Strong, Alex – Roanoke River

Maciej Niemczak

Alex Strong - młody człowiek, który mieszka na Hawajach w Honolulu i tworzy muzykę. Wydał do tej pory trzy albumy, w tym zeszłoroczny ''Roanoke River" i… tyle o nim wiem. Próbowałem się z nim skontaktować, by trochę opowiedział o sobie i swojej muzyce, lecz moje próby spełzły na niczym. Mimo to postanowiłem nieco Wam przybliżyć owego tajemniczego młodzieńca. Jego twórczość nijak się ma do rocka, tym bardziej do progresywnych wycieczek, ale na łamach MLWZ promujemy różnych wykonawców, więc postanowiłem co nieco napisać o wspomnianej płycie.

Płyta ''Roanoke River'', pomimo trudnych tematów poruszanych w tekstach, jest niesamowicie relaksująca. Muzyka oparta jest na gitarze akustycznej, fortepianie, syntezatorze i głosie Alexa. W porównaniu do dwóch poprzednich wydawnictw (''Perfect Lovers..." z 2023 r. i ''Eternal Rest'' z 2024r..) jest znacznie lepiej nagrana i nie ma tu tak dużo syntetycznej papki. Próżno tu szukać rozbudowanych eposów, szalonych solówek, ekspresyjnych bębnów czy nieziemskich pejzaży dźwiękowych namalowanych przez instrumenty klawiszowe. Odnajdziemy tu za to prostotę, lekkość, zwiewność i liryzm. Tym się broni ten album. W każdym utworze dźwięk ma swoje miejsce i czas, nie trwa ani za długo, ani za krótko, właśnie tyle, ile potrzeba, by przekonać się do danej kompozycji.

Płyta to zbiór 13 piosenek zawartych w 56 minutach. Rozpoczyna się krótkim intro ''Ascension Song''. To nabardziej smętny fragment wydawnictwa, dobrze, że szybko przechodzi w ''2006''. Początek to gitara, która przypomina spotkania przy ognisku pośrodku nocy pod niebem pełnym błyszczących gwiazd. W drugiej części bardzo sympatyczne klawisze wprowadzają letni nastrój. Ciekawym zabiegem jest wokal wspomagający raz głosem kobiecym, a później męskim basem. Następny jest ''Pray''. To nie Airbag - to Alex Strong, choć gdyby zaśpiewał Asle Tostrup, a Bjorn Riis zagrał jakąś solówkę, to idelnie by pasował do lirycznej strony słynnych Norwegów. ''The Shining'' ukazał się na singlu i promował to wydawnictwo. To właśnie tym nagraniem Alex skradł moje serce. Rzadko podpieram się w swoich opisach tekstami nagrań, ale w tym przypadku zrobię wyjątek i zacytuję całość:

''Harder, I wished on another star.

Father, please don’t tell me what you are.

 

I woke up today,

begging to stay.

sleeping for hours,

just to awake.

 

Blue was the bruise,

it couldn’t be true.

feeling shell shocked,

but you were just being you.

 

Fighting, just to end up farther away.

shining, i couldn’t navigate your maze.

 

All of the screaming,

constantly feeding.

fucking my head up,

but your always drinking.

 

taking you home,

losing control.

tell me you love me,

but over the phone.

I’ll never be him,

to you I’m a sin.

you only love me

when I am drowning”.

Ileż tu bólu, żalu i strachu, ale znajdziemy również tęsknotę, nadzieję i miłość. To opis bardzo trudnej relacji między ojcem i synem wplecionej w niezwykle piękną muzykę. Magiczne brzmienie, które nie pozwala przejść obojętnie obok tego nagrania. ''Cannibals'' to chyba jeszcze bardziej airbagowski numer niż ''Pray''. Leniwie sunące dźwięki gitary akustycznej słodko brzmią przez cały utwór, a fragmenty klawiszowe przypominają Jørgena Hagena. Przepiękna ballada… Funkowe ''Gemini'' przypomina z kolei chilloutowego Stevena Wilsona. Bardzo wyciszający to utwór. W ''Brand New'' Alex śpiewa bardzo tęsknym głosem. W końcu usłyszymy też solówkę gitarową. Niezbyt długą, wyważoną, majaczącą gdzieś w tle, ale dodającą kolorytu. ''Veins'' to kolejny z moich ‘naj’ tego albumu. To krótki utwór ze słodkimi klawiszami i subtelnym basem w tle. Dźwięki płynące z fortepianu zaczynają ''Mouthbreather''. Nie wiem czemu, ale przypomina mi to… grupę The Beatles. ''The Aching'' to jednen z bardziej dynamicznych utworów i świetnie podprowadza do ''Astral Projection''. Jest to siedmiominutowa wycieczka w kosmiczne odmęty z Wrightowskimi klawiszami, Watersowym basem i generalnie klimatem przypominającym Pink Floyd. ''Divine Energy'' brzmi niczym zagubiona ballada grupy The Archive. Utwór wzbogacony jest brzmieniem wiolonczeli. W końcowym ''The Autopsy'' znów powracamy do bardzo przejmującej melodii i melancholijnego wokalu, w tym kobiecego, który łagodnie płynie gdzieś w tle.

I to by było na tyle: krótko, zwięźle i na temat. Zamiast zabierać Wam czas na czytanie, wolę byście sięgnęli po tę wyjątkowo piękną płytę i zanurzyli się w jej liryźmie. Bardzo gorąco polecam...

MLWZ album na 15-lecie Mostly Autumn Weekend w Zabrzu Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce Wishbone Ash powraca do Polski