Na początek o zmianach. Przed wydaniem poprzedniej płyty („Nic nam się nie należy” (2022)) grupę Here On Earth opuścił gitarzysta Bartłomiej Niestrój. Przed przystąpieniem do nagrań materiału na studyjną płytę numer cztery z zespołem pożegnał się klawiszowiec Dawid Czekirda. Pozostali muzycy (Krzysztof Wróbel – śpiew, Piotr Krasek – gitary, instrumenty klawiszowe, Przemek Nowakowski – bas, śpiew i Krzysztof Cudny – perkusja) nie zdecydowali się na uzupełnienie składu i postanowili działać dalej jako kwartet. Obowiązki Dawida przejął Piotr, który także wziął na siebie odpowiedzialność na stworzenie materiału i wraz z Krzysztofem Wróblem podpisany jest pod wszystkimi utworami wypełniającymi wydany pod koniec ubiegłego roku krążek „Zaświat”, który swoja premierę miał na początku grudnia. Grupa podąża na nim drogą zapoczątkowaną singlem „K.A.T.E.” i kontynuowaną na „Nic nam się nie należy” i przedstawia dziesięć nowych nagrań z tekstami autorstwa Krzysztofa Wróbla śpiewanych przez niego w języku polskim.
Zacznijmy od tytułu. „Zaświat” można interpretować na różne sposoby. Po pierwsze to spojrzenie na to co będzie poza tym światem, w sensie przemijania, śmierci. Po drugie jest to wezwanie by odkrywać coś więcej niż tylko dobrze znany sobie świat, wyrwanie się ze strefy komfortu, skłania do samodzielnego myślenia, odrzucenia utartych schematów.
Odszedł Dawid, ale paradoksalnie na płycie jest jeszcze więcej partii klawiszowych. Właśnie one, a konkretnie pianino i syntezatorowe tło, wraz z podniosłym śpiewem budują nastrój w pierwszej części rozpoczynającego album nagrania „Zabierz mnie”. Gdyby włączyć ten krążek bezpośrednio po poprzednim, to ta część naturalnie wypływałaby z kończącego „Nic nam się nie należy” utworu „Obłok Oorta”. Ma w sobie tę delikatność, no i „gwiezdny” temat. Jednak nowsza propozycja kwartetu intrygująco rozwija się by w pewnym momencie uderzyć słuchacza pełną mocą przesterowanej gitary, soczystego basu i połamanego rytmu wygrywanego na perkusji. Muzyce towarzyszą słowa o strachu przed poznawaniem nowego, wkroczeniem w swój zaświat:
„Przez czas niesieni coraz dalej/ Gwiazd obraz nasz nie zmienia się/ Samotność ciąży, tęskno nawet/ Do ciemnych chmur i burz
Podtrzymuj nikły stan nadziei/ By człowieczeństwa próbę znieść/ Wśród setek metrów ścian i kabli/ Chronimy się
Przed chłodem, czernią bram kosmosu/ Przed chęcią wyważenia drzwi/ Przed wrodzonym ludzkim cennym strachem/ Co sprawia, że boję się/ Boję się/ Ty też boisz się/ Boisz się”.
Ten kontrast pomiędzy metalowymi partiami gitar i sekcji a łagodzącymi tę wymowę klawiszami i samplami króluje na całym wydawnictwie. Jednym z najjaskrawszych dowodów na tę tezę jest umieszczona na drugiej ścieżce pieśń „We mnie, w tobie”. Tu słyszymy elektroniczny motyw, przypominający brzmienie… karaibskiego steel drum. Jednak myli się ten, kto uzna, że zespół postanowił dokonać muzycznej wolty. Po chwili metalowy żar (wspaniały gitarowy klimat w drugiej części to wisienka na torcie) równoważy sielskie nuty, a całość w połączeniu z niezwykle melodyjnym śpiewem, jest całkiem przebojowa. I zdecydowanie nie jest to zarzut.
