mlwz - edunitsky - banner - prog rock

Flower Kings, The - Live In Stockholm 2025

Rysiek Puciato

Całkiem niedawno jeden z dobrych znajomych napisał do mnie maila z informacją, że znalazł już swoje trzy ulubione płyty 2026 roku… Nie, nie ma tu pomyłki: roku 2026…. Wymienił: najnowszą płytę polskiego artysty Colina Clue, najnowszy album Soen i płytę live grupy IQ „Riding The Frequency. Frequency Live In Poland” (wspomnienie po IQ Weekenderze w Zabrzu w zeszłym roku). Nie mogę nic powiedzieć o albumie pana Colina Clue, ponieważ go nie znam, nowy Soen – robi wrażenie, natomiast IQ z nagraniami z Zabrza brzmi doskonale, o czym pozwoliłem sobie już wcześniej napisać.

Do tego zbioru chciałbym jednak dodać jeszcze jedną płytę live – The Flower Kings „Live In Stockholm 2025”, która właśnie się ukazała i zawiera rejestrację koncertu z 29 maja 2025r. z teatru Södra w Sztokholmie. Koncert ten był pierwszym wydarzeniem europejskiej trasy promującej album „Love” i, co warto podkreślić, obok The Flower Kings udział w całej trasie brał także Neal Morse ze swoim projektem The Resonance promując album – Neal Morse & The Resonance – „No Hill For A Climber”. Na marginesie, trasa ta obejmowała także jeden koncert w Polsce, we Wrocławiu 12 czerwca 2025 roku. I choć wydanie krążka zajęło zespołowi The Flower Kings nieco więcej czasu niż grupie IQ (2 koncertowe dni w październiku 2025, a płyta w styczniu 2026), to bez trzech zdań warto go posłuchać jednym tchem i w całości.

Pierwszy utwór z płyty to równocześnie pierwsza kompozycja z albumu „Love”, ale koncertowa setlista nie ogranicza się wyłącznie do pozycji z ostatniej płyty zespołu. Można by to wydawnictwo określić mianem: „nowe kompozycje z kilkoma, klasycznymi dodatkami”. I dodać do tego określenia kolejne: „to jedna z najlepiej wyprodukowanych (od strony technicznej) płyt koncertowych tej formacji”. To szósta, ale też chyba najlepsza koncertowa produkcja The Flower Kings, którą łączy wysoką techniczną jakość z bardzo melodyjnie i żywiołowo zagranym materiałem muzycznym.

Ta żywiołowość pojawia się już w pierwszej kompozycji – „We Claim The Moon”. Niby cichutko, brzmieniem dzwonków, nabijaniem tempa przez perkusję aż do momentu, gdy na scenę wkraczają klawisze. Larsson ma jakąś taką zdolność do wkroczenia ze zdecydowanym brzmieniem klawiszy w najlepszym momencie i wykorzystuje to w sposób wielce wciągający tworząc podkład pod grę gitar i, co jest kolejną wspaniałą cechą zespołu, dwugłos wokalistów. Głosy Stolta i Fröberga są, jak mi się wydaje, czasami na tyle podobne, że trudno odpowiedzieć na pytanie kto w danej chwili śpiewa. Ta kompozycja to zarazem wspaniały początek, który przechodzi płynnie (m.in. dzięki grze basisty Michaela Stolta na swoim basie bezprogowym) w kolejną – „How Can You Leave Us Now”. To bardzo subtelny i delikatny utwór stojący jakby w opozycji do żwawego początku. Pełny instrumentalnych popisów poszczególnych muzyków zachowujących jednak umiar i wtapiających się ze swą grą w kompozycyjną całość. To wspaniały przykład „gry zespołowej”, a jego niezaprzeczalną wartością dodaną są wspaniale rozpisane i zaśpiewane linie wokalne.

