Rob Reed nie próżnuje. Jeśli nie udziela się przy swoich albumach z serii ''Sanctuary'', to tworzy w Magencie lub Cyan. Zajmuje się również produkcją i miksowaniem płyt innych wykonawców. Tak też jest w przypadku albumu, który dziś opiszę. Kojarzycie grupę The C Sides Project (pierwotnie nazywała się C Sides)? Tworzyli ją ostatnio Sian Elson (wokal), Allen McCarthy (bas i wokal) oraz dwóch byłych członków Magenty - Allan Mason-Jones (perkusja) oraz Martin Rosser (gitara, wokal). W takim samym składzie wydali w połowie listopada ubiegłego roku, jako Ash Wing, płytę o tym samym tytule.
Debiut czy tylko zmiana nazwy? Sam nie wiem jak to nazwać, więc nie będę tego roztrząsał, a zajmę się muzyką zawartą na tym wydawnictwie. Dlaczego tę recenzję zacząłem od Roba Reeda? Bo to on zmiksował cały materiał, a przy okazji zagrał na klawiszach. Dodatkowe instrumenty klawiszowe zapewnił Kevin Dawson, a na saksofonie szaleje niejaki… Peter Jones (tak, tak, ten sam). Na album składa się 9 utworów, które trwają trochę ponad 54 i pół minuty. Muzycznie jest to zlepek nowoczesnego brzmienia z rytmami gigantów lat 70., czyli podobnie jak w The C Sides Project. Niewątpliwie fani Magenty też znajdą coś dla siebie, a głos Sian bardzo przypomina Kate Bush. Naprawdę fascynująca to mieszanka. Oto co powiedzieli członkowie grupy o tej płycie tuż przed jej wydaniem: ''Nasz album czerpie inspirację z budynków, które przetrwały przez wieki – zwłaszcza kościołów. Te budowle niosą ciężar trwałości, są cichymi świadkami przemijania pokoleń i niezliczonych istot ludzkich, które przeszły przez ich drzwi. Składają się one z czegoś więcej niż tylko kamienia i zaprawy; są nośnikami wspomnień, miejscami, które witają radości, smutki, rytuały i ciche chwile ludzi, którzy korzystali z nich przez lata. W ich murach indywidualność zanika, a prosta prawda pozostaje taka, że ludzie są postrzegani takimi, jakimi naprawdę są. Z tym spleciona jest obecność natury, reprezentowana przez kruki – istoty, które, podobnie jak budynki, obserwują bez oceniania i pozostają zarówno ukryte, jak i widzialne. Razem kościoły i kruki tworzą podwójną perspektywę: jedną zakorzenioną w historii i ludzkich rytuałach, drugą w wiecznych cyklach świata przyrody. Album porusza się w przestrzeni, gdzie te dwie siły się spotykają, rozważając nad upływającym czasem, pamięcią i byciem zauważonym''. Zaciekawiło to Was? No to dorzucę jeszcze, co powiedzieli poszczególni muzycy występujący w tym projekcie.
Martin Rosser: "Po C Sides Project muzyka Ash Wing na tym albumie ewoluowała i brzmi bardziej organicznie. Świetny wokal Sian znacząco się do tego przyczynia. Album zmierza bardziej w celtyckich kierunkach, ale zachowuje korzenie wszystkich naszych muzycznych inspiracji”.
Allen McCarthy: "Jestem zachwycony, że mogę być częścią tego ekscytującego nowego projektu. Eksplorowanie muzyki to świetna zabawa, a kreatywność i energia, które wszyscy wnoszą do zespołu to niesamowita frajda. Nie mogę się doczekać, dokąd zaprowadzi nas ta podróż!".
Allan Mason-Jones: "Praca nad płytą Ash Wing była prawdziwym otwarciem oczu. Mamy teraz bardziej organiczne podejście do komponowania. Martin i Allen najpierw opracowali pomysły akustyczne, a my świadomie zdecydowaliśmy się kształtować utwory na żywo w sali prób. To nadało perkusji i dodatkowym instrumentom surową, autentyczną energię, która definiuje brzmienie albumu. Dzięki wkładowi Sian piosenki naprawdę ożyły".
Sian Elson: "To wielki zaszczyt, że chłopcy poprosili mnie o przejęcie głównych partii wokalnych. Muszą mnie lubić!! Ha ha. Panowie są bardzo hojni ze swoją muzyką, piszą piosenki z myślą o moim głosie i dają mi swobodę eksperymentowania zarówno z melodią, jak i harmoniami. Ta wolność wypowiedzi jest niezwykle ekscytująca w procesie nagrywania. Uwielbiam koncepcję tego albumu. Dało mi to okazję, by wyrazić moją miłość do folku i starych walijskich hymnów. Czułam głęboką więź z romantycznym celtyckim nastrojem i tradycyjnymi walijskimi pieśniami odrodzenia, które są częścią mojego dziedzictwa".
