The Imperfectionist Collective to solowy projekt Leo Koperdraata, którego fani progresywnego rocka kojarzyć mogą z zespołem Fractal Mirror (płyty „Close To Vapour” z 2018 i „Beyond Borders” z 2022 roku).
Ponad dwa lata temu Leon zaczął komponować nowe utwory, czerpiąc z szerokiego wachlarza muzycznych inspiracji - od rocka progresywnego (Steven Wilson, Dissociatives, Carptree i różni wielcy artyści lat 70.) po Franka Zappę i postpunkową grupę Cardiacs. Inspiracje, do których Leo się przyznaje i zresztą wyraźnie słychać to na jego nowym, wydanym pod szyldem The Imperfectionist Collective, albumie obejmują również dokonania takich zespołów, jak Jellyfish, XTC i całej plejady noworomantycznych (i nie tylko!) gwiazd lat 80.
Wspomniany już The Imperfectionist Collective to nowy pomysł, który zrodził się jako artystyczny eksperyment, lecz szybko przerodził się w śmiałą, twórczą deklarację: „To projekt, w którym mogę eksplorować dowolny kierunek muzyczny bez żadnych ograniczeń i oczekiwań” – mówi Koperdraat. Ta artystyczna wizja dająca wolność i twórczą swobodę trysnęła strumieniem nowych pomysłów. Wystarczyło pozwolić kreatywności płynąć i zobaczyć, dokąd
doprowadzi. W tym czasie Leo napisał i nagrał dwadzieścia jeden utworów. Praca w pojedynkę była zarówno wyzwalająca, jak i wymagająca – był to prawdziwy test cierpliwości, umiejętności i wiary w siebie. Grając samemu na każdym instrumencie Leo w pewnym sensie zaakceptował niedoskonałość jako część twórczego procesu. Dało to początek pierwszej nazwie projektu - Solitaire (‘Samotnik’ – przyp. AC). Ale wraz z rozwojem muzyki ewoluowała również jej tożsamość. Nowa nazwa – Imperfectionist (‘Niedoskonały’ – przyp. AC) - odzwierciedlała decyzję Leo, aby komponować samemu, wykonywać, a nawet nauczyć się miksować muzykę i robić to wszystko w pojedynkę – akceptując, że efekt końcowy będzie niedoskonały, surowy, szczery i… ludzki. Ale ku zaskoczeniu samego zainteresowanego projekt rozrósł się do czegoś większego. Najpierw dołączył wieloletni współpracownik Leo, Frank L. Urbaniak (także z Fractal Mirror), który napisał teksty, a nieco później pojawili się dwaj znani muzycy: Brett Kull (Echolyn) i Rhys Marsh, którzy dołożyli swoje „trzy grosze” do muzyki skomponowanej przez Koperdraata, a Katie Barbato dodała swoją ścieżkę wokalną w jednym utworze („Reincarnation”). Za główne partie śpiewane odpowiada Leo, ale na płycie „Solitaire” słyszymy też głosy, głównie w chórkach, Kulla i Marsha. W międzyczasie Frank L. Urbaniak rozszerzył swoją kreatywną rolę, zajmując się nie tylko tekstami, ale teledyskami i oprawą graficzną. To, co zaczęło się jako solowy projekt, przerodziło się w kolektywną współpracę – stąd nowa i ostateczna nazwa, która firmuje opisywane dziś przez mnie wydawnictwo - The Imperfectionist Collective (‘Kolektyw niedoskonałych’ – przyp. AC).
Powstał składający się z 11 nastrojowych ścieżek album, który stanowi eklektyczną mieszankę nastrojów i stylów – łącząc elementy popu, rocka, indie, rocka progresywnego i elektronicznego z subtelną filmową głębią. Muzyka, którą słyszymy na płycie „Solitaire” sięga do odważnej artystycznej postawy reprezentowanej we współczesnym świecie m.in. przez Stevena Wilsona: „nie obchodzi mnie, co myślą inni, tworzę po swojemu”. Wilson jest żywym dowodem na to, że takie bezkompromisowe, czy wręcz wizjonerskie podejście może przerodzić się w artystyczny sukces. Jak będzie w przypadku Leo Koperdraata i jego Niedoskonałego Kolektywu? O tym przekonamy się słuchając tego albumu. Znajdziemy na nim zarówno mroczne, jak i nastrojowe muzyczne światy, w których usłyszeć można echa dokonań muzycznych bohaterów z lat 80. – Tears For Fears, Ultravox, The Blue Nile, Japan, Dead Can Dance, Cocteau Twins i innych artystów z wytwórni 4AD. Wszystko to osadzone jest w gęstym melotronowym sosie, wzbogacone niezliczoną ilością sampli i ubrane jest chwilami w zgrabną, często piosenkową strukturę, której słucha się z dużym zaciekawieniem. Całość łączy w sobie pewną programową niedoskonałość, ale i prawdziwe emocje oraz, przede wszystkim, artystyczną wolność.
Niechaj puentą tej recenzji będą jakże prawdziwe słowa samego zainteresowanego: „We wszystkim chodzi o zaakceptowanie własnych wad i niedoskonałości, bo tam kryje się prawdziwe piękno” – mówi Leo. I wiecie co? Ma rację.