Utwór „Considerations” jest ostatnim utworem na płycie „Love”, na tym krążku jest oznaczony indeksem trzecim. I to dobry wybór. Po poprzednim, lirycznym, wnosi do dramaturgii koncertu mocniejszy akcent. Ciekawie brzmi wokal w wykonaniu Michaela Stolta. Nieznacznie szybszy rytm, mocniejsze akcenty sekcji rytmicznej i klawiszowe wstawki ożywiają atmosferę, nie zatracając przy tym nic z jej melodyjności. W koncertowej wersji utwór ten trwa krócej niż w wersji studyjnej. Jest krótszy o niemal cztery minuty. Jednak końcowe solo gitary, zapewniam, wszystko wynagradza słuchaczowi.

I jeżeli wersja koncertowa utworu „Considerations” jest krótsza niż wersja studyjna, to utwór „The Elder” (także z płyty „Love”) jest o minutę dłuższy niż studyjny. A to, co zachwyca w tej kompozycji to sprytnie przemycany powtarzający się motyw gitarowy oraz niebiańsko brzmiące wokale. To właśnie wokale sprawiają, że jest to bardzo delikatna kompozycja poruszająca jakże przecież delikatne kwestie religijne. Dwugłosy brzmiące niczym chórki i schowane gdzieś w tle klawisze. Ale solo klawiszy jest ekspresyjne, improwizatorskie i niemal doskonałe. Perfekcyjna kompozycja, która trwa niestety tylko… dwanaście minut.

Nie mogło zabraknąć podczas koncertu, a także na płycie jakiegoś „klasyka”. Na krążku tę rolę pełni utwór – „Last Minute On The Earth” z albumu „The Rainmaker” z 2001 roku. Nie będę nic pisał o tym utworze, może tylko to, że proszę przysłuchać się solowej grze Larssona w szóstej minucie i potem gitarze Stolta. To dwa niesamowite momenty, które warto sobie raz po raz przypominać. Bardzo udanym zabiegiem jest wielce interesujące przejście do kolejnej kompozycji, którą chyba na potrzeby opisu na płycie nazwano „Desolate”.

„Desolate” to trzyminutowy solowy popis Larssona. To ambientowo-fortepianowe trzy minuty delikatności. To etiuda zakorzeniona w subtelnych frazowaniach zaczerpniętych z muzyki klasycznej, to wreszcie pokaz niesamowitej maestrii i przekaz, który powtarza jakże znaną prawdę: każda muzyka ma w sobie wielką moc, tylko trzeba ją odkryć.

Płytę kończy kompozycja „The Dream” – oryginalnie ze studyjnej płyty „Look At You Now” (2023). To doskonały wybór na koniec koncertu (lub raczej płyty koncertowej). To przykład (któryś z kolei) bardzo harmonicznego połączenia symfonicznych pasaży z rockową werwą spleconą z maestrią wykonawczą. Całość płynnie przybija to do brzegu lekko szkockiego, to do tego bardziej symfonicznego, to do bardziej rockowego. Zarazem jest to także melodyjne zakończenie zostawiające niezatarte wrażenie i poczucie żalu, że właśnie koncert dobiegł końca.

Polecam Państwu tę płytę. Wszystkim, a szczególnie tym, którzy widzieli zespół na zeszłorocznej trasie koncertowej. Koncert to żywy organizm, to emocje, to chwila, to ten czas. Ta płyta daje możliwość powtórnego wsłuchania się w usłyszane dźwięki i powtórnego przeżycia tych niezapomnianych chwil. Dla pozostałych to wspaniała okazja, by po raz kolejny lub po raz pierwszy odkryć wirtuozerię przez duże W oraz maestrię przez duże M. Tak, wiem, że to dopiero styczeń, że nowy rok dopiero się rozpoczyna, ale to jest właśnie mój typ na płytę live 2026 roku.

MLWZ album na 15-lecie Mostly Autumn Weekend w Zabrzu Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce Wishbone Ash powraca do Polski