Strange Moments - Skyscraping

Tomasz Dudkowski

Kilka miesięcy temu opisywałem album „Shallow Graves For Shallow People” firmowany nazwą Glass Island, za którą kryje się wrocławski wokalista i multiinstrumentalista, Wojciech Pielużek. Wspominałem tam, że oprócz nagrywania pod tym szyldem aktywnie działa on w formacjach Moon Station i Strange Moments. I właśnie do naszych rąk trafia płyta „Skyscraping” sygnowana tą drugą nazwą. Grupę, a dokładniej duet, oprócz Wojciecha tworzy wokalistka Joanna Łukaszuk. Ich współpraca trwa od 2015 roku, a jej efektem jest kilka demówek, płyta „Strange Moments” (2022) i cyfrowy album koncertowy „Live In Wrocław 2022”.

Praca nad drugim albumem formacji trwała od 2024 roku, a jego ostateczna wersja ukazała się w listopadzie ub.r. i przynosi 46 minut premierowego materiału podzielonego pomiędzy 10 ścieżek. Oprócz Wojciecha Pielużka (różne instrumenty, śpiew w chórkach) i Joanny Łukaszuk (śpiew) na albumie wystąpili także Marzena Słowik (dodatkowy wokal i śpiew w chórkach), Robert Kamalski (saksofon) oraz Łukasz Szymański, który ubarwił solówkami gitarowymi 2 utwory. Całość wyprodukował Wojciech we współpracy z Krzysztofem Witosem, który także odpowiedzialny jest (podobnie jak w przypadku innych projektów Wojciecha) za miks i mastering materiału. Autorem muzyki jest Wojciech, natomiast nowością jest twórczy udział Joanny przy tworzeniu tekstów. Jest ona współautorką połowy z nich.

Krążek rozpoczyna najdłuższa i równocześnie tytułowa kompozycja. „Skyscraping” to wspaniała mieszanka muzyki elektronicznej z prog rockiem, w której po klimatycznym ambientowym początku (mam nieodparte skojarzenie z „Chocolate Frogs” Fisha z płyty „Raingods With Zippos”) czaruje bardziej piosenkową drugą częścią z perkusyjnym beatem i interesującą linią basu. Nie zabrakło także ciekawej gitarowej solówki czy zapadającej w pamięć końcówki, w której najpierw można usłyszeć jak świetnie współbrzmią głosy Joanny, Wojciecha i Marzeny, a potem jeszcze zostać uraczonymi zwiewną wokalizą. W tekście utyskuje na zatraceniu własnego ‘ja’ w pędzie życia w wielkim mieście:

“The city awakens in a dazzling flare, echoes of sirens fill the morning air/ The landscape's bathing in the neon lights/ While the arms of progress are scraping at the sky

Fading thoughts, abandoned plans, forgotten memories/ They all vanished in suspicious circumstances/ While every hope and every dream that wasn't meant to be/ Disappears along with all the squandered chances”.

Podobny temat porusza drugi utwór, „Plan 7”, który jest bardziej zwarty od swojego poprzednika i równocześnie bardziej intensywny, z zadziorną gitarą, ale zwracający także uwagę intrygującym wyciszeniem z solem na basie.

Po tej dawce energii otrzymujemy poruszającą balladę „Be Home Soon” opowiadającą o koszmarach wojny, bólu po wyruszeniu ukochanego do boju:

“Months have passed now since the last time I heard from you/ I'm sick with worry and there's nothing else I could do/ And life still goes on and I keep keeping on and it might seem that everything's normal/ But it's getting harder to make it till dawn”.

Tekstowi towarzyszy spokojny podkład z pięknymi solami gitarowymi oraz pięknie zbudowanymi harmoniami wokalnymi.

Było poważnie, więc teraz jest zdecydowanie lżej. „Monstrous Love” to niezwykle sympatyczny, radosny poprockowy utwór (bardziej w stylu, powiedzmy , The Dave Foster Band) o radości dzielenia życia ze zwierzęciem domowym. W teledysku zawierającym ujęcia ze studia widać, że muzycy świetnie się bawią przy pracy, a towarzyszy im kot, który zapewne stał się inspiracją do powstania tekstu:

“You hiss and you pounce, you're leaving me breathless/ You proudly announce your reign over me/ A lion disguised in kittens' regalia that won't let me be/ A ferocious hunter that just can't get enough”.

Warto zwrócić uwagę na interesujące solo gitarowe, tym razem w wykonaniu Łukasza Szymańskiego.

„If All Else Fails” to z kolei utrzymany w spokojnym tempie utwór o potrzebie równowagi i obecności kogoś bliskiego, kto pozwoli na przezwyciężenie codziennych problemów.

