mlwz - edunitsky - baner - motyl

Ceres Phenomenon, The - The Ceres Phenomenon

Rysiek Puciato

Kto nie lubi pomarzyć o podróżach w kosmos, odkrywaniu nowych światów, stąpaniu po dziewiczych zakamarkach odległych wszechświatów? Ha…, źle zacząłem. Zatem zmieńmy początek. Pewnie są wśród Państwa tacy, którym nie straszne są marzenia, nie boją się „odskakiwać” od codzienności w świat wyobrażeń i niekoniecznie dzieje się to tylko z powodu tego, że źle jest nam tutaj, a może być lepiej gdzieś tam. Ot po prostu, takie sobie fantazjowanie oparte na przeczytanych książkach (choć, kto teraz czyta książki?…), właśnie obejrzanym filmie, opowieści, które niejako automatycznie nasuwają przeróżne obrazy „nierzeczywistej rzeczywistości”. Przecież do tej wyliczanki można też dodać obrazy muzyczne, solówki, riffy, pasaże, które pozwalają zamknąć oczy i wyruszyć w wymarzoną podróż, do wymarzonego, idealnego świata, gdzie wszystko będzie takie… No, tak jakie chcemy, by było.

Po tym wstępie zejdźmy na chwilę na ziemię (proszę nie poprawiać pisowni… W naszym wypadku chodzi o grunt, fundament, skałę trzymającą nas w realnym świecie). Uważam, że tzw. rock progresywny jest predestynowany do wynajdywania takich dźwięków, które stwarzają wiele możliwości „tworzenia” pasjonujących historii rodem z kosmicznych opowieści najlepszych twórców fantasy. Ma w swej istocie jakąś taką wewnętrzną zdolność do opowiadania historii, w przeciwieństwie do innych gatunków muzyki. No bo proszę sobie spróbować wyobrazić świat wyśniony zbudowany na gruncie muzyki punk. Pewnie, jak to się mówi, da się, ale… hmm, może jest to do wykonania przez tzw. muzykę elektroniczną, która podobnie jak prog rock bazuje na długich frazach i melodyjnych pasażach? Ale zostańmy przy prog rocku. Jeżeli potrzebują Państwo kolejnego dowodu na potwierdzenie tezy o tej predestynacji, to nadarza się dobra okazja – debiutancka płyta holenderskiej grupy The Ceres Phenomenon pod tytułem… „The Ceres Phenomenon”.

Co prawda zespół jest nowym tworem, lecz jego członkowie znają się od dawna. Współpracowali już w takich grupach jak Timelock, Dreamcarnation i The Last Detail. W skład zespołu wchodzą: Ruud Stoker, który jest pomysłodawcą koncepcji i fabuły i jednocześnie wokalistą, za gitarę i bas odpowiada wszechstronny Ron Koel, na wszystkich instrumentach klawiszowych gra Julian Driessen, a na perkusji Mike Boekhout. A całość opowiedzianej na płycie „kosmicznej opowieści” o planecie Ceres jest spisana w sześćdziesięcioczterostronicowej książeczce, która zawiera, oprócz samego opisu historii planety, także jej zdjęcia (z kolekcji NASA) oraz, oczywiście, album trwający ponad siedemdziesiąt trzy minuty. W jaki muzyczny sposób jest opisana historia planety? Pewną podpowiedzią jest to, że członkowie zespołu mają za sobą doświadczenie w takich grupach, jak wspomniany Timelock czy Dreamcarnation. O ostatniej, zeszłorocznej płycie zespołu Timelock można poczytać na łamach MLWZ.PL (patrz tutaj), a z twórczością zespołu Dreamcarnation można zapoznać się na Bandcampie

Historia planety Ceres opowiedziana na krążku rozpoczyna się tak: „(…) W roku 5930, na planecie Mars, w Obserwatorium Wszechświata, odnaleziono kryształowy kufer, którego zawartość stanowiła fragment opowieści z roku 3593, rozpoczynającej się słowami: Do tych, którzy znajdą tę kryształową skrzynię...”. A ta opowieść koncentruje się wokół losów Sentema, zwiadowcy wysłanego przez Ziemię, aby zbadać, co dzieje się na tajemniczej i niebezpiecznej planecie Ceres. Odkrywa on, że toczy się na niej wojna i spotyka Dividio, jednego z ostatnich ocalałych mieszkańców Mekonii, stolicy Ceres. Dividio wyjaśnia, że ​​Ceres jest atakowana przez wojowniczą cywilizację, która pragnie zdobyć niebieski kryształ - substancję o właściwościach leczniczych, dającą niemal nieśmiertelność. Ostatecznie Sentem i dwudziestu Mekonijczykom udaje się uciec, po czym Ceres zostaje uderzona przez meteoryt i rozpada się na trzy części. Stosownie do tej historii płyta podzielona jest na, rzec by można, „rozdziały”.