Podobne zachwyty można wyrazić słuchając kolejnego nagrania. W „Poczekaj” uwagę przykuwa intensywna praca perkusji w intro oraz w refrenach oraz syntezatorowe solo pod koniec utworu oraz refren, od którego nie sposób się uwolnić:
„Zostań poczekaj, powiedz mi/ Zostań poczekaj, czy się tli/ To nic, opadliśmy z sił/ Zostań poczekaj, pozwól mi/ Zostań poczekaj, chciałbym by/ Ktoś z nas użył tych pierwszych słów”.
Pierwszym zwiastunem płyty był „Czas przygasłych świateł”. Tu także wstęp jest niezwykle spokojny – klawiszowe tło, delikatny podkład perkusyjny i śpiew Krzysztofa, który najpierw dość stonowanym, nastrojowym głosem prezentuje refren:
„Piszę do ciebie/ Oni dawno przekupili winnych/ Tego, jak tu jest/ Uwierz mi, uwierz mi/ Proste, piękne rozwiązania i nie mogę się mylić/ Otworzę oczy wam/ Tyle lat szukałem, tak długo czekałem sam”.
Potem jest już bardziej tradycyjnie – do głosu dochodzi djentowy riff, przy którym nie sposób nie potrząsać głową. W tekście możemy odnaleźć krytykę świata, w którym internetowi domorośli mędrcy w pokoju z przygaszonymi światłami wypowiadają się na każdy temat, krytykując wszystkich i wszystko co popadnie:
„Gdy wiedzy brak pogarda szerzy się/ Naukowcem każdy z nas przed ekranu szkłem/ Nastał czas krzyczących mocno głów/ Co życia ważny sens odczytują z wróżb”.
W kompozycji „Dom” łagodne zwrotki, z wyrazistą linią basu Przemka, przeplatane są mocniejszymi refrenami, z bardziej potężnym klawiszowym tłemm a dodatkowe brawa należą się Piotrowi za solową partię gitary. Warstwa liryczna dotyka problemu konfliktów, zarówno tych domowych, jak i militarnych:
„Co z nami będzie, jestem zmęczony/ Kiedy wyrzucę hałasy z głowy/ Staram się wrócić do czasów sprzed dnia/ W którym dom spłonął, potem ucieczka/ Nie, przecież to nie minie
Tak chciałbym uchronić cię/ Osłaniać przed całym złem/ A wojna idzie/ Przez ziemie ciche/ Przetacza krew”.
W „Dzyń dzyń” z kolei spotykamy się z krytyką religijnej indoktrynacji młodych ludzi:
„Polany wodą, co zmywa grzech/ Bez pytań, dziecię nie sprzeciwi się/ Szkolny czas, demagogii moc/ Choć rozum trzeźwy, przyćmili go/ Chcę uciec stąd/ Jak mogę uciec stąd?”.
Słowom towarzyszy temu motyw mogący się kojarzyć z dziecięcą melodyjką, która oczywiście obudowana jest gęstą metalową gitarowo-basowo-perkusyjną ścianą dźwięków.
W pierwszej zwrotce utworu „Oddech” słyszymy sporo łagodnej elektroniki wraz z delikatnym beatem, natomiast refren, choć niepozbawiony metalowego sznytu, jest niezwykle melodyjny. Uwagę przykuwa także ciekawa ejtisowa wstawka na syntezatorze. Tekst tym razem porusza problem samotności we współczesnym świecie, w którym niezwykle trudno jest się przebić wrażliwym ludziom:
„A gdyby nikt kogo znasz, nie wychwycił słów/ Postaraj się mocno, by brak reakcji nie zmienił ciebie/ Wiele próśb, zwykły blichtr, wiele żądań do spełnienia
Nikt nie widzi twoich łez/ Oczy napuchłe, to pewnie kurz/ Wewnątrz ciągle czujesz, że/ Że to ma znaczenie/ Dokąd zmierza owczy pęd?/ Po co im wzrok spuszczony w głąb swojego ja?/ Przytulny to schron”.
