Muzyka na albumie, który dziś opiszę nie jest tym, co zazwyczaj recenzuje się na naszym portalu. To nie metal ani hard rock. Nie jest to też progresywny rock w naszym powszechnym mniemaniu, choć można na niej znaleźć kilka momentów o charakterze progresywnym. To, co tu mamy, można zasadniczo zaklasyfikować pod nieprecyzyjnym, ale wciąż użytecznym terminem „Americana”, z wyraźnym akcentem na… “country and western”. Album ma jednak bardziej złożone aranżacje niż te, które często słyszy się u zespołów zaliczanych do tej kategorii. Tym albumem jest ''Smoking Gun'' zespołu Euphoria Station. O historii grupy nie będę pisał, bowiem zrobił to świetnie Artur Chachlowski przy okazji recenzji poprzedniej płyty ''The Reverie Suite”.
Na nowym wydawnictwie udział wzięli: podstawowy duet, czyli wokalistka i autorka tekstów Saskia Kraft van Ermel (Saskia Binder) oraz gitarzysta i kompozytor Hoyt Binder. Wspomogli ich starzy, dobrzy znajomi: Ronald van Deurzen na klawiszach, Rebecca Kleinmann na flecie i Tollak Ollestad na harmonijce ustnej, którzy wnoszą znakomity wkład w stworzenie organicznego, pełnego interakcji klimatu. Mamy też dwóch nowych muzyków. Są to: Toss Panos na perkusji i Jorgen Carlsson na basie.
Opis albumu zacznę od jego tytułu i okładki. Niewątpliwie jest to inspiracja zaczerpnięta z dziecinnych wspomnień Saskii. Dziewczynka, podczas jednej z wizyt wraz z rodzicami u sąsiadów na rancho w Dakocie Południowej, zauważyła coś ciekawego. Na ścianie w salonie wisiał obraz mężczyzny stojącego z dymiącym pistoletem i kobiety leżącej na podłodze. Utknęło to tak głęboko w jej pamięci, że po wielu latach postanowiła to wykorzystać w swojej twórczości. Różnica jest taka, że na okładce płyty widać nie tajemniczego faceta. a Saskię z rewolwerem. Zresztą różnorodych wspomnień na płycie jest znacznie więcej. Trwa ona dobrze ponad godzinę i składa się z 13 utworów.
Album otwierają dwa covery. Pierwszy – krótki, instrumentalny ''Amazing Grace (In Memory Of...)'' jest tradycyjną melodią amerykańską. Drugi - ''Take the Highway'' pochodzi z repertuaru The Marshall Tucker Band. Ta prawie siedmiominutowa wersja zapewnia muzykom dużo miejsca na muzyczną wypowiedź, a Hoyt Binder wykonuje genialną solówkę. Słychać tu trzaski trzcinowego fletu, który podnosi energię do maksimum, gdy Saskia śpiewa o tych, co odeszli. Zwykły flet Rebecci brzmi jak w Jethro Tull i jest zarazem wspaniałym wprowadzeniem do wspomnianej solówki Hoyta, jak i znakomitym tłem w dalszej części utworu.
Następnie pojawia się utwór tytułowy z intro zagranym na dobro (rodzaj gitary) i głosem Saskii operującym w nieco niższym rejestrze z harmoniami, gdy zespół kołysze się wokół jej śpiewu. Nagranie w swej strukturze jest zdecydowanie progresywne, znowu z kolejną świetną solówką Hoyta. To jedno z moich ulubionych nagrań na tej płycie.
Zaczynający się harmonijką ustną (póżniej usłyszymy ją solo) ''Nowhere Junction'' to utwór, który od razu chwyta za serce i sprawia, że chcesz tańczyć bez względu na to, gdzie jesteś.
''Off the Beaten Path'' to z kolei bardzo wesoły kowbojski kawałek, ocierający się o progresję, z mnóstwem delikatnych niuansów instrumentalnych (np. rewelacyjna praca sekcji rytmicznej).
'My Mistake'' to mój zdecydowanie ulubiony utwór na płycie ''Smoking Gun''. Przypomina mi stare Budgie i Rush. Gdyby Burke Shelley i Geddy Lee zaśpiewali w stylu southern rock, to niejeden ze słuchaczy mógłby się pomylić. Kolejny pokaz gry Hoyta na gitarze, znakomicie grają basista i bębniarz, a organki brzmią fantastycznie, dopełniając świetny śpiew Saskii.
Po tym bardzo energetycznym utworze czas na chwilę wytchnienia i instrumentalny temat ''The Ballad of Grace Malloy''. Jego struktura uproszczona jest do minimum, ale całość brzmi kojąco. Za podkład służy gitara akustyczna (z postukiwaniem pudła) oraz bas, a na pierwszym planie jest gitara solowa.
''Carolina on My Mind'' to styl braci Allman zmieszany z country rockiem. Bardzo rytmiczny i taneczny to numer.
W westernowym w swoich refrenach ''Sweep Me Away'' usłyszymy fajną solówkę wykonaną na pianinie. Na chwilę w wyobraźni przenosimy się do saloonu.
''Here with You'' to jeden z ostrzejszych fragmentów albumu, choć w klimacie jest spokojny, z tęsknym głosem Saskii na pierwszym planie.
''Living for Today'”, ze swoim ciężkim rifem i znakomitym basem, to bardzo dynamiczne nagranie, w którym bardzo dużo się dzieje. Każdy z muzyków (oprócz harmonijkarza) popisuje się swoim talentem i umiejętnościami.
Instrumentalny ''Dusty Roads'' pasowałby jako podkład do jakiegoś ''filmu drogi''. Naipierw wesoły, potem progresywnie narastający, trochę dramatyczny, by w fnale zwrócić się ku radosnym tonom.
Wzniosły ''November Came Early'’ z szaloną solówką Bindera jest bardzo dobrym zakończeniem tego albumu. To najbardziej rockowy, ale jednak utrzymany w klimacie całej płyty, utwór.
Niezależnie od tego, czy chodzi o trzy akordy i prawdę, progresywne odjazdy czy ścieżkę dźwiękową do kolejnej muzycznej wycieczki, album ''Smoking Gun'' zabiera słuchacza w podróż do Nowhere Junction, gdzie możesz się wyluzować z dala od utartych szlaków. A co z przyszłością? Oto co powiedział Hoyt Binder: ''Muzykę na nasz kolejny album już mamy. Tym razem, zamiast hołdu dla southern rocka, oddamy go zespołowi Van Halen, który wywarł na nas ogromny wpływ i wpłynął na historię rocka”.
Kończąc, napiszę, że najnowszy album grupy Euphoria Station to bardzo solidna płyta z wieloma dobrymi i kilkoma doskonałymi momentami. To album dla tych, którzy cenią sobie muzykę wysokiej jakości w szerszym, stylistycznie, ujęciu.
