mlwz - edunitsky - banner - prog rock

Agropelter – The Book Of Hours

Maciej Niemczak

Agropelter to mityczne stworzenie mieszkające pomiędzy Maine a Oregonem. Żyje w wydrążonych pniach dużych drzew, polując za pomocą gałęzi, liści i igieł na strudzonych wędrowców oraz przelatujące ptaki i owady. Pobudzając wyobraźnię dzięki ''Księdze godzin'', wybrałem się myślami ku ogromnym połaciom lasów amerykańskich w poszukiwaniu owego stwora. Okazało się jednak, że ten Agropelter pomieszkuje znacznie bliżej, konkretnie w Norwegii i odnalazł mnie w sercu kraju nad Wisłą. Zaczaił się znienacka i z upływem ostatniego dźwięku płyty ''The Book Of Hours'' zostałem przez niego całkowicie schrupany.

Nie, nie, to nie jest scenariusz kiepskiego horroru, lecz początek recenzji potężnego projektu, za którym stoi Kay Olsen. Wiedząc, że grał przed laty w różnych metalowych kapelach o nazwach, które nic mi nie mówią i patrząc na okładkę spodziewałem się czegoś ostrego i ciężkiego, tymczasem... usłyszałem symfoniczny prog w najczystszej postaci! Krystalicznie piękna muzyka, która trwa 45 minut bez paru sekund. I tylko muzyka, jest to bowiem płyta instrumentalna Wielu artystów buduje komnaty z tronem w centralnym punkcie czyniąc, czy to z wokalu, gitary czy też klawiszy, władców muzycznej krainy. Kay stworzył coś na wzór Okrągłego Stołu rycerzy króla Artura, w którym każdy głos (w tym przypadku instrument) jest tak samo ważny i ma ogromny wpływ na efekt końcowy projektu. A że dobrał sobie przednich kompanów, to i dzieło wyszło znamienite. Oto i oni: za miks i mastering odpowiada genialny Jacob Holm-Lupo, na perkusji i mellotronie zagrał mocarny Mattias Olsson, cudowny bas bezprogowy (z fenomenalnymi solówkami, ale o tym później) zapewnił wielki Jonas Reingold, a druga perkusja to domena szanownego Andreasa Skorpe Sjøena. Poszczególne cegiełki, które pasują do siebie jak w Chińskim Murze, dołożyli: Jordi Castella (fortepian), Eli Mine (klawesyn), Norlene M (wiolonczela), Aileen Antu (kontrabas), Luis Vilca (flet altowy), Hannah Danets (flet), Zhivago (fagot) i Edgar Asmar (duduk). Kay Olsen obsłużył gitary, gitarę basową, organy Hammonda, syntezatory ARP oraz organy kościelne. Patrząc na zestaw instrumentów, które wzięły udział w przedsięwzięciu o nazwie Agropelter, można liczyć na prawdziwą ucztę muzyczną i jeżeli to zrobimy, to… nie przeliczymy się.

Utwór otwierający, ''Flute of Peril'', wprowadza marzycielski, melancholijny nastrój dzięki lekkiemu intro na flet i smyczki, któremu towarzyszy wznosząca się gitara. Usłyszymy też kraczące wrony, grzmoty i deszcz, który od czasu do czasu powraca między utworami. W drugiej części tego utworu eksplodują swoim brzmieniem organy kościelne w towarzystwie gitarowych solówek. Kompozycja otwiera bramę z nostalgiczną nutą goryczy w swoim rdzeniu. Sekcja rytmiczna jest cierpliwa, ale precyzyjna, nadając rytm nieprzewidywalnym liniom melodycznym. Jest pięknie i płynnie, Bez chwili do stracenia pojawia się ''Levitator''. Początek to niepokojące brzmienie przypominające dźwięki pochodzące jakby z jakiegoś filmu s-f. Następnie wchodzi przepiękny moog i gitara żywcem wyjęta z lat 80. ubiegłego wieku. Perkusja drga i wiruje, a jej dynamika w zabawny sposób zmienia tempo i rytm, prowadząc partie organów, które niczym mgła unoszą się nad kolosalnymi ruinami przeszłości. To nagranie w zaledwie sześć minut pokazuje jak dobrze skomponowana jest muzyka Agropelter. A to nie koniec przepysznych frykasów. ''Burial Mound'' ma przepiękną, eteryczną atmosferę, która towarzyszy nam przez całe 3 minuty i 23 sekundy. Podstawą są niezwykle melancholijne klawisze i perkusja. Po minucie pojawia się ON: Jonas Reingold i jego wspaniała solówka na bezprogowym basie. To prawdziwy instrumentalny majstersztyk zahaczający o fusion. W końcówce, gdzieś w tle, usłyszeć można chorały gregoriańskie. Przepiękne nagranie...

