Urodzony w 1959 roku Bart Dijkman to kompozytor współczesnej muzyki klasycznej, filmowej i popowej, producent i realizator dźwięku. Po ukończeniu holenderskiego ArtEZ University of the Arts, na początku lat 90. Bart rozpoczął karierę w telewizji, specjalizując się w pisaniu scenariuszy, reżyserii i montażu dźwięku. Wkrótce potem skupił się na komponowaniu i projektowaniu dźwięku do filmów dokumentalnych, produkcji wideo i gier. Od 50 lat tworzy muzykę - od ścieżek dźwiękowych po kompozycje autonomiczne. Jego eklektyczny, neoklasyczny styl łączy francuski impresjonizm, Bacha oraz kompozytorów takich, jak Strawiński i jemu współcześni. Dla Barta komponowanie jest jak malowanie dźwiękiem: intuicyjne, odkrywcze i wizualne, gdzie kluczową rolę odgrywają przypadek i zrządzenie losu. Jako członek Nieuw Geneco i organizacji partnerskiej Stichting New Music Now angażuje się w działania na rzecz wzmocnienia pozycji kompozytorów w Holandii. Oprócz pracy kompozytorskiej, Bart wykłada projektowanie multimediów i dźwięku (CMD) na Uniwersytecie Nauk Stosowanych HAN, wspierając studentów w ich rozwoju twórczym i koncepcyjnym.
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bart wydał właśnie swoje nowe wydawnictwo zatytułowane ''D-us'' i postanowiłem je Wam dzisiaj przybliżyć. Płyta zawiera 9 utworów (w tym jeden nagrany na żywo) i są to covery utworów z repertuaru Petera Gabriela, Genesis i Anthony'ego Phillipsa. Pewnie w tym momencie kilku czytelników wzdrygnęło się i chce zakończyć czytanie, a co gorsza nie zamierza zapoznać się z materiałem zebranym na ''D-us'', a szkoda, bo to bardzo ciekawy zbiór, znakomicie nagrany i dający odbiorcy wiele satysfakcji oraz przyjemności podczas słuchania.
Album powstał w czasie pandemii i stał się sposobem na powrót do ciepłego, znajomego progresywnego rocka, który ukształtował Barta jako kompozytora. Można zastanawiać się czemu Bart wybrał akurat te utwory, a nie inne, że nie ma tu znanych singlowych przebojów, a są kompozycje ukryte gdzieś na albumach słynnych artystów? Myślę, że to przemyślany wybór. Dijkman stworzył bowiem bardzo stonowany w odbiorze zestaw, który pozwala na relaks po pracowitym dniu. Weźmy otwierający całość utwór pt. ''Humdrum'' - na „jedynce” Gabriela promowane były ''Solsbury Hills'' i ''Modern Love'', a jednak Holender wybrał ten właśnie spokojniejszy utwór, który oryginalnie zamykał stronę A pierwszej solowej płyty Gabriela. Nagranie to podpowiada czego możemy się spodziewać po całej płycie ''D-us''. Jeśli mieliśmy jakieś wątpliwości, to rozwiewa je ''Love To Be Loved'' (oryginalnie z albumu ''Us''). Niby bardziej rytmiczny, ale bardzo nastrojowy. Następna ballada to ''Mother Of Violence'' (z ''Peter Gabriel II"). Miód na uszy. Wersja Dijkmana jest krótsza od oryginału (jak większość coverów na tym wydawnictwie) i nieco mniej drapieżna, jeżeli możemy tak w ogóle powiedzieć o oryginale. Następnie przechodzimy do jednego z moich ulubionych numerów - ''Sky Blue'' (z płyty ''Up''). Fantastyczna jest ta nowa wersja i świetnie się jej słucha. Cudowny jest wokal wspierający (Peter Wind)...
I tu kończymy zestaw z solowymi kompozycjami Petera Gabriela, następne trzy uwory pochodzą bowiem z dorobku Genesis. Najbardziej dynamiczny (choć utrzymany w klimacie płyty) jest ''Stagnation'', który pochodzi z albumu ''Trespass'', podobnie zresztą jak następny - ''Dusk''. Zwróciłbym tu uwagę na piękne dźwięki wydobywające się z fletu. Następna jest moja ukochana ''Lamia'' (z albumu ''The Lamb Lies Down On Brodway''). Dzięki wersji Barta Dijkmana zakochałem się w tej piosence po raz wtóry. Na całym wydawnictwie „D-us” nie uświadczymy gitary elektrycznej, ale akurat tutaj Ruud Franken zagrał przepiękną gitarową solówkę. Szkoda tylko, że wersja Dijkmana jest o wiele krótsza niż w wykonaniu Genesis, bo chciałoby się tego słuchać znacznie dłużej.
Rekompensuje to cudowna ballada ''Which Way The Wind Blows'' z repertuaru Anthony'ego Phillipsa (album ''The Geese & The Gost''). Można przy niej odpłynąć i pomarzyć... Z tej samej płyty pochodzi utwór ''God If I Saw Her Now'', który na ''D-us'' pojawia się w wersji live i pokazuje jak zdolnym artystą jest Bart Dijkman i towarzyszący mu muzycy. Utwór ten kończy ten uroczy album.
Starszym miłośnikom rocka, zwłaszcza tym, którzy pamiętają i kochają lata 70., radzę, by na chwilę zapomnieli o oryginałach, a wsłuchali się w nowocześniejsze wersje utrzymane jednak w klimacie tamtych lat. Słuchacze młodsi i mniej zaznajomieni ze starszymi utworami nie powinni mieć problemu z przyswajaniem tego przepięknego materiału. Bo to album idealny na długie wieczory, nawet te świąteczne, które nadchodzą milowymi krokami. Po wszystkich odwiedzinach, uroczystych wieczerzach, po rozpakowaniu prezentów, po kolędowaniu i po wyjściu gości, usiądźmy wygodnie (czy to w samotności czy też z najbliższymi) odpalmy odtwarzacz i relaksujmy się. Cieszmy się tymi dźwiękami. Gorąco polecam.