 

Rodział pierwszy – Intro

Od pierwszego dźwięku budzi skojarzenie z „Wish You Were Here” i to skojarzenie wraz z każdą sekundą wzrasta, ale też ukierunkowuje – kosmos, inne wszechświaty, podróż w nieznane, radość pomieszana z jakimś lękiem. To dwuminutowa instrumentalna zapowiedź czegoś niezwykłego, co właśnie się rozpoczyna.

 

Rozdział drugi – Incident On Ceres

Podrozdziały - „Incident On Ceres”, „Between The Stars”, „The Arrival” i „Exploring The Surface”.

O tym, że coś się stało na planecie Ceres mówi instrumentalny, progmetalowy początek tego „rozdziału”, który zgrabnie przechodzi w pełną melodii i wspaniałego solo gitary opowieść o konieczności przygotowania się do jakiejś reakcji na zauważone zagrożenie. Reakcja reakcją, ale lot wśród gwiazd, ku nieznanemu to okazja do wspaniałego popisu muzycznego. Baśniowość utworu „Between The Stars” i jej balladowy charakter sprawiają, że zamiast poczucia uczestnictwa w muzycznej misji kosmicznej bierzemy udział we wspaniałej muzyczno-bajkowej podróży. Wspaniały utwór, wspaniała aranżacja, cudowne wykonanie. Podobny charakter – spokojny, wyważony – ma utwór „The Arrival” opisujący przybycie na obcą planetę (proszę się wsłuchać czy nie przypomina nieco „Comfortably Numb”), choć zaczynający się chwilę później „Exploring The Surface” pobrzmiewa lekko metalowymi riffami i podnosi aranżacyjną moc na wyższy poziom, zachowując przy tym liryczną swobodę towarzyszącą stanięciu twarzą w twarz z czymś nowym i nieznanym.

 

Rozdział trzeci - Searching For Life

Podrozdziały – „They Emerge At Night”, „Eye Contact”, „Rain And Rocks”, „Away From Us”, „That Being Said”.

To najkrótszy czasowo rozdział, co nie znaczy, że najsłabszy. Rozpoczyna go wyważona, przypominająca nieco utwory grupy Toto kompozycja „They Emerge At Night”. Syntezatory tworzące majestatyczne tło i wokal z „wtrącającymi się” blachami perkusji nadają całości nieco niespokojnego, kosmicznego wymiaru. Pięciominutowy, najdłuższy w tej części utwór „Eye Contact” to nastrojowa, mroczna i niepokojąca kompozycja, która ewoluuje w piękną balladę. Ruud Stoker ciekawie prowadzi tu swoją linię wokalną, przechodząc od rockowego brzmienia do melodeklamacji i ściszonego szeptu. I cały czas towarzyszy słuchaczowi kołyszący rytm. „Rain And Rocks” – zgodnie z tytułem zaczyna się od odgłosów deszczu i melodeklamacji, a elektronika sprawia, że niemal automatycznie daje się usłyszeć emocje, jakie towarzyszą momentowi, gdy uświadamiamy sobie grożące niebezpieczeństwo Groza narasta, atmosfera gęstnieje i tylko dwie ostatnie, bardzo melodyczne, minuty sprawiają, że może światło rozgoni mrok. „Away From Us” to elektroniczne nawoływanie do rozprawy z napastnikami. Niemal instrumentalna kompozycja przygotowuje do tego, co musi się stać. Przygotowuje do walki o uwolnienie planety. Tę gotowość w sprawny sposób wyraża ostatnia opowieść z tego rozdziału - „That Being Said”. Ten instrumentalny, w pełni elektroniczno-gitarowy utwór swoim patetycznym brzmieniem i nieco industrialnym frazowaniem jest wyrazem determinacji do walki o uwolnienie mieszkańców Mekonii.

Rozdział czwarty - Falling Into The Void

Podrozdziały – „Isolation”, „Rhea”, ” Trapped and Uneasy”

Pierwszy z utworów z tego rozdziału to bardzo dobry przykład „piosenki narracyjnej”, takiej, która w sposób niemal dosłowny podporządkowuje muzyką przekazywanym treściom, będąc w ten sposób muzycznym ciągiem dalszym opowiadania. Nie pozbawia jej to jednak walorów artystycznych: lekka melodyka, solo gitary z długimi, powolnymi dźwiękami, syntezatorowy podkład. Wspaniałe wprowadzenie do spotkania z kimś w rodzaju anioła stróża planety – Rheą. „Rhea” podtrzymuje atmosferę śpiewanej opowieści. Nastrój i spokojna linia wokalna na początku ponownie ustępują miejsca bardzo patetycznej muzyce rodem z twórczości zespołów spod znaku AOR z Toto na czele. Ładnie brzmiące chóry oraz syntezatory tworzą jakąś niesamowitą atmosferę pocieszenia, nadziei i oczekiwania na cud, na ratunek dla wszystkich mieszkańców planety Ceres. Ostatni w tym podrozdziale utwór – „Trapped And Uneasy” - to najlepsza charakterystyka stylu zespołu. Zdecydowana linia melodyjna w połączeniu z metalowymi wstawkami tworząca tajemniczą i pełną niepokoju atmosferę. Postawienie na nieco bardziej improwizacyjną aranżację zdaje egzamin, tworząc zgrabny czterominutowy utwór.

