, której głos tego wokalisty nadaje bardzo, ale to bardzo rozpoznawalny znak. Jeżeli mogę tak powiedzieć, piosenka ta brzmi jak utwór grupy Sylvan, ale jednocześnie jest lepsza niż wszystkie utwory grupy Sylvan. I tylko proszę zwrócić uwagę na gitarę pojawiającą się w czwartej minucie… Czyż to nie sposób grania Jana Borysewicza? Nie, to Michel St.Pere z Mystery, ale… proszę uważnie słuchać dalej. Oj, to bardzo mocna pozycja w nieformalnym plebiscycie na przebój lata.
„You And Me”, ponownie z udziałem Bartosza Kossowicza jako głównego wokalisty, to z kolei niespełna czterominutowy utwór z niskim, zachrypniętym wokalem, któremu na początku towarzyszy fortepian. Warto zwrócić uwagę na jego grę bowiem przebijają się w niej króciutkie, klasycznie brzmiące, wątki. A sama piosenka warta jest uwagi ze względu na początkowo łkające, a później melodyjne i kołyszące solo gitary.
I wreszcie koniec – „The Storyteller (Part II)”. Ponownie jako wokalista pojawia się tu Richard Sinclair, który, jak na początku, tak i tutaj wprowadza wokalną atmosferę narratora opowieści o świecie. Bardzo dobrym posunięciem aranżacyjnym jest wprowadzenie po raz kolejny skrzypiec, które wydobywają z siebie smutek i zarazem jakąś niepewną nostalgię.
Część druga suity Omni kończy się zbyt szybko. Oczywiście płyta ma swoją ograniczoną pojemność, lecz wraz z ostatnim dźwiękiem chciałoby się powiedzieć: chcemy więcej, chcemy dalszego ciągu.
Wspomniałem już, że osobiście uważam to wydawnictwo za najlepsze w historii zespołu Karfagen, a tych płyt było (jak dotąd) dwadzieścia. Lider zespołu odważył się na zabieg czasami dość ryzykowny. Właściwie oddał wokale innym muzykom. Co więcej, ilość i jakość gości na płycie jest zdumiewająca. Ich wkład w brzmienie kolejnych nut sprawia, że otrzymaliśmy porywającą neoprogresywną płytę, której słuchanie sprawia wiele radości. Jednak, przyznam szczerze, chciałbym teraz usłyszeć jak Antony Kalugin daje sobie radę z utworami o mocniejszej, zdecydowanej aranżacji. To, że jest mistrzem nastroju, to nie wymaga dowodu, ale jakby to było, gdyby dodać do muzycznego kotła nieco odważniejszych, bombastycznych klawiszy w typie zespołów amerykańskich albo metalowej gitary w typie Lucassena? Może już gdzieś w „zakurzonych” szufladach Kalugina coś takiego jest, a może nigdy nie będzie? Polecam tę płytę, bo dostarcza nie tylko wielu wrażeń, ale także mnóstwa autentycznych wzruszeń.