Najdłuższym nagraniem na płycie jest prawie siedmiominutowy song „Kogoś będzie brak” traktujący o problemach w relacjach i zaniku pierwotnego uczucia:
„Czasu brak, by czasem pomyśleć/ O tym, jak to pierwszy raz/ Dwoje w czasie spotkało się/ Piękny dzień
Musi być, tak przecież być musi/ Z biegiem lat zmieniamy się/ Gwiazdozbiory nad nami tkwią/ Niezmiennie
I czuję czasem, że mi czegoś brak/ Zamykam się, więc/ Chcę odnaleźć tę melodię/ Naszych ciał harmonię”.
Oczywiście i tu dominuje metalowy żar łagodzony elektroniką, ale tym co wyróżnia to nagranie spośród pozostałych to ostatnie dwie minuty, podczas których najpierw na elektronicznym tle, a potem już w pełnym rockowym anturażu wielokrotnie powtarzane (najpierw tylko przez Krzysztofa, a potem już zaaranżowane na kilka ścieżek wokalnych, w którym śpiewem wspomaga go Przemysław) wersy :
„Kontroluj nas dotykiem swej dłoni/ Sprawdzaj pulsu takt/ Kontroluj nas nim czas nas dogoni/ Kogoś będzie brak”.
Dodam, że basista może wykazać się wokalnie także nieco wcześniej prezentując partię growlu, po której następuje przejmujący krzyk.
W pieśni „Bezkres” słyszymy bardzo przyjemny gitarowy motyw oraz mocno melodyjny refren, w którym Krzysztof powtarza słowa:
„Nieskończoność bez końca wdziera się do wnętrza/ Myśli błądzą, straszy wieczność”.
W słowach zwraca się on do swoich dzieci („Upływa czas, za rokiem rok/ Dla ciebie synu chcę wciąż” i „Córeczko, tu pokój też był twój/ Dla ciebie chcę być tu”), by maksymalnie wykorzystały swój czas, by czerpały z życia jak najwięcej, bo po nim nie będzie już nic:
„Wszystko z czasem zakończy się/ Nie myśl złudnie, przejdziemy gdzieś/ Nieba nie ma i nie ma żadnego boga/ Staniemy się chłodem/ Drobną cząstką przyszłych gwiazd”.
Tu także głosowo prezentuje się Przemysław, który w pewnym momencie wykrzykuje słowa „Kłam pleni się jak perz” przełamując łagodną linię wokalną Krzysztofa, a muzycznie utwór przenosi się w zdecydowanie ostrzejsze rejony.
Album zamyka najkrótsza w zestawie pieśń zatytułowana „Echo”. Utrzymana w podobnych do reszty płyty klimatach, w których mocny riff przenika się z delikatnością klawiszowych wstawek, budując podkład pod podniosły śpiew Krzysztofa (choć i Przemek robi użytek ze swego gardła).
Tak kończy się ten niezwykle interesujący krążek, na którym idealnie wyważone zostały elementy metalowe z elektroniczno-syntezatorowymi klimatami. Duża w tym zasługa Tomasza ZED Zalewskiego, który odpowiada za miks i mastering, a także wraz z Piotrem Kraskiem za produkcję albumu. Wszystko jest tu na właściwym miejscu – rewelacyjna sekcja rytmiczna Przemysław Nowakowski – Krzysztof Cudny, wspaniale godzący rolę gitarzysty, klawiszowca, twórcy i producenta Piotr Krasek oraz obdarzony niezwykle melodyjnym głosem Krzysztof Wróbel, który odpowiada także częściowo za kompozycje, ale przede wszystkim za niebanalne teksty, w których porusza czasami niepopularne tematy. To wszystko składa się na niezwykle spójną całość, która dowodzi, że Here On Earth znaleźli swoją drogę, w której łączą drapieżność metalowego pierwiastka swej twórczości z bezczelną przebojowością. Doprawdy od wielu fragmentów albumu nie sposób się uwolnić. Należy tylko życzyć grupie, by w końcu zostali docenieni we właściwy sposób i zaczęli zapełniać coraz większe sale. Zdecydowanie na to zasługują, co podkreślają naprawdę udanym albumem „Zaświat”.