W „Ocean Dreams” pojawiają się klimaty rodem ze smooth jazzu, szczególnie gdy do głosu dochodzi Robert Kamalski serwując nastrojowe, acz niepozbawione zęba, partie saksofonu. Całość dopełniają głęboka linia basu oraz gitarowo – organowe akordy oraz wspaniałe sola na sześciu strunach. Muzyce towarzyszą słowa, które można odczytać jako pytanie dokąd zmierzamy jako ludzkość i nadziei, że może jeszcze jesteśmy w stanie zatrzymać to błędne koło:

“We take everything from her but give her nothing back/ We sit around and we watch as the water's turning black/ Greedy gambits slowly shatter all our dreams/ A perfect structure's nearly bursting at the seams

But still I dream about the ocean and still I hope for clear blue sky/ Could we stop all the commotion? Could we still make it if we try?”.

„Let Me In” zwraca uwagę basowo-gitarowym motywem, który kieruje moje skojarzenia do twórczości grupy Lizard, a także pojawienie się Marzeny w roli wokalistki wyśpiewującej dodatkowe kwestie.

W podniosłym „Stains Across The Sun” oprócz klawiszowych orkiestracji i przestrzennych gitar podlanych spokojnym beatem możemy usłyszeć drugi solowy popis Łukasza. Mimo całkiem nośnego refrenu całość warstwy lirycznej można odczytywać jako jeszcze jeden (po „Be Home Soon”) antywojenny protest:

“How can it be that people die from genocidal bombs/ While the warlords bathe in fine champagne?/ Harmless families get raided by those mindless uniforms/ And no-one bats an eyelid 'bout their pain and the horror

The stains across the sun distort the facts and hide the truth/ They poison every mind and make us act like utter fools”.

„Apology Denied” to bardziej dynamiczny kawałek w zwrotkach i przyjemnie przestrzenny refren, a uwagę zwraca bardzo ciekawe solo, tym razem na syntezatorze. Tekst opowiada o zakończonej relacji:

“Sorry, you're so sorry, well, you've made your choice and you've sealed your fate/ Now you're on your knees but it's far too late to say/ Sorry, you're so sorry, so you played your games and you fed me lies/ Now I've had enough, better realise it's goodbye”.

Podobne tematy porusza zamykający album niespełna sześciominutowy utwór „Out Of Mind”:

“So was it all worth it just to watch you walk away and leave me here in the cold/ There's no way to force it, there's nothing left to say, no more story to unfold/ We must have we run out of our time and time doesn't care if you can't keep track

Way too careless to stay the course, we took for granted the thing that we lost/ Bidding time, gazing and the sky till our final goodbye”.

Początkowo spokojny, z ciekawą partią basu, pianinem i perkusyjnym podkładem, pięknie się rozwija aż do bardziej wyrazistego refrenu. W drugiej zwrotce uwagę należy zwrócić na ciekawie wplecione w tło syntezatorowe ozdobniki, a za punkt kulminacyjny należy uznać piękne gitarowe solo, którym Wojciech raczy słuchaczy tuż po króciutkim wyciszeniu (po drugim refrenie). Potem następuje jeszcze jeden spokojniejszy fragment z klawiszowym tłem i przestrzenną gitarą, który prowadzi utwór i cały album do końca.

Druga studyjna propozycja duetu Wojciech Pielużek – Joanna Łukaszuk to kolejny dowód na duży potencjał do tworzenia ciekawych melodii przez tego pierwszego, który w połączeniu z niezwykle przyjemnym głosem Joanny zaowocował wydawnictwem niezmiernie interesującym. Do tego należy wspomnieć o ciekawych tekstach oraz wyśmienitej realizacji, zarówno od strony muzycznej jak i wizualnej (krążek ukazał się w postaci płyty kompaktowej umieszczonej w okładce typu digisleeve). Połączenie pop rocka z artrockową wrażliwością z dodatkiem elektroniki i odrobiny jazzu stworzyło rewelacyjny, bardzo przestrzenny album, od którego nie sposób się uwolnić. To jedna z najciekawszych płyt, jakie pojawiły się na naszej scenie pod koniec roku.

A co w przyszłym? Prawdopodobnie ukaże się pełnowymiarowy debiut formacji Moon Station. Wiem także, że Wojciech ma w planach album zespołu, w którym wypłynął na szersze wody, a który dotąd nie może pochwalić się studyjnym wydawnictwem – Lavender. Jedno jest pewne – na każdą płytę z jego udziałem czekam niecierpliwie. A opisywany krążek można zakupić na profilu formacji na platformie Bandcamp: strangemoments.bandcamp.com

MLWZ album na 15-lecie Red Box na trzech koncertach w Polsce Wishbone Ash powraca do Polski