Jest. Wreszcie jest. Choć nie przypuszczałem, że ukaże się tak szybko. Gdy we wrześniu ubiegłego roku rozmawiałem z Colinem tuż przed jego pierwszym publicznym występem na jubileuszowym koncercie Małego Leksykonu Wielkich Zespołów w krakowskim NCK nawet się nie zająknął, że już za kilka miesięcy ukaże się jego nowa płyta. Tym bardziej, nie ukrywam tego, jest to powód do wielkiej radości.
Zresztą nie tylko ten jeden. Najważniejsze co cieszy, to fakt, że jest to album ze wszech miar udany. Nie chcę ustawiać go w hierarchii w stosunku do poprzednich płyt („You” z 2021 i „About Her” z 2022 roku), więc postaram się raczej opowiedzieć o kilku charakterystycznych cechach, które odróżniają go od poprzednich wydawnictw. Po pierwsze, słuchając nowego albumu, odnoszę wrażenie, że muzyka prezentuje się bardziej „zespołowo” i że „Ultimate Wisdom” ma zdecydowanie mniej znamion autorskiego albumu solowego niż to miało miejsce w przypadku poprzednich wydawnictw. Wśród towarzyszących Colinowi Clue muzyków znajdują się pianiści Rafał Smoleń i Magda Wójcik, którzy pomogli artyście w komponowaniu, a także gitarzysta Grzegorz Jędrach. Nie pierwszy już raz pojawiają się u Colina, ale tym razem wyraźnie słychać, że wszyscy wywarli spory wpływ na aranżacje i ostateczny kształt poszczególnych kompozycji. I choć stylistycznie nie odbiegają one znacząco od tego, do czego Colin zdążył nas wcześniej przyzwyczaić, to tym razem już nie nazwałbym go „polskim Paulem McCartneyem”, a raczej „polskim Davidem Gilmourem”. Tak, bo pierwiastek muzyki Pink Floyd wyraźnie pobrzmiewa, szczególnie w utworach z początkowej części nowego albumu: ”Will All This Pass?”, „The Race” i „Caravan”. Aby jednak oddać prawdę, to miła dla ucha melodyka charakterystyczna dla The Beatles, a nawet Coldplay („It Blew Away”) wciąż jest na nowym krążku wręcz wszechobecna.
Co jeszcze nowego? O ile wcześniejsze płyty zawierały muzykę skomponowaną na przestrzeni wielu lat, to 12 wypełniających „Ultimate Wisdom” utworów (plus dwa bonusy, którymi są: piosenkowe nagranie „In My Life” oraz instrumentalna wersja kompozycji tytułowej) to - pomimo tego, że materiał gotowy był już od dawna, lecz jego realizacja i szlifowanie brzmieniowych szczegółów zajęło Colinowi naprawdę sporo czasu – po prostu „Colin Clue tu i teraz”. Taki, jaki jest dzisiaj, z dzisiejszym doświadczeniem, dzisiejszą muzyczną wrażliwością i tym wszystkim, co mu dzisiaj w duszy gra. A gra mu bardzo melodyjnie i progrockowo. Mamy bowiem do czynienia z najlepiej wpisującym się w stylistykę melodyjnego progresywnego rocka albumem w jego dorobku. Fakt ten z pewnością ucieszy Czytelników mojego portalu. Powiem Wam szczerze: na pewno się nie rozczarujecie.
Jest jeszcze jedna bardzo ważna cecha odróżniająca nowy album od poprzednich: warstwa liryczna. Jak zawsze w przypadku tego artysty – głęboka, prowokująca do myślenia, zadająca trudne pytania, opisująca życie jako pasmo wzlotów i upadków, próbująca wyjaśnić niezrozumiałe szlaki, którymi podąża współczesny świat i którego „nową religią” stały się komercja, konsumpcjonizm, ułuda i rezygnacja z samodzielnego myślenia. W singlowym utworze „Caravan” słyszymy:
„No one stops the caravan, so it goes
I wonder who drives the horses
No one stops the caravan, so it goes
By the way… where? Nobody knows.
Look there’s a yellow red spot in the sky
Maybe it’s the sun or just a lie
If you’re smart enough then you will know
What you see is what they want to show”.
Psy szczekają, karawana jedzie dalej… Zwracając uwagę na niepokojące zjawiska obecne we współczesnym świecie Colin Clue zaprasza odbiorcę do zgłębienia świata filozofii. I przedstawia nam, nie ukrywam, że bliską mojej, hierarchię wartości: mówi o tym, że zawsze w życiu warto próbować, że nie wolno się poddawać, że gdy tylko czegoś bardzo chcemy, nie ma ludzkiej siły, by powstrzymała nas od realizacji swoich marzeń i pragnień. Colin śpiewa o tym wszystkim w refleksyjnej aurze i przeważnie na balladową nutę. Źle mu z tym jak bardzo zmienia się świat i że dzisiaj ludzie najlepiej czują się w życiowej ‘bańce’, robiąc wszystko, by nie wychodzić poza strefę komfortu. Zadaje więc pozornie naiwne pytania (jak w „It Blew Away”): „Why can’t it be the same.., as it was before?, why can’t it stay the way it was before?”. Ale są wyjątki. Bo, zamiast pytań, czasem odzywa się w nim autentyczny krzyk rozpaczy, jak w utworze „Our Generation”, w którym woła: „what kind of world we will leave to the next generation?”... A żeby spróbować odpowiedzieć na te wszystkie pytania, potrzebna jest „najwyższa mądrość”, której prawdziwa laudacja następuje w kompozycji tytułowej:
If you rose above the illusion of the human ego, you would
See the higher truth and the interconnection of all living beings and you
Then you’d see the way… There is a way to ultimate wisdom
Find the ultimate wisdom”.
To według mnie najważniejszy i, zważywszy na jego epicką aranżację, muzycznie najwspanialszy punkt programu nowego wydawnictwa. Utwór ze wszech miar progrockowy, mocny, wzniosły i chwytający za serce. Ulokowany jest blisko końca płyty i zawiera w sobie tak potężny ładunek emocjonalny, że trzeba było po nim umieścić jeszcze dwa (nie licząc wspomnianych bonusów) nagrania, które uspakajają poruszone w nim emocje. Ale uwaga: zarówno nad „Unstoppable”, jak i „Do Impossible Things”, choć są krótkimi, akustycznymi piosenkami, trudno przejść obojętnie. Swoim mądrym przesłaniem („(…) you are unstoppable when you decide to be…”, „(…) if you have faith you can do impossible things, wings grow when you (…) do impossible things”) pozostawiają słuchacza w zamyśleniu i z refleksją o tym, co w życiu ważne, potrzebne i wartościowe.
No i wreszcie, last but not least, warto zwrócić uwagę na szatę graficzną, którą po raz pierwszy opracował brat Colina, Seba. Płyta „Ultimate Wisdom” została wydana bardzo starannie w rozkładanym, trzyczęściowym digipaku z grubą książeczką wsuwaną do jednej z kieszeni. W książeczce znajdziemy oczywiście teksty poszczególnych piosenek oraz szczegółowy opis tego kto na czym gra i w którym utworze. Symboliczna okładka może być źródłem wielu interpretacji – świat rzeczy materialnych stworzonych przez człowieka jest nietrwały jak tekturowe puzzle, które rozsypuje się niczym domek z kart, a pod warstwą szarej układanki ukazuje się kolorowy świat pełen spokoju, harmonii, z ławeczką pod starym dębem, na której można znaleźć schronienie i mentalną przystań.
Materiał wypełniający „Ultimate Wisdom” został zadedykowany przez Colina jego ojcu, który mocno go wspierał i nie pozwolił poddawać się w pracy nad tym albumem. Jak bardzo ważne są rodzinne więzy Colin dał też wyraz śpiewając w „Ballad About A Child” te mądre słowa adresowane z punktu widzenia rodzica do swojej córki:
„Well, she has grown
And left my home
With my love and care forever
And if it’s wise… I still try to give advice
To protect her I will pay any price”.
Postanowiłem nie rozpisywać się w tej recenzji o poszczególnych piosenkach wypełniających program „Ultimate Wisdom”. Powiem tylko, że każda z nich broni się sama. Powiem też, że tej płyty trzeba słuchać w całości. Bo po pierwsze nie ma na niej ani jednego słabego punktu, a po drugie – żal byłoby uronić choćby jedną nutę, pominąć jedną frazę, nie zauważyć piękna wszystkich, bez wyjątku, utworów oraz nie dostrzec prawd, refleksji i mądrych treści zawartych w tekstach. Dlatego koniecznie słuchać należy z otwartą książeczką, śledząc uważnie teksty poszczególnych utworów. Razem z bonusami to ponad 70 minut wybornej i wysmakowanej muzyki. Bezbłędnie wykonanej, wspaniale zaaranżowanej, świetnie zaśpiewanej, marzycielskiej, refleksyjnej i dającej do myślenia. Ubranej w ramy bardzo melodyjnych piosenek - floydowskich (wspomniane już przeze mnie trzy pierwsze nagrania stanowiące fenomenalny początek płyty plus jeszcze jedno Gilmourowskie nagranie - absolutnie fantastyczne „Look”), delikatnych („It Blew Away”, „Way Up”, Look”, „Unstoppable”, „Ballad About A Child”), balladowych („What Must Come”, „Do Impossible Things”, „In My Life”), ale i mocnych epików („Ultimate Wisdom”), a nawet – co jest swoistym novum w dorobku Colina – rozkrzyczanych, żywiołowych i mocno urockowionych („Our Generation”), ale zawsze mądrych, wysmakowanych, wspaniale zorkiestrowanych i bezbłędnych pod względem wykonawczym (chwytających za serce momentów jest na tym albumie całe mnóstwo i ze względu na ograniczone miejsce nie sposób ich wszystkich tutaj wymienić, ale Waszej uwadze muszę koniecznie polecić dwuminutowe gitarowe solo Colina wieńczące nagranie zatytułowane „Look”. Coś pięknego!).
Wyborny to album. Jest już dostępny w sklepie Lynx Music. Ależ wspaniale rozpoczął się nam muzyczny 2026 rok...