 

Rozdział piąty - A Matter Of Life And Death

Podrozdziały – „Adapt To One Another”, „Empty After The Seventh Hill”, „Simular Faces”, „Supernova” i „Descension”

Ten rozdział to ucieczka i ewakuacja z planety. Tak można by w najprostszy sposób opisać jego zawartość treściową. A muzyczną?... Zespół zastosował tu najłatwiejsze (co nie znaczy złe) i najprostsze (co także nie znaczy wcale, że złe) rozwiązanie: wzbogacenie aranżacji przez metalowo brzmiące elementy. Przez kolejne minuty progmetalowe elementy podkreślają i akcentują dramatyzm opisywany w tekstach. Progmetalowa gitara, większa ilość improwizacji i bardziej elektroniczna aranżacja budują „kosmiczność” i nietuzinkowość. „Adapt To One Another” dudni metalizującymi akordami i ekspresją syntezatorów, „Empty After The Seventh Hill” rozpoczynają mocne akordy i zdecydowanie rockowa, a nawet hardrockowa aranżacja ze szczyptą liryki mającej oddać nastrój ucieczki i niepewnych losów uciekinierów. Takie rozwiązanie, trzeba przyznać, dodaje kolorytu tej kompozycji. Ucieczka się udaje, bohaterowie są niemal bezpieczni. Opisujący ten moment opowieści utwór „Simular Faces” łagodnym patetyzmem oddaje nastrój zbliżającego się szczęśliwego zakończenia. Szczęśliwego dla mieszkańców, niestety nie dla planety. Bowiem następna, instrumentalna kompozycja „Supernova” bez słów opisuje moment wybuchu. W brzmieniu tego utworu nie ma radości, nie ma łagodności… Jest mechaniczny rytm, jednostajne brzmienie perkusji i mocna przewodnia linia syntezatorów. Słychać echa pustki, a wzrastający rytm zbliża słuchacza ku końcowi. Ku unicestwieniu planety…

Kończy tę część opowieści o planecie Ceres i zarazem kończy ten krążek utwór „Descension”. To niespełna dwuminutowe liryczno-balladowe zakończenie, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni z wielkich historii fantasy. Pełne patetyzmu syntezatory, długie dźwięki sola gitary, delikatny wokal. Podróż na planetę Ceres kończy się połowicznym sukcesem: część mieszkańców ocalała, planeta niestety nie.

Proszę nie żądać ode mnie podsumowania. Takie wydawnictwa mają specyficzne miejsce na półkach z płytami. Gdzieś miedzy zagubioną książką, a szeregiem innych krążków z dźwiękami. Bo to wydawnictwo z cyklu „nieoczywistych”. Niby muzycznie znane, narracyjnie akceptowalne, ale zawsze wzbudzające emocje związane ze sposobem przekazywania, a raczej pokazywania kolejnych obrazów. To wydawnictwo z serii „muzycznych opowieści o filmowych krainach”, które balansuje na pograniczu muzyki i kina, bo historia planety Ceres taka właśnie jest. Wokalista Ruud Stoker tak wspomina okres powstawania projektu: „Pracowaliśmy niestrudzenie przez trzy lata, aby ożywić Zjawisko Ceres. To nasz dar dla miłośników science fiction, którzy rozkoszują się historiami wykraczającymi poza granice wiedzy i wyobraźni. Proces przebiegał w trzech etapach: najpierw napisaliśmy historię, następnie skomponowaliśmy muzykę, aby oddać atmosferę każdej sceny, a na koniec nasi muzycy wzbogacili ją o wielowarstwowe aranżacje symfoniczne. Jesteśmy niezmiernie dumni z naszej debiutanckiej płyty i mamy nadzieję, że słuchacze będą się nią cieszyć tak samo, jak my cieszyliśmy się jej tworzeniem”.

A sama planeta Ceres? No cóż, jak najbardziej istnieje. Nie jest wcale wytworem wyobraźni. Ceres to planeta karłowata krążąca w głównym pasie planetoid między orbitami Marsa i Jowisza. Jest to największy obiekt w tym pasie, o średnicy około 940−950 km i masie stanowiącej około 25 % całej masy pasa planetoid. Początkowo uważano ją za planetę, ale od 2006 roku została sklasyfikowana jako planeta karłowata. 

A całą opowiedzianą na płycie historię planety zawiera 64-stronicowa książeczka z tekstami utworów i zdjęciami planety (dzięki uprzejmości NASA). Tutaj jedynie mniej lub bardziej ciekawie udało się zbliżyć do jej muzycznej strony.

MLWZ album na 15-lecie Mostly Autumn Weekend w Zabrzu Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce Wishbone Ash powraca do Polski