No to teraz przechodzimy do clou programu, czyli czteroczęściowej epickiej opowieści ''The Book Of Hours''. Najdłuższa, trwająca ponad 11 minut, część pierwsza rozpoczyna się spokojnym fortepianowym brzmieniem, któremu towarzyszy flet. Wkrótce zostaje wyrwana z tego spokojnego stanu przez buchające ogniem organy Hammonda i soczystą grę syntezatorów. Dochodzą do tego rytmiczne i dynamiczne dźwięki basu z perkusją oraz oszałamiająca solówka. Gdzieś tak w połowie, wraz z klawiszami fortepianu i odgłosami deszczu, utwór zdecydowanie zwalnia. To czas na refleksję. Na początku ósmej minuty znów wybuchają syntezator i perkusja. Jonas raczy nas kolejną wspaniałą solówką na basie, by przejść w bardziej dramatyczne tony spotęgowane grą smyczków. Część drugą rozpoczynają organy Hammonda. Po krótkiej chwili pojawiają się gitara i perkusja, robiąc miejsce na popisy Edgara Asmara na duduku. W dalszej części usłyszymy ambientowe klawisze, jazzujące skrzypce i fortepian, a okraszone jest to wszystko niesamowitą solówką gitary. Część trzecia emituje złowieszcze, niskie dźwięki, zanim nawałnica syntezatorów i fortepianu prowadzi do dramatycznego mellotronu, który wraz z minimoogiem i gitarą buduje wspaniały klimat. Jest tu cierpliwość, szacunek dla budowania emocji, zrozumienie sensu punktu kulminacyjnego. A kiedy w finale wszystko eksploduje, nie jest to pompatyczność, lecz majestatyczna orbita. To muzyczne „amen” rozbrzmiewające w ciszy. Przenikliwe chóry i klawisze niosą ze sobą intensywność, która trzyma w napięciu. Część czwarta rozpoczyna się dźwiękowymi niuansami i klasycznymi rytmami gitary akustycznej, co sprawia, że ​​utwór wydaje się lekki, wręcz ulotny. Całkiem nieźle kołysze, ale to emocje, które prezentuje, i wielki finał sprawiąją, że ciarki przechodzą po plecach. Jakże wiele tu niesamowitych zmian tempa. Jakże ten średniowieczny akcent dodaje nowego wymiaru i smaku. Jakże ta kompozycja wznosi sie ku przestworzom. Jakże te nuty długo trwają. Jakże odzwierciedlają kulminację tej dźwiękowej podróży i jej klarowne wizje. Jakiż to wspaniały, wspomniany finał!

Agropelter daje czadu w tych dwóch ostatnich utworach, gdzie wznoszące się dźwięki gitar i klawiszy walczą o dominację z moogami. Niesamowite doznania dźwiękowe. Jest to zapewne jedna z najlepszych płyt 2025 roku, a jeśli chodzi o debiuty, to z całą pewnością nawet Top 5. To prawdziwa przyjemność słuchać takiej muzyki i niesamowita frajda móc o niej napisać. Chłonie się ją niczym gąbka wodę. Agropelter zaskoczył mnie całkowicie, ale cieszę się, że trafiłem na ich twórczość. Sposób, w jaki splatają te wszystkie instrumenty w barwne pejzaże dźwiękowe z cudownymi harmoniami, dynamicznymi rytmami i olśniewającymi melodiami, jest absolutnie hipnotyzujący i zachęca do chwili zadumy. Bardzo gorąco polecam.

MLWZ album na 15-lecie Mostly Autumn Weekend w Zabrzu Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce Wishbone Ash powraca do Polski