''Millennia'', pierwszy utwór na płycie, zaczyna się lekko drżącą gitarą, subtelną perkusją, a po chwili dołącza fantastyczny bas. Jednak chwilę potem rządy nad całością obejmuje Sian ze swoim anielskim głosem. W wielu fragmentach słyszymy bluesowe frazy (mnie się kojarzą z niektórymi nagraniami ZZ Top, ale niedawno sporo ich słuchałem, więc może dlatego).
Płynnie przechodzimy do ''From My Window''. To świetny i bardzo rytmiczny neoprogresywny kawałek. Noga sama z siebie wyrywa się do przytupywania. Momentami sekcja rytmiczna brzmi jak u ziomków z grupy Budgie. Bardzo dobrze się tego słucha. Wszyscy muzycy dają popis swoimi partiami, no i ten wokal... Po chwilowym uspokojeniu w końcówce nagrania, znów płynnie przechodzimy do następnego utworu, a tam na samym początku szaleje na saksofonie niesamowity Peter Jones.
''Its All Change'' zbudowany jest na podobnym rytmie, co dwie poprzednie kompozycje. Świetna solówka a'la Jimmy Page i częste zmiany tempa wręcz urzekają. To znakomite połączenie nowoczesności ze stylem retro. No i po chwili znów płynnie przechodzimy do kolejnego nagrania - można odneść wrażenie, że to jedna kompozycja podzielona na cztery części…
''Shadow Of The Crows'' początkowo jest surowy w nastroju ze złowieszczą wręcz gitarą akustyczną. Nostalgiczny śpiew Sian prowadzi nas do wesołego fragmentu kompozycji z pogwizdywaniem i rytmem z lat 20. XX wieku. Mniej więcej w połowie utworu Martin daje popis gry na swojej gitarze, a na samym końcu słyszymy przepiękny bas przy akompaniamencie klawiszy i delikatnych uderzeń strun gitary. To z kolei wstęp do spokojnego w klimacie 12-minutowego ''In Our Darkness". I znów usłyszymy na saksie Petera Jonesa, w krótkim, acz cudownym, instrumentalnym fragmencie.
Ash Wing zdecydowanie się tu wyciszyli, a kontynuuią to w miniballadzie (zaledwie 1:33 min.) ''Why You Run Your Circles''. To przecudnej urody fragmencik płyty ze ślicznym fletem i gitarą akustyczną. Znakomitym posunięciem jest kolejne płynne przejście, tym razem do najbardziej popowego nagrania w tym zestawie - ''Only You Know''. Niesamowicie mocna perkusja nadaje rytmiczne tempo utworowi jakże przypominającym twórczość Kate Bush. Krótka wstawka Petera Jonesa podkreśla charakter tej lekkiej kompozycji, która nagle się kończy, by… przejść w ''Thin Disguise''. Dosyć zaskakująca to zmiana, w tym także w sposobie śpiewania przez Sian Elson. Na chwilę jeszcze raz pojawia się przyprawiający o gęsią skórkę saksofon, po którym wokalistka przenosi nas na moment do nieba, by poobcować troszeczkę z aniołami...
Za chwilę następuje kolejne płynne przejście, by doprowadzić do końcowego ''The Fox And The Crow''. Jak na finał przystało, najwięcej się tu dzieje. To najbardziej dynamiczny utwór na tym albumie. Dynamiczny i upajający swym hipnotycznym rytmem.
Ta płyta to wielka niespodzianka in plus. Pojawiła się znikąd i trafiła prosto w moje serce. Będzie dosyć wysoko na mojej prywatnej liście ‘Top Albums of 2025’. Urzekająca atmosfera, liryzm, dramaturgia, płynność i spójność - to wszystko tu odnajdziemy. Jest tego zdcydownie więcej. Znakomicie zmiksowany jest ten materiał, ale nie ma co się dziwić, przecież zajął się tym Rob Reed, a ten nigdy nie zabiera się za byle co. Bardzo gorąco polecam ten album - sami zauważycie jak szybko mijają te 54 i pół minuty. Ciekawe co Sian, Martinowi, Allenowi i Allanowi przyniesie przyszłość albo co (i kiedy?) oni przyniosą nam?